Sandały do turystyki rowerowej – jakie?

Tagi: , , , ,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rzecz będzie o poszukiwaniu idealnych sandałów do podróżowania rowerem. Tak, sandałów właśnie bo jest lato, bo jeździmy na wyprawy, bo o butach na rower napisano wiele, ale już o sandałach niekoniecznie. Wiem, bo szukałam.

Na początku mojej przygody z rowerem, czyli kilkanaście lat temu nie zwracałam dużej uwagi na obuwie, w którym jeżdżę i zakładałam na nogi to, czym aktualnie dysponowałam – zapewne właśnie dlatego przez te wszystkie lata miałam okazję przekonać się, co przeszkadza mi najbardziej i jakie cechy powinien mieć sandał na rower idealny. Nie każdy może jednak mieć ochotę iść tą długą drogą, postanowiłam zatem zebrać w jednym miejscu wskazówki, które być może komuś się przydadzą i skrócą jego / jej poszukiwania.

Zacznę od tego, że nie potrafię jeździć w krytych butach, gdy jest ciepło czy tez gorąco. Mojej stopie ma być dobrze, moja stopa ma oddychać – choć brud łapie jak nie wiem co, no, ale coś za coś.

Panowie i Panie, cóż zatem według mnie cechuje sandał na rower idealny?

1. Numer jeden to twarda podeszwa.

Podeszwa w bucie do jazdy rowerem musi być wystarczająco twarda, gdyż wtedy powierzchnia nacisku na pedał podczas jazdy rozkłada się na całość podeszwy buta a nie tylko miejsce styku stopy z pedałem – tym samym nacisk na pedał jest skuteczniejszy, jazda szybsza a stopy zdecydowanie mniej się męczą. Zbyt miękka podeszwa w bucie podczas jazdy rowerem to tragedia. Stopa wyczuwa pedał podczas jazdy, a podczas chodzenia każdy kamień na ziemi. But, w którym czujemy się świetnie spacerując po chodniku może okazać się przekleństwem w podróży rowerem. Rezultat to nasze zmęczone stopy oraz słabsze tempo jazdy, gdyż wysiłek włożony w pedałowanie musi być dużo większy. Stopy (i nadgarstki, ale to odrębna historia) potrafią boleć bardziej niż pupa :)

Nie bez powodu buty typowo rowerowe czyli SPD (czyli posiadające system mocowania buta do specjalnych pedałów) mają podeszwę bardzo twardą. Znając jednak ogrom zalet butów typu SPD nie zabieram ich w podróż rowerem. Dlaczego?

Uważam, ze buty, w tym sandały dla podróżnika rowerowego muszą być uniwersalne – służą nam wszak nie tylko do jazdy, ale też chodzenia, czasem wielodniowego. Jadąc na dłużej tj. wiele tygodni czy miesięcy musimy liczyć się z tym, że nie zawsze czas będzie spędzany na rowerze, że but musi być odpowiedni zarówno do jazdy jak i np. kilkugodzinnego zwiedzania czy kilkudniowego trekkingu.

I to jest jeden z powodów, dla których nie wybieram butów typu SPD. Podeszwa takiego buta jest dla mnie zbyt twarda do chodzenia. Czyli sandały SPD również odpadają.

Proszę pamiętać, że opisuję swoje osobiste preferencje i odczucia.

2. Sandały powinny dobrze trzymać się stopy i jej nie uciskać.

Oczywista oczywistość. Aby jednak tak się stało, paski w sandałach powinny być wystarczająco szerokie, żeby nie wpijać się w stopę, oraz mieć wyściółkę na łączeniach tam, gdzie są sprzączki. Co też jest bardzo ważne paski nie powinny być wklejane – pasek jako całość powinien być przeprowadzony przez spód podeszwy – zapobiega to nagminnemu ich wyrywaniu się na łączeniach z podeszwą sandała.

W każdym z używanych przeze mnie ostatnimi laty sandałach (przez ostatnie 10 lat „przerobiłam” trzy modele sandałów Jack Wolfskin, jeden Karrimor – model Aruba) ZAWSZE pojawił się ten problem – pasek się wyrywał z podeszwy w tym czy inny miejscu, po kilku miesiącach albo po tygodniu. Jak w tym dalej jechać jak się nogi nie trzyma? Będąc w Azji na szczęście ma się pod ręką ulicznych szewców złote rączki, którzy za równowartość 2-3 PLN naprawiają takie wyrwane paski rewelacyjnie – nakłuwając podeszwę cienkimi szpikulcami po to by przeprowadzić przezeń dratwę i PRZYSZYĆ urwany pasek. Robiłam tak w Chinach i Tajlandii a na moją sugestię, by może użyć kleju chiński szewc spojrzał się na wariatkę. Tak samo zresztą jak szewc w Polsce spojrzał jak poprosiłam, by jednak może spróbował ponakłuwać but i przyszyć pasek. Niestety nie dysponuję zdjęciem tak naprawianych podczas podróży po Azji sandałami – pożegnałam się z nimi jak podeszwa się przetarła (ale szycie nie puściło).

3. Sandał musi być odporny na działanie wody a materiał, z którego jest wykonany powinien być szybko schnący

Z tego powodu wszelkie obuwie skórzane tudzież z wyściełanym zamszem wnętrzem jest u mnie z góry zdyskwalifikowane (np. większość skądinąd super wygodnych modeli firmy Ecco).

4. Bardzo dobrze jest, żeby czubek buta był zakryty, gdyż chroni palce (tak jak ma większość modeli sandałów firmy Keen).

 

POSZUKIWANIE SANDAŁA IDEALNEGO

Wypunktowawszy zatem powyższe cechy (dobrą jakość materiałów I wykonania uważam za rzeczy oczywiste) można by pomyśleć, że nic prostszego, tylko iść do sklepu i wybrać odpowiedni model. Otóż nie wiem jak inni, ale ja tego szczęścia nie miałam a podchodziłam do tematu kilkakrotnie.

Przed wyjazdem do Azji czyli jesienią 2013 zakupiłam sandały Keen Whisper i używam intensywnie ich do dziś. Kocham te buty miłością czystą bo są bliskie ideału. Podeszwa jest w sam raz – wystarczająco twarda, niezbyt gruba, buty są lekkie i przewiewne a przejście po kamienistym potoku i zamoczenie stopy im nie straszne bo szybko schną. Do tego przykry zapaszek, jaki często wydobywa się z buta nie jest tu problemem bo go prawie nie występuje (w Karrimorach niestety był nie do wyprania). Pasek z tyłu pięty trochę mi się przetarł, ale całość przy intenesywnym użytkowaniu trzyma wzorowo.

Keen-Whisper_side

P1140735

I tu mogłabym zakończyć moje poszukiwania, ale niestety moim problemem jest to, że mam bardzo niską tolerancje na zmianę temperatur i muszę dostosować do tego swój ubiór. Co to oznacza? Ano, że pomimo tego, że sandały Keen są bardzo przewiewne to jednak w temperaturze powyżej 25 stopni zakrycie palca robi swoje i jest mi już w tych butach za gorąco.. Na gorącą Azję Południowo – Wschodnią się nie nadawały. Pamiętam, że przylatując do gorącego Bangkoku z zimnej listopadowej Korei Południowej postanowiłam zostawić część rzeczy w Bangkoku i zostawić sobie jedynie jedną parę butów czyli Keeny własnie. Ileż to ja razy robiłam potem postoje w Laosie czy Chinach, żeby choć na chwilę wyjąć stopy z butów i dać im odetchnąć? Zatem cóż – potrzebny jest mi dodatkowo typowy otwarty sandał. Tak, wożę dwie pary.

Sandałów z odkrytymi palcami szukałam ostatnio, wiosną 2016 roku. Tak jak wspomniałam, przerobiwszy w ostatnich latach trzy modele sandałów firmy Jack Wolfskin oraz jeden Karrimor Aruba postanowiłam do nich nie wracać. Wykonanie butów bardzo się pogorszyło wygląda jak typowe MADE IN CHINA co niestety widać już na pierwszy rzut oka – np. pobrudzenie klejem. W każdym z używanych wcześniej modeli miałam problem z wyrywaniem się pasków co sprawiło, że zawęziłam poszukiwania do butów z paskiem przeprowadzonym przez podeszwę.

Na placu boju zostały sandały firmy Teva i Source. To sprawdzone firmy produkujące wysokiej jakości obuwie. Wysoka jakość wymaga wysokiej ceny, ale fakt, że cena ponad 400 PLN sandałów Source Gobi była dla mnie nie do przełknięcia. Sandały Tevy są nieco tańsze, ale dzięki uprzejmości firmy dostałam je do przetestowania.

Model sandałów Teva Terra Fi 4 wybrałam, bo spełniał wszystkie powyższe kryteria. Prosty, trzymający się dobrze nie tylko nogi, ale też podłoża model sandała z grubą, odpowiednio twardą i dodatkowo wyprofilowaną podeszwą i podwyższeniem za piętą sprawia, że noga wpasowuje się w but idealnie, choć but układał się na stopie jakieś dwa tygodnie. Fakt, nie wygląda to może super sexy, no ale nie to przecież nam chodzi – chodzi o wygodę i wytrzymałość. Paski jak zapewnia producent nie są wklejane, a materiały są szybko schnące co miałam okazję przetestować. Ważne także, ze można je regulować w trzech miejscach.

terra fi 4

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Minusy? Sandały są dość ciężkie.

Z innych drobiazgów – nie podoba mi się, że rzepy są w kolorze jasnoniebieskim – bardzo łatwo się brudzą. Mogły by być czarne.

Fakt, zdaję sobie sprawę że kilka tygodni użytkowania to trochę mało, ale wszelkie przesłanki wskazują, że był to dobry wybór. Obiecuję ten tekst uzupełnić, za kilka miesięcy.

Czy zatem zakończyłam poszukiwania sandała idealnego? na razie tak, mam jednak nadzieję, że powstanie kiedys model będący połączeniem wymienionych powyżej – miałby podeszwę Keen-a a paski Tevy. Może usprawiedliwi mnie fakt, że generalnie dużo narzekam, a może któraś firma natrafi na moje wywody i zdecyduje się taki model stworzyć?

Czytając powyższe mam nadzieję, że będziecie pamiętać, że opisuję własne preferencje. Wiem, ze wiele osób jeździ na dłuższe wyprawy w butach SPD, znam też takich, co jeździli w klapkach.

Co kto lubi, ważne, by czuć się jak najbardziej komfortowo. A jakie są wasze doświadczenia?

Udanego lata, udanych wypraw i oby pogoda sprzyjała sandałom!

Dodano 15 myśli na temat “Sandały do turystyki rowerowej – jakie?

  1. Nic lepszego niż Source Classic nie ma :) Używane intensywnie od prawie 4 lat i są (prawie) jak nowe. Wygodne, mega szybko schnące, solidne i nie wydają nieprzyjemnych zapachów.

    1. O widzicie, a u mnie odpadły przy oglądaniu nie spełniwszy wymienionych warunków. Nie pamiętam do końca o co chodziło, podeszwa wydawała mi się za cienka i bałam się ze paski będą uwierać, dlatego obstawiałam model Gobi. Ale dzięki za wasz głos, nie bez powodu ten modle ma bardzo dobre oceny.
      Inna kwestia, że Source w ogóle, Teva zresztą też, nie jest tak prosto kupić w Polsce, w Wwie mają je bodajże 3 sklepy. Może się mylę..

      1. Swoje kupiliśmy w podobnej cenie co Yoshko, w promocji we Wrocławiu (Skalnik), a ostatnio dla siostry zamówiliśmy po prostu przez internet :). A, zapomnieliśmy napisać, że jeszcze przez pierwszy rok source classic pachną wanilią ;) (sic!)

        1. No jak macie sprawdzone to przez internet
          Tą wanilia jednak nie czuję się zbyt zachecona bo nie lubię pachnieć ciastem, ale fakt może to lepsze niż zapach nagniatajacej stopy :-)

  2. Tak samo. Od dwóch lat jeżdżę w Source Classic, które zakupiłem jako pierwsze sandały na rower i nie planuje ich zmieniać. Kupione za 167 zł :)

    1. O, tym bardziej czuję się już przekonana. Na razie mam w czym jeździć, ale może kiedyś zrobię drugie podejście?
      ps. Za tyle kupiłam Keen-y

  3. MY też jeździmy w sourcach classicach i gdyby nie to że zgubiłam jeden gdzieś w Portugalii pewnie służyły by jeszcze przez kolejne 3 czy 4 lata:) a keeny mimo że są ok to odstarszają mnie wyglądem

    1. Zaczynam weszyc sourcowy spisek ;-)

      Tak, wygląd Keen trochę odstrasza bo skracają nogę optycznie
      To może klapki? Też mam. Są boskie

  4. Source można kupić w Sosnowcu firma ALVIKA specjalizuje się w tych sandałach mają tez swoją stronę.

    1. Krzysztof, dzięki za info. Faktycznie natknęłam się na ta firmę w necie.
      Bardziej jednak chodziło mi o mozliwość zobaczenia i przymierzenia butów, wtedy jest sie zdanym na 2-3 sklepy w Warszawie.

  5. Hej :) Jak wiesz, ja na AŻ tak długich wyprawach nie bywam (max 3-4 tygodnie na rowerze / trekkingu), i moje kryteria, skądinąd podobne do Twoich spełniają od jakichś 5 lat sandały Quechua, są bardzo mocne, a i całkiem zgrabne. Podeszwa masywna dość, a paski takie jakby z cienkiej pianki wzmocnione naszytym zamszem właśnie. Moczę je bezlitośnie, piorę w pralce po wyjazdach i zamsz się trochę wyprał,ale nadal jest na miejscu i nic się z nimi nie dzieje. Jedyny minus – przestaje mi łapać rzep przy pięcie, ale to jest do wymiany przez szewca. Patrzę na stronę Decathlona i niestety nie widzę już podobnego modelu – poszli chyba w takie lekkie dość modele, nie wiem jak te nowe paski się trzymają. A poza tym pozdrawiam ) Wojażujesz już gdzieś daleko czy nadal w kraju?

    1. Hej Magda, ja mam jak najbardziej pozytywne doświadczenia z wieloma rzeczami z Decathlona..akurat butów nigdy nie kupowałam.
      Jestem w Grecji, nie mogę sie jakoś stąd wygrzebac – zajrzyj, jest wpis :)

  6. Hej! Ja mam bardzo pozytywne doświadczenia z sandałami Teva. Niestety nie pamiętam jaki posiadam model, bo mają już 7 lat. Sandały są nie do zdarcia, do tego są bardzo wygodne, paski prawie jak nowe, podeszwie nic nie dolega, brak zapachu, szybko schną. Sporo w nich chodzę, ale głównie jeżdżę na rowerze i sprawdzają się idealnie. Polecam wszystkim. Pozdrowienia!

  7. Dołączam do pochwalnego chóru Source’ów. Mija 11 miesiąc od rozpoczęcia wyprawy, z czego minione 10-9 były na tyle ciepłe, że Source były wykorzystywane niemal codziennie. Bez złudzeń jednak – ślady zużycia widoczne są już i na podeszwie i na paskach. Idzie jesień, więc wylądują na dnie sakwy, ale myślę, że pożyją ze mną jeszcze dobrych kilka sezonów

Dodaj komentarz