„Money, money..!” czyli pieniądze w podróży

Tagi: ,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

„Skąd wziąć/wzięłaś pieniądze na podróż”? to zdecydowanie lider pośród zadawanych mi pytań, tuż obok tego o bezpieczeństwo podczas kobiecej podróży w pojedynkę. O tym ostatnim już pisałam, czas porozmawiać zatem o pieniądzach na podróż i w podróży. Ponieważ temat ten wiąże się bardzo z moją obecną sytuacją pozwólcie, że opowiem Wam moją historię.

Kilka lat temu (trzy a może cztery i pół, zależy jak liczyć), wyjechałam w podróż z biletem w jedną stronę mając nań pieniądze z oszczędności (tak, pracowałam przez wiele lat na etacie) oraz sprzedaży tego co mi się udało sprzedać, z czego niewielkie mieszkanie po moich rodzicach w rodzinnym mieście było największym wkładem. Tak, miałam to ogromne szczęście, ze miałam co sprzedać, zawsze jednak pozostaje kwestia podjęcia takiej decyzji – a ta jest najczęściej niełatwa. Od razu dodam, że nie przeznaczyłam wszystkiego na podróż – sporą część z tych pieniędzy spłaciłam kredyt zaciągnięty na kupno kawalerki w Warszawie, remont, meble etc., poza tym szło na codzienne życie, opłaty etc.

I tu pojawia się drugie hasło czyli „podróżuj za darmo”, które ciągle ostatnio słyszę. No bo podobno można. I tak sobie myślę, że albo ja tak nie umiem, albo gdzieś w takim stwierdzeniu jest jakieś niedopowiedzenie. Bo moim zdaniem pieniądze w podróży są NIEZBĘDNE – to, czego można się nauczyć to nimi oszczędnie gospodarować czyli PODRÓŻOWAĆ TANIO. Czyli jak?

TRANSPORT I NOCLEGI stanowią z reguły największy koszt w podróżniczym budżecie. Ja na szczęście jadę rowerem czyli odpada koszt przejazdu, śpię z reguły pod namiotem (choć w Azji Pd-Wschodniej często także w gueshtousach bo kosztowały kilka dolarów), gdzieś w przysłowiowych krzakach no i nie płacę. Są jeszcze możliwości noclegu u ludzi zrzeszonych na portalach takich jak Coachsurfing czy Warmshowers – jeśli już to wybieram ten drugi właśnie, bo wiem, ze tworzy go społeczność osób, które kochają podróże rowerem, mamy wspólne tematy i rozumiemy potrzeby. Nie korzystam jednak z tej możliwości często – dlaczego? W podróży rowerem ciężko jest mi określić datę przyjazdu – jeśli już piszę do kogoś prośbę to jakiś tydzień wcześniej i zaznaczam, ze gdy będę już blisko potwierdzę przyjazd i zawsze to robię. Mam tez świadomość, że nie jest to de facto nocleg za darmo, bo kosztuje stronę goszczącą. No i jest też inny niebagatelny powód – nie zawsze mam ochotę na towarzystwo wieczorem, kiedy jestem zmęczona, chce mi się tylko myć i spać a nie udzielać towarzysko. Co nie oznacza, że dzięki tym portalom tudzież przypadkowo spotkanym ludziom nie doświadczyłam wielokrotnie wspaniałej gościny i nie poznałam ludzi, z którymi wciąż mam kontakt. Mam jedynie nadzieję, ze uda mi się również być gospodarzem i choć trochę odpłacić za otrzymane dobro.

JEDZENIE – tu na pewno można na pewno próbować oszczędzić – z reguły nie jadam w knajpach tylko w ulicznych garkuchniach bądź sobie sama gotuję.

No dobrze, a KONKRETY? Nie za wiele ich będzie, bo nie prowadzę szczegółowych statystyk. Założyłam sobie budżet 10 USD na dzień, ale nie w każdym kraju udało się takowy utrzymać. Owszem, można oszczędzać na jedzeniu czy jakiś nocnych szaleństwach w pubach, ale są rzeczy nie do przeskoczenia, na które zwyczajnie potrzeba pieniędzy – chociażby kupno biletów lotniczych, wizy, ubezpieczenie i noclegi wtedy, gdzie się nie może lub nie chce nocować pod namiotem. Części do roweru, może jakiś ciuch, leki – generalnie sytuacje awaryjne – na to trzeba mieć. Uważam, że budżet dwa razy większy czyli ok 15-20 USD/dzień jest dużo bardziej wygodny i realny przy takim sposobie podróżowania. Bywały kraje, gdzie przeżyłam miesiąc za jakieś 700 PLN na miesiąc (Tajlandia) i takie, gdzie wyszło mi ze 3 razy tyle czy więcej (Japonia – 2500 PLN). Trudno było mi w Europie, strefie Euro – chociażby w Grecji, gdzie przysłowiowa puszka w supermarkecie kosztowała jakieś 3 EUR.

W podróży nie pracowałam i co było do przewidzenia po jakimś czasie oszczędności skończyły się, w moim przypadku było to jakieś 1,5 roku temu. Od tego czasu żyję za ok. 1000 PLN miesięcznie, jakie zostaje mi z wynajmu mieszkania w Warszawie, czasem wpadnie coś ponadto. To nieco ponad 30 PLN/ 8 USD dziennie. Dużo? Mało? Trudno powiedzieć, zależy od wymagań i oczekiwań. Życie za tyle jest wykonalne pod warunkiem, że się nie zachoruje, nic się nie popsuje, no i ma się gdzie mieszkać, w każdym innym przypadku budżet się wali. U mnie w czasie, gdy przebywałam w Polsce załatwiając różne sprawy było to możliwe dzięki rodzinie oraz rzeszy przyjaciół, bliższych i dalszych, starych i zupełnie nowych znajomych, którzy mnie gościli w swoich domach – trudno mi wyrazić wdzięczność za WASZĄ pomoc.

Oszczędności się skończyły, ale nie skończył się apetyt na życie w drodze ani apetyt na świat. Zaczęłam myśleć JAK ZAROBIĆ na dalszą podróż i co ważne – jak to zrobić, żeby dane zajęcie mi odpowiadało, było zgodne z moim niełatwym charakterem i umiejętnościami.

Są różne modele ZDOBYWANIA PIENIĘDZY NA PODRÓŻE – najczęstszy i najprostszy to… zarobić. Na etacie, zleceniu, na czarno, na biało – jak komu wyjdzie.

Inny to PRACOWAĆ ZDALNIE. Można zatrzymać się w jednym miejscu, wziąć zlecenie, zrobić, wysłać i jechać dalej. Zazdroszczę, nie odkryłam jeszcze co to mogłoby być takiego w moim przypadku, oprócz sporadycznego pisania artykułów.

Inni podróżują załapując się w różnych miejscach na tzw. WOLONTARIAT, chociażby przez portal WORKAWAY, gdzie za kilka godzin pracy dziennie mają zapewnione zakwaterowanie i wyżywienie – ja tez tego próbowałam, jednakże mam nieodparte poczucie, ze w wielu wypadkach jest to wykorzystywanie i praca za darmo. Poza tym jak się jest u kogoś to tak, jakby się nigdy z pracy nie wychodziło. A może taki mam po prostu charakter tudzież wiek, ze mi to średnio pasuje – odpada, zwłaszcza na dłuższą metę.

Można tez zbierać na podróż w inny sposób – chociażby poprzez projekty crowdfundingowe – portale Polak Potrafi i tym podobne. Są one świetną i najczęściej jedyną możliwością zebrania pieniędzy na jakiś fajny podróżniczy projekt, sama takowe wsparłam, jednakże przez wysyp tego rodzaju inicjatyw mam co do wielu mieszane uczucia – brak w nich konkretnego uzasadnienia, dlaczego projekt jest wyjątkowy. Ostatnimi czasy przez kilka tygodni udzielałam wskazówek osobie, która wybierała się do Azji. Nie pierwsza ani ostatnia, dostaję sporo takich pytań i lubię udzielać porad, więc odpowiadam cierpliwie, jednakże ten chłopak po pewnym czasie poprosił mnie o nagłośnienie jego projektu typu crowdfunding na tą podróż właśnie. To też nic zdrożnego, ale nie znalazłam jednakże w projekcie nic wyjątkowego, co by uzasadniało takową właśnie zbiórkę pieniędzy. Pamiętam tez innego, który w jakiejś dyskusji w jednej z podróżniczych grup na fejsbuku szczerze napisał „w sumie to mam pieniądze na tą podróż, ale jeśli ktoś mi zechce ją sfinansować to lepiej”. I w zasadzie ma rację – jeśli ktoś go poprze to są wyłącznie jego wola i jego pieniądze, ja jednak nie czuję przysłowiowego bluesa.

Jak więc widać, jestem ciężkim przypadkiem, ale nauczanie angielskiego w Azji chodziło mi po głowie od dawna – jest to jeden z najpopularniejszych sposobów na łączenie podróży z pracą. Teacher? Teacher? Wołano na mnie w Korei Południowej, Tajlandii, dzieciaki w Wietnamie przyprowadziły mnie na lekcję angielskiego do domu nauczycielki, w Kambodży zaciągnięto na wieczorną lekcję angielskiego w wiosce, postawiono na środku sali z hasłem „teraz ucz”! Podobało mi się, lubię uczyć i już to robiłam będąc w Polsce. W podróży po Azji spotkałam też mnóstwo obcokrajowców uczących angielskiego (z kwalifikacjami bądź bez – to temat na dłuższą dyskusję) i pomyślałam, że to może to też coś dla mnie. Poza tym pojawiła się myśl o osiąściu w jakimś miejscu na dłużej po to, by je lepiej poznać i nie prześlizgiwać się jedynie po krajach, kulturach i społecznościach. Proces decyzyjno – poszukiwawczo – papierologiczny zajął mi wiele miesięcy, ale to tym – o kwalifikacjach, poszukiwaniu i wyrabianiu wizy pracowniczej napiszę następnym razem bo to dłuuga historia. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, przez najbliższy rok donosić będę z Urumqi (mapka z boku), prowincji Sinciang w Chinach – dalekiego chińskiego zachodu, stolicy Ujgurskiego Okręgu Autonomicznego, gdzie słońce wschodzi przed 10tą, a wozy opancerzone straszą na ulicach.

Czy to był trafiony pomysł to się okaże – chęci mam dobre, ale trzymanie kciuków wskazane 🙂

Wesołych Świąt!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dodano 20 myśli na temat “„Money, money..!” czyli pieniądze w podróży

      1. Dasz rade, Ewcia! Trudno czasem, bo trudno, ale bujając się na rowerze stwierdziłem, że góry, wzniesienia, podjazdy z daleka wydają się dużo straszniejsze niż, jak już na nich jesteś, albo patrzysz na nie za siebie 🙂 3mam kciuki

  1. Podziwiam za odwagę, czytam Twojego bloga już od jakiegoś czasu i zawsze towarzyszy mi uczucie podziwu dla Twojej odwagi. Wesołych zdrowych Świąt i Szczęścia w Nowym Roku

  2. Ewo, życzę Ci cierpliwości do siebie, do uczniów, do zwierzchników na nowej drodze życia. Jak się skupisz na edukacji i włożysz w to swoje emocje i serca kawałek to wszystko inne się jakoś ułoży.
    Nie oczekuj niczego, spodziewaj się wszystkiego!
    Trzymam kciuki

  3. Ewa, fajnie, szczerze i od serca. Trzymam kciuki za Chiny i jestem przekonana, że będzie dobrze. Też nie wykluczamy takiej opcji. Fajnie nam w sumie było w Chinach i perspektywa popracowania tam przez paręnaście miesięcy nie wydaje się wcale zła. No i te widoki na Tien Szan!!! 🙂

    Odnośnie Twojego tekstu, znasz naszą sytuację i jest w gruncie rzeczy całkiem podobna do Twojej. Kasa z wynajmowanego mieszkania, oszczędności zarobione ciężką pracą. Nie ma w tym wielkiej filozofii ani wielkich osiągnięć. C.D.N. Bo nie chce się zamieścić dłuższy komentarza za jednym zamachem. Dziwne swoją drogą…

  4. I ciąg dalszy:
    Jedną rzecz chcę podkreślić – ja chyba też nie potrafię podróżować za darmo. Ba, czasami szlag mnie trafia kiedy widzę poradniki w stylu „15 sposobów na podróżowanie za darmo”. To trochę tak jak z podróżą dookoła świata. Odnoszę wrażenie, że więcej w tym pustych frazesów niż realnego sensu. Co to znaczy podróżować za darmo? Żerować na innych? Nie wiem jak to robimy, ale nam najczęściej couchsurfing i warmshowers wychodzą drożej niż nocka w tanim hotelu. Dlaczego? Bo najczęściej chcemy coś ugotować dla naszych gospodarzy, odwdzięczyć się jakoś. Może zaprosić na piwo? Albo jeśli korzystamy z zapasów, uzupełnić lodówkę przed wyjazdem. Oczywiście wyjeżdżamy bogatsi w ostatecznym rozrachunku, bo poznajemy na ogół naprawdę świetnych ludzi i dzięki nim – ciekawe miejsca. C.D.N.
    To na 3 rzuty będzie….

  5. I trzecia część:
    A crowfunding? Wydaje mi się, że to co robimy nie mieści się w definicji „wyprawy” czy „projektu”. My sobie po prostu jedziemy przed siebie i chyba nie czułabym się dobrze prosząc innych o dofinansowanie w takiej sformalizowanej formie. Choć z drugiej strony na naszej stronie można znaleźć zakładkę, w której prosimy o wsparcie. W dodatku wymyśliliśmy kilka sposobów, żeby to wsparcie do nas dotarło. Trochę to wszystko sprzeczne i trudne. Bo tak naprawdę nie ma chyba gotowych rozwiązań, każdy radzi sobie jak może. Ściskam, K.

  6. Super sprawa Ewa, gratuluje odwagi, fantazji i uporu 🙂

    Sam podobnie kombinuje, stąd moje pytanie: czy korzystałaś może z jakiejś firmy zarządzającej Twoim mieszkaniem podczas nieobecności.

    Pzd,
    Jarek

    1. Witaj. Nie, nie korzystałam, choć myślałam o tym. Jak dotychczas zawsze przyjeżdzałam do Polski sama zajać się tą kwestią – z reguły miałam tez inne sprawy do załatwienia w tym czasie, stad ten mało korzystny finansowo wybór. Z tego co wiem Kasia i Victor najęli firmę, możesz poszukać u nich na blogu (link w komentarzu ponizej) lub spytac bezpośrednio. Najlepiej jednak jak mqa się kogoś z rodziny kto mógł y pomoc (zapewne trzeba by zostawic odpowiednie upowaznienia). Ja upoważniełam przyjaciółkę, ale w kwestii znalezienia nowego najemcy nawet ona się nie podejmuje. Powodzenia!

      1. Dzięki Ewa,

        Tak tak, już do Kasi i Victora napisałem. Teraz tylko troche cierpliwości i mam nadzieje że i gdzieś tam się miniemy w drodze.

        Pzd,
        JArek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *