Rowerem przez Pomorze Zachodnie – Trasa Pojezierzy Zachodnich (Złocieniec – Siekierki)

Tagi: , , , , , , ,

W Złocieńcu, którego romantyczna nazwa współgra teraz z kolorytem okolicznych wzgórz Stary Kolejowy Szlak, którym dojechałam tutaj z Kołobrzegu przecina się z inną, w założeniu najdłuższą trasą rowerową na Pomorzu Zachodnim – Trasą Pojezierzy Zachodnich.

Trasa Pojezierzy Zachodnich (20 )

Przecina się póki co dość wirtualnie – w tym miejscu szlak jest wytyczony, ale nie oznakowany – dlatego tym razem postawiłam na jazdę po śladzie GPX (do pobrania podobnie jak PDFy mapek z oficjalnej strony).

Podobnie jak Stary Kolejowy Szlak, Trasa Pojezierzy Zachodnich ma dwie odnogi, które łączą się w Ińsku – jedna biegnie ze Szczecina przez Stargard, druga od granicy z Niemcami w Siekierkach. Koniec trasy w Miastku koło Białego Boru na granicy z województwem pomorskim. To ponad 400 kilometrów dróg rowerowych i ponad 300 km z jednego krańca województwa na drugi.

Patrząc na mapę prac można zauważyć, że odsetek oddanych do użytku dróg dedykowanych rowerom jest tu mniejszy niż w przypadku szlaku nr 15, ale też trasa jest dłuższa i buduje się najwięcej. W rezultacie na razie trzeba się przygotować, że na niektórych odcinkach jest tu już „Zachód”, ale na innych jeszcze bardzo dziki – jednym słowem czasami trasa wygląda idealnie a czasami jeszcze nie ma nic.

Już sama nazwa trasy – POJEZIERZY ZACHODNICH – jest dla mnie obietnicą w najgorętszych tygodniach polskiego lata. PO-JEZIERZE -> JEZIORO -> WODA -> OCHŁODA! Na rodzimym Mazowszu możliwości kąpieli latem zawsze było niewiele – nie ma tam jezior ani morza, jako dziecko taplałam się czasem w dużej blaszanej wannie ustawionej na podwórku. A przecież to fantastyczne, gdy na naszej rowerowej drodze, szczególnie podczas upałów pojawia się akwen. Jeszcze lepiej, gdy można się tam kąpać. Tutaj jak się niedługo okaże możliwości są liczne.. No, a popedałować sobie i zrobić przerwę na chlup do wody – no brzmi wprost idealnie. Dzień bez kąpieli dniem straconym.

Przede mną było około 200 kilometrów trasy Pojeziernej ze Złocieńca do granicy z Niemcami w Siekierkach. Tam mogłam wskoczyć na następną trasę rowerową – Blue Velo i dopedałować do Szczecina. Dobry plan, w sam raz na tydzień (w moim tempie..).

Odcinek ZŁOCIENIEC – DRAWSKO POMORSKIE – IŃSKO

Za Złocieńcem, na początkowym odcinku ślad trasy pokrywa się ze szlakiem rowerowym niebieskim „Wokół jeziora Siecino” i prowadzi przez las. Asfalt trochę wiekowy, ale jest cień i spokój, nie ma co narzekać. Tam, gdzie znajduje się całkiem nowy parking i miejsce odpoczynku z wiatami należy skręcić w leśną drogę szutrową, ale jadę jeszcze kilkaset metrów dalej, zbadać, czy są jakieś ślady budowy „Berlinki”, bo mapa pokazuje, że niedaleko był planowany jej przebieg. Ale tutaj nic rzucającego się w oczy nie znalazłam.

wyjazd ze Złocieńca

Choć w lesie zawsze jest fajnie, to około 10 kilometrów jazdy w stronę wsi Zamęcin drogą gruntową nawet mnie zmęczyło. Trochę przewyższeń i dość duży tłuczeń, którym jest wysypana droga zrobiły swoje. Może nie był to jeszcze moment, by zarządzać odpoczynek, ale gdy zobaczyłam, że nad Jeziorem Zarańskim jakiś kilometr od trasy działa plaża wiejska, skręciłam tam od razu.

Plaża w Zarańsku

Plaża nieduża, ale ładna, nad samą wodą wygospodarowano też miejsce piknikowe. No i jest to strefa ciszy – co prawda idealnie cicho nie jest bo to upalna niedziela i sporo kąpiących się, ale przynajmniej na jeziorze łodzi z silnikami spalinowymi nie uświadczysz. Odpoczywając dogrzebałam się do ciekawostki – nad jeziorem we wczesnym średniowieczu funkcjonowało grodzisko, którego ślady odnaleziono całkiem niedawno. Udało się zlokalizować most, wał grodu oraz wydobyto takie zabytki jak ceramika czy broń. Można tam podjechać, są widoczne ślady, ale nie konserwowane. A mógłby może być tu drugi Biskupin.

Na rynku w Drawsku Pomorskim biją dzwony – do zabytkowej fary w centrum miasta wchodzą wierni, zaraz będzie msza – teraz nie pozwiedzam. Duże malowidło na ścianie sąsiedniego budynku  informuje o ponad 700-letniej historii miasta. W zabytkowym budynku Magazynu Solnego tuż przy kościele mieści się Informacja Turystycznej – niestety w niedzielę jest zamknięte. Chyba bardziej niż samo Drawsko interesująca jest okolica, i to jest następny powód, by pokręcić się tam dłużej.

trasa Drawsko – Kumki

Wyjechałam z Drawska Pomorskiego późnym popołudniem i wiatr wiał w plecy tak, że niemal wstyd by tak rowerzyście wiało, bo według znanego powiedzenia, wieje zawsze w twarz. No jednak nie zawsze. Mój objuczony rower pędził, a ja nie musiałam nawet zbytnio kręcić pedałami. Zwolniłam dopiero w okolicach wsi Kumki, bo skończył się asfalt. 

W opisie trasy napisano „Odcinek Wiewiecko – Drawsko będzie ukończony w późniejszym czasie, jednakże tylko jego fragment jest trudno przejezdny (leśne drogi gruntowe Kumki-Brzeźniak)”.

Właśnie tutaj odnalazłam rowerowy „dziki zachód” – bądź też (bardziej optymistyczna wersja) idealną atrakcję dla zwolenników off-roadu. Wraz z metrami przepychania roweru przez piach, a potem jazdy nie mniej uciążliwym brukowanym fragmentem i zachodzącym słońcem narastała obawa, że tu utknę na noc. Ku mojemu zdziwieniu, ale też radości, że nie pobłądziłam na drzewach pojawiały się symbole tras rowerowych. Trochę to kuriozalne, bo to miejsce, gdzie przez kilka kilometrów rowerem przejechać się raczej nie da…  I żeby było jasne – nie jest mi potrzebny gładki asfalt, ale ubite podłoże w ogóle nadające się do przejechania na trasach zwanych „rowerowe” byłoby mile widziane.  

Jednak gdy się spojrzy na mapę trudno się dziwić.. Alternatywą dla jazdy w kierunku Ińska jest droga krajowa numer 20, ale przejazd drogami krajowymi rowerem – no „strach się bać”. Unikajmy jak ognia. Na południe od Drawska Pomorskiego leży słynny poligon wojskowy – no tutaj też się nie da wytyczyć trasy. Pozostaje poczekać, aż fragment Kumki – Brzeźniak będzie ulepszony no a póki co nastawić się na mniej komfortu. 

To w ogóle ciekawe rejony są. W środku lasu, u zbiegu dróg z Brzeźniaka, Wiewiecka I Ginawy leży opuszczona wioska Brzeźnica. Jest tam kilka domów i jeden kościół na wzgórzu, pamiętający jeszcze czasy niemieckie. No i okolice, przez które przebiegać miała autostrada „Berlinka”. Nie ma mieszkańców, są budynki, do których można zajrzeć – miejsce podobno robi wrażenie. Następny punkt do dokładniejszego poznania, gdybym wróciła w tej rejony – no i najlepiej „na lekko”.

Ińsko

– Przewijało się w wielu waszych rozmowach, a ja chcę spytać – co powinnam wiedzieć o Ińsku, czego mi nie powie mi Wikipedia? spytałam na fejsbuku

Widok z wieży widokowej z Ińsku. W głębi plaża miejska

– Ińsko jest magiczne, poprowadzi Cię samo

W końcu też zawitałam do tajemniczego Ińska.  A dotarłam tam świeżo wylaną wstążką asfaltu ścieżki rowerowej przez Waliszewo i Storkowo. Asfalt był niemal gorący.

Ależ tu SIĘ BUDUJE! Jadąc obserwowałam jak prace nad budową nowych dróg rowerowych trwają – równanie ziemi i wylewanie asfaltu na wielu kilometrach, przejezdne choć czeka je jeszcze oznakowanie i odbiór –  fantastyczne widzieć, jak to się dzieje!

Ińsko przywitało mnie senną atmosferą, dokładnie taką, jaka może być w poniedziałkowy poranek po długim weekendzie, kiedy większość turystów już wyjechała. Kąpiących się też było niewielu. Być może zachmurzone niebo odstraszyło chętnych, a może byli niewidoczni pod wodą – znajdują się tu popularne bazy nurkowe a pod taflą wody dużo atrakcji.

wieża widokowa w Ińsku

Wieżę widokową otwarto w ubiegłym roku. Na wiele wież widokowych się wspinałam, ale były to budowle z reguły drewniane, a nad jeziorem w Ińsku wzniesiono nowoczesną stalową konstrukcję z kolorową ozdobną mozaiką. Na górze porządnie wieje – to niemal 30 metrów wysokości (tak, bałam się przy schodzeniu),  8 poziomów i tarasów widokowych.., gdyby tak jeszcze była czynna winda, która tam jest .. już się zepsuła. Widok na okolicę fantastyczny. Jezioro otoczone lasami a w oddali góra Głowacz – największe wzniesienie w okolicy – „całe” 182 metry.

Nie wszędzie jest pusto – przy stoisku z rybami na końcu promenady stoi nieduża kolejka. Świeże, wędzone… całe i w tuszach.. Sielawy już zabrakło.

Pomnik raka na promenadzie w Ińsku

Ryby i raki z jeziora Ińsko sławiły się w całej pomorskiej prowincji. Świadczy o tym pomnik raka nad Ińskim jeziorem, nawiązuje do legendy o gigantycznym skorupiaku, który wychodził z wód jeziora i niszczył okoliczne budynki – schwytany podstępem do dziś stoi przykuty nad brzegiem jeziora. 

Raki podobno można zobaczyć w wodzie jeziora z molo na ińskim kąpielisku miejskim. Jest usytuowane w pewnej odległości od centrum na granicy rezerwatu Kamienna Buczyna i to, że tam nie dotarłam zrzucam na karb nie zachęcającej do kąpieli pogody. A szkoda, bo to duży teren, ładny piasek i nowy pomost w kształcie litery U, które wydziela strefę kąpieliska.  Jest to podobno największy pomost na polskich wodach śródlądowych. No a przede wszystkim woda pierwszej klasy czystości – nic dziwnego, że są tam raki, które żyją tylko w najczystszych wodach.  

Ideę slow travel wcielam w życie na każdym kroku, ale jednak chwilami zaczyna mi przeszkadzać, że kilometrów prawie nie ubywa. Przeszkadza mi też ubywająca ilość czystej garderoby w sakwach no i braku prysznica na wczorajszym noclegu na dziko, skręcam zatem na kemping Linówko zaraz przy trasie nad jeziorem. Prysznic kosztuje 5 PLN, coś tam przepieram a właścicielka dopytuje o moją podróż.

– jeszcze wczoraj proszę pani to namioty tu wzdłuż ścieżki stały tyle było ludzi! 

Ciekawe dlaczego wczoraj nocowałam na dziko 🙂 – nie lubię tłoku i hałasu, unikam polskich kempingów w weekendy, szczególnie w sezonie. Nocując na łonie przyrody tez bywa głośno, ale są to jedynie odgłosy zwierząt – szczekanie lisów lub saren, ryk jeleni, chrumkanie dzików.

W Ińsku łączą się dwie odnogi trasy Pojezierzy Zachodnich – jedna z nich prowadzi przez Stargard do Szczecina, druga na południe w stronę granicy z Niemcami w Siekierkach. Obieram tą drugą.

końcówka upalnego lata…

Za Linówkiem, przez Białą fajny odcinek trasy drogami lokalnymi przez zachodni fragment Ińskiego Parku Krajobrazowego. Jak na obszar polodowcowy przystało, nie jest tu płasko, wzgórza morenowe urozmaicają horyzont i zmuszają do większego wysiłku w pedałowaniu.

Po przecięciu trasy krajowej numer 10 ślad GPX kieruje mnie przez rzekę Inę do Sławęcina i dalej na Choszczno, na mapach google dość niewyraźnie. Do przygody mam podejście nieco kontrolowane. Będąc w drodze sprawdzam informacje praktyczne, turystyczno-krajoznawcze i prognozę pogody z uwzględnieniem kierunku wiatru. Bywa, że ma to wpływ na moje wędrownicze i noclegowe plany. Po odcinku Kumki – Brzeźniak zaczęłam też rozważać sprawdzanie nawierzchni, zatem w Suchanówku upewniam się jeszcze, czy przejazd jest możliwy i jak tam nawierzchnia.

– tak tak, można potwierdza zapytany gospodarz. Sporo takich jak pani na rowerze się tu kręci.

No to jadę.

Tym razem nie jest jakoś wybitnie trudno – zwykła droga leśna, potem duża łąka, trochę betonowych płyt i chaszczy – trzeba wypatrywać mostka. Przed Sławęcinem piaszczyste kilkaset metrów zanim wyjedzie się na asfalt. To słaby fragment, ale do przeżycia.

Odcinek CHOSZCZNO – MYŚLIBÓRZ – BARLINEK

Trasa Choszczno – Pełczyce

Tuż za Choszcznem – wyjeżdżając trzymajmy się śladu, bo trasa jest nieoznakowana – zaskoczenie. Nowa droga rowerowa poprowadzona mniej więcej równolegle do drogi 151. Wciąż trwają prace wykończeniowe a do czasu, kiedy to piszę pewnie są zakończone. Tak, tu ponownie do stworzenia trasy rowerowej wykorzystano nasyp zlikwidowanej linii kolejowej.

Stacja Lubiana, którą mija się po drodze wygląda jak kolejowy skansen. Jest tu parowóz, semafory i mnóstwo innych kolejowych detali. Miejsce jest w rękach prywatnych a właściciel chce nadać mu wygląd, jak miało w przeszłości i utrwalić w pamięci mieszkańcom, że to był kiedyś dworzec kolejowy. Brawo.

A do Barlinka trasa rowerowa jak marzenie. Ponownie standard europejski/ Najgorzej jest jednak tuż przed miastem, gdzie ścieżka dociera do ruchliwej drogi głównej i nie ma tam żadnej alternatywy, tylko na nią wjechać.

Barlinek

Wypoczynek na Pomorzu kojarzy się przede wszystkim z plażowaniem i pluskaniem się w Bałtyku. Błąd. Przecież cały pas śródlądzia na południe od wybrzeża to pojezierza. Myśliborskie, Choszczeńskie, Ińskie, Drawskie..  To, że na pojezierzu są jeziora jest oczywiste, ale nie zdawałam sobie sprawy, jak fajne są tu kąpieliska. Cieszyno, Ińsko, Zarańsko, Barlinek a potem Myślibórz i Moryń.. mnóstwo innych, których nazw nie pamiętam no i tych, gdzie nie byłam wcale –  oferowały to, co dostarcza największej frajdy – czystą wodę i ładny piasek. Infrastruktura też (choć da pełni szczęścia dodałabym do niej prysznice zewnętrzne i przebieralnie).

zabytkowy budynek kąpieliska w Barlinku z 1927 roku

Najpiękniejsze  –  i tu nie mogę przestać się zachwycać  – jest zabytkowe kąpielisko „Pod Sosnami” – plaża miejska w Barlinku. Absolutny sztos!

Zabytkowy budynek i kąpielisko nad jeziorem Barlineckim powstało w okresie międzywojennym – w 1927 roku. Unikatowy styl „alpejski”, zupełnie nietypowy na tych terenach. A jak wyglądało to kąpielisko w tamtych czasach? Otóż niemal tak samo jak dziś! I to trzeba cenić.

Przez wiele lat był miejscem zarządzał dzierżawca, co nie wychodziło mu na dobre. Niedawno miasto przejęło obiekt i była to dobra decyzja. Fakt, miałam szczęście – przez całe przedpołudnie padało, a gdy wyjrzało słońce na plaży tłumu nie było – tylko kilka osób. Na zagrabionym równo piasku nieliczne ślady stóp. Półokrągły drewniany budynek kąpieliska, w którym znajdują się kabiny – przebieralnie (obecnie udostępnione tylko dwie), absolutnie mnie urzekł. Rosnące przed głównym wejściem sosny dodają miejscu charakteru – panuje tu atmosfera, jakiej nie powstydziłoby się żadne stare uzdrowisko z Sopotem na czele. 

– To nowiutki pomost – powiedział pan obsługujący kąpielisko. A widząc moje zainteresowanie przyniósł tablicę ze zdjęciami – mieliśmy tu taką wystawę na temat historii kąpieliska powiedział. Proszę pani, otworzyliśmy dopiero 1 sierpnia – miał być remont, ale inwestor się by w tym roku nie wyrobił. Jak tylko to się okazało miasto oddało w użytkowanie przyjezdnym i mieszkańcom za darmo.  Widziała pani toalety? Wyremontowane, czyste. I kilka pokoi jest do wynajęcia tu na górze. Tylko 60 PLN, co to za cena, pewnie pójdzie w górę. dodał. A te sosny..  to też mało spotykany gatunek.

A że na horyzoncie pojawiła się duża ciemna chmura burzowa pobiegłam szybko po strój kąpielowy – by zdążyć pomoczyć się choć przez chwilę. Jak tu przepuścić taką okazję, to byłby grzech.

Chmura przeszła bokiem a ja pojechałam zwiedzić centrum Barlinka. Zabytkowa fara z czerwonej cegły, której początki sięgają z XIII wieku, rynek, promenada nad jeziorem, niedaleko barlineckiej promenady, z widokiem na fontannę wybijającą z tafli jeziora zachowane i odrestaurowane mury miejskie a przy nich (jak też w innych częściach miasta) – świeżo umieszczone oznakowanie trasy nr 20 – Pojezierzy Zachodnich.

Promenada w Barlinku i widok na fontannę w jeziorze

Barlinek, to obok Trzcińska-Zdroju drugie miasto, które najbardziej mi się spodobało. To średniowieczne miasto lokowane jeszcze w XIII wieku, zwane Berlinchen albo KleinBerlin, czyli małym Berlinem. Przez wiele stuleci życie toczyło się wewnątrz murów obronnych, którymi było otoczone. Wzdłuż zachowanych fragmentów murów wraz z kilkoma bramami, furtami i basztami obecnie prowadzi trasa turystyczna. Po więcej informacji można zajrzeć do Muzeum ziemi barlineckiej.

Trasa rowerowa przebiega wzdłuż zabytkowych murów miejskich w Barlinku

W XIX wieku Barlinek stał się letniskowym miejscem wypoczynku dla mieszkańców „wielkiego” Berlina. Nic dziwnego – to chyba najpiękniej położone miasto Pomorza Zachodniego – nad wodą, wśród lasów – z miastem graniczy Puszcza Barlinecka i Barlinecko-Gorzowski Park Krajobrazowy, który rozciąga się na ponad 26 tysiącach hektarów. 

Pałac Cebulowy w Barlinku (własność prywatna)

Położenie wśród lasów zadecydowało, iż Barlinek stał się Europejską stolicą nordic walking –  miłośnicy tego sportu mają do dyspozycji aż 7 tras o różnym stopniu trudności o łącznej długości aż 50 kilometrów.

Na krańcach miasta leży Młyn Papiernia, który polecała odwiedzić gospodyni w agroturystyce, w której się zatrzymałam. Szachulcowy budynek powstał w XVIII wieku jako manufaktura produkująca papier, przekształcony później na młyn i jako taki funkcjonował do wojny. Na szczęście uniknął rozbiórki a dzięki zainteresowaniu grupy zapaleńców powstaje tu Centrum Kulturalne. Budynek przechodzi rewitalizację, ale podobno jest możliwość zwiedzania częściowo odrestaurowanych wnętrz po umówieniu się telefonicznym.

Z Barlinka w stronę Myśliborza do Dzikowa prowadzi piękny DDR (droga dedykowana rowerom). Frajda kończy się jednak przy drodze nr 156, gdzie obecnie jest proponowany objazd częściowo szutrem przez Podgórze.  Chcąc zyskać na czasie kontynuuję jazdę  drogą główną do Mostkowa, by tam wskoczyć ponownie na świeżo oddany DDR do Sulimierza. Były budynek stacji Sulimierz to teraz dom mieszkalny, a przed nim wybudowano ciekawe architektonicznie rozwiązanie – dwa pasy bitumiczne a pośrodku bruk. Całość wygląda ciekawie.

stacja kolejowa Sulimierz i ciekawe rozwiązanie ścieżki w tym miejscu

Do Myśliborza jadę śladem, który prowadzi opłotkami i drogą leśną za wsią Głazów i Dąbrowę, trochę tu kluczenia i chaszczy, ale to tylko tymczasowy objazd. Podobno jest już przetarg na budowę tego odcinka.

MYŚLIBÓRZ

Myślibórz jest podobny do miast w regionie – w centrum zachowany średniowieczny układ urbanistyczny, częściowo odrestaurowane mury miejskie, baszta, bramy wjazdowe. Bardzo piękny kościół farny dominuje w jego panoramie. Niestety bardzo przydałaby się tu obwodnica, TIRy suną ulicą blisko centrum i zabytkowej bramy, co zdecydowanie nie zachęca do spaceru w tej okolicy. Razi mnie też – tak powszechny niestety w Polsce – architektoniczny chaos w obrębie starego miasta – chociażby bloki mieszkalne tuż przy zabytkowym kościele czy murach miasta. 

plaża miejska w Myśliborzu

Zachęca natomiast do odpoczynku duży park a na jego obrzeżach, nad brzegiem jeziora ładna plaża miejska i kąpielisko. Można wypożyczyć rowery wodne, łódkę i zafundować sobie wypoczynek nad wodą. Tak zrobiłam. Aby lepiej poznać pojezierze myśliborskie, należałoby odbić z trasy na północ, gdzie znajduje się kilka pięknych jezior.

Trzcińsko – Zdrój i Myślibórz łączy droga krajowa, wiadomo, że nie jest to odpowiednie miejsce do jazdy rowerem. Zaproponowany objazd przez Nawrocko, Piaseczno i Stołeczną jest przyjemny i prowadzi w dużej mierze przez las – wbrew moim obawom, że  utonę tam w piachu niemal cały czas jest co prawda słabej jakości, ale asfalt.

Jakoś tak mam, że bardziej  niż kościoły interesują mnie pałace – chodzi tu nie tylko o budynek, formę architektoniczną, ale też z reguły kawał ciekawej historii o ludziach, którzy w nim mieszkali. Tym bardziej nie mogę sobie darować, że przegapiłam piękny pałac w Stołecznej. Z drugiej strony jednak – nie zauważyłam tam żadnych tablic informacyjnych. A to bardzo ciekawy budynek z dwiema różniącymi się od siebie wieżami z wyraźnymi elementami secesji. Jakby ktoś był zainteresowany – właśnie został wystawiony na sprzedaż. Choć zaniedbany, to nie kompletna ruina stanowi jedną z największych atrakcji gminy Trzcinsko – Zdrój. Nie przegapcie tego miejsca.  

TRZCIŃSKO-ZDRÓJ – SIEKIERKI (most, granica)

Czy wy też zaczynacie wizytę w miejscowości od zajrzenia do Informacji Turystycznej? Tak? Nie? No to zacznijcie! Informacja turystyczna w Trzcińsku Zdroju ma chyba wszystko, czego może potrzebować osoba odwiedzająca nowe miejsce a nawet więcej – wszystko, czego może potrzebować rowerzysta.

Zestaw map poszczególnych odcinków tras rowerowych na Pomorzu Zachodnim

Pan Jarek, pasjonat tych ziem i przewodnik po Trzcińsku z własnej inicjatywy otworzył informację turystyczną.  To nowe miejsce na mapie miasta. Potrzebne mapki tras rowerowych i okolic? Są w ogromnym wyborze. Zimne picie? Jest. Dętka? Też. Szybkozłączki czyli trytytki? – to drobiazg przydatny każdemu rowerzyście. Co jeszcze się przyda? Prysznic! Tak, jest tu prysznic! Choć czynne jest głównie w weekendy, to właściciel podejdzie jeśli się zadzwoni wcześniej.

Polecam spacer bądź przejażdżkę wzdłuż murów obronnych w Trzcińsku Zdroju – to średniowieczne umocnienia miejskie zachowanych niemal na całym obwodzie wraz z bramami obronnymi i basztami co jest rzadkością.

Dom zdrojowy w Trzcińsku – Zdroju – obecnie Dom Pomocy Społecznej

No a Trzcińsko nie bez powodu otrzymało drugi człon nazwy – „Zdrój”. Pod koniec XIX wieku w okolicy odkryto pokłady torfu borowinowego, z wysoką zawartością składników mineralnych, szczególnie żelaza i siarki, dzięki zaczęli przyjeżdżać tutaj chorzy na leczenie, a Trzcińsko stało się miejscowością uzdrowiskową. Nad brzegiem jeziora wybudowano piękny dom zdrojowy z pawilonem koncertowym i salą balową. Niestety po wojnie nie udało się reaktywować uzdrowiska a budynek domu zdrojowego sprawował różne funkcje – od wielu lat mieści się tam Dom Pomocy Społecznej. Niestety nie mogłam przyjrzeć się budynkowi z bliska, wstęp na teren DPS obecnie jest zamknięty (ograniczenia z uwagi na pandemię) – a szkoda, budynek prezentuje się naprawdę ciekawie.

Ratusz w Trzcińsku – Zdroju

Najbardziej w Trzcińsku zachwycił mnie zabytkowy budynek ratusza stojący w centrum miasta.  Siedem wieków historii, to jeden z najstarszych i najlepiej zachowanych zabytków tego typu w Polsce. Przysadzista bryła z wysokim dwuspadowym dachem z ozdobnymi maswerkami u szczytu. Podobno nie mniej interesujące są wnętrza z pięknymi gotyckimi sklepieniami siatkowo-krzyżowymi. Architektoniczna perełka.

Oznakowanie trasy na odcinku Trzcińsko – Zdrój – Siekierki most

Czas na przejazd ostatni dla mnie a być może początkowym dla niektórych fragmentem Trasy Pojezierzy Zachodnich. Przygraniczny odcinek trasy rowerowej o długości około 40 km można uznać za wzorcowy i bardzo przypomina mi odcinek Połczyn Zdrój – Złocieniec na Starym Kolejowym Szlaku. Niemal na całej długości został poprowadzony śladem starego nasypu kolejowego – budowę zakończono w 2018 roku. Interesująca jest chronologia budowy linii kolejowej i przebudowania jej na ścieżkę rowerową, którą można sprawdzić na pamiątkowym obelisku umieszczonym przy trasie. Realizacja możliwa była dzięki funduszom unijnym – ponownie przyklasnę takiemu wydatkowaniu pieniędzy ze wspólnej europejskiej i regionalnej kasy.  

Głaz upamiętniający budowę trasy rowerowej (2018 rok)
miejsce odpoczynku rowerzystów niedaleko Trzcińska – Zdroju

Z Trzcińska wyjeżdżam późno, bo zagadałam się w informacji turystycznej, a chcę zdążyć przed zmrokiem na pole namiotowe w Mirowie, które mi polecono. Na takiej trasie przejechanie tych 18 kilometrów jednak to moment.

– nocleg w jurcie czy namiocie? Można wybierać do woli, dziś jest pani sama, to rzadkość słyszę po dotarciu do Mirowa.

Pole namiotowe Marigold w Mirowie. Choć gór na horyzoncie brak, jurta jest 🙂

Jurcie? Niech będzie i jurta, ostatni raz spałam w niej w Kirgistanie, albo jeszcze Chinach. Tu jurta jest bardziej zeuropeizowaną wersją tamtejszych, ale na pewno stanowi atrakcję tego fajnego i nietypowego miejsca, które jest doskonałym przykładem inicjatywy lokalnych mieszkańców związanych bezpośrednio z budową w pobliżu trasy rowerowej. Ale bez obaw – miejsca na namioty jest tu dużo.

Trasa Siekierki – Trzcińsko – Zdrój

Dzień ma być upalny i taki jest. Kto może jedzie nad wodę. Na szczęście w niewielkiej odległości od trasy rowerowej znajduje się leży jezioro Morzycko i miejscowość Moryń. I co tu dużo mówić – kąpielisko jest zadbane i ładne a woda czysta i przede wszystkim mokra.. 🙂 Warto. 

Spacer alejką wzdłuż brzegu jeziora dostarczyć emocji dzieciom – znajduje się tu „Aleja Gwiazd Plejstocenu” z naturalnej wielkości figurami ssaków epoki lodowcowej i modelami ich tropów, oraz lapidarium z głazami narzutowymi. To fragment Geoparku – Kraina Polodowcowa nad Odrą. To też wyjaśnia, dlaczego przed zachowanymi murami obronnymi miasta stoją dwa mamuty.  Jeszcze tylko rzut oka na kościół pw. Ducha Świętego, który jest ciekawą kompozycją stylów architektonicznych – gotycki i romański, a zwieńczenie wieży jest drewniane, a we wnętrzu barokowa kazalnica i nietypowy unikatowy ołtarz z kostki granitowej.

Ostatnie kilometry trasy rowerowej prowadzą przez malownicze tereny Cedyńskiego Parku Krajobrazowego.  Świat i ja rozpływamy się w gorącym popołudniowym powietrzu, zatem napis „ROWERZYSTO, ODPOCZNIJ SOBIE!” przy byłej stacji kolejowej Klępicz pojawia się w odpowiednim momencie. Krzesełka, ławeczka, cień, jakieś śmieszne elementy zagospodarowania przestrzeni – to miejsce przyjazne rowerzystom, następny przykład inicjatywy lokalnej. Duży plakat zachęca do przybycia na piknik charytatywny dla chorego dziecka, który odbędzie się tu już jutro. 

Miejsce odpoczynku – Stacja Klępicz

Jeszcze tylko znak „Granica państwa 1 km” i płot, koniec trasy. Gdzieś tam w dole nurt i rozlewiska Odry. Ale to nie koniec projektu – płot ochrania plac budowy – a konkretnie przebudowy mostu na Odrze. „Przystosowywanie mostu europejskiego Siekierki –  Neurüdnitz do ruchu turystycznego” w ramach współpracy transgranicznej INTERREG, program realizacji 2019 – 2021  głosi tablica informacyjna. Przekładając to na bardziej zrozumiały język – trwa przebudowa mostu na Odrze Siekierki- Neurüdnitz. Odbudowany po wojnie służył jedynie wojsku, teraz będzie przystosowany do celów turystycznych – ruchu pieszo-rowerowego. Gdy powstanie już w przyszłym roku droga rowerem do Niemiec – i vice versa stoi otworem a Trasa Pojezierzy Zachodnich połączy się z systemem niemieckich tras rowerowych w Brandenburgii i Berlinem.

Przebudowa mostu na Odrze Siekierki- Neurüdnitz

To będzie turystyczna perełka. Czekamy.

Wraz z pierwszymi kroplami upragnionego przez przyrodę deszczu zmieniłam kierunek jazdy na północ – tym razem trasą Blue Velo do Szczecina.  

____________________________________________________________________

Na wykorzystanie funduszy unijnych patrzę okiem tyleż życzliwym co krytycznym, zwłaszcza, że miałam z tym do czynienia zawodowo.

Przez ostatnie dwa miesiące podróży rowerem, mijałam dziesiątki tablic ze logotypem UE. Nie można zaprzeczyć, że te środki pomogły i jeszcze pomogą nam tutaj w Polsce cieszyć się coraz lepszą infrastrukturą rowerową, zrewitalizowanymi obiektami jak kąpielisko w Barlinku czy odnowione mury miejskie w Trzcińsku Zdroju. Przyszło mi do głowy, że nawet ja, podróżując w pojedynkę bezwiednie realizuję politykę „równości szans” w polityce horyzontalnej UE – jakkolwiek koszmarnie by to nie zabrzmiało – zachęcam wszystkie kobiety do wdrażania 🙂 (tu może przydać się mój poradnik w temacie). Nie pozostaje nic innego jak korzystać no i dbać o to dobro.

W regionie Pomorza Zachodniego powstało i jest w realizacji około 1100 km tras rowerowych. 85% finansowania budowy dróg rowerowych zabezpieczają środki unijne w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego 2014-2020.

Dodano 4 myśli na temat “Rowerem przez Pomorze Zachodnie – Trasa Pojezierzy Zachodnich (Złocieniec – Siekierki)

  1. Odcinki Złocieniec – Drawsko i Drawsko – Ińsko da się przejechać naprawdę atrakcyjnymi alternatywami poza tymi, które docelowo będą szlakiem. W październiku 2020 jechałem z kolegą w przeciwnym kierunku od Siekierek (właściwie od Kostrzyna i po lekturze forów internetowych zaproponowałem koledze wytyczone wcześniej na mapie odcinki „zastępcze”. Obydwa… cudowne.

    1. Z Ińska na rondzie na moment odbiliśmy na południowy wschód DW151 i po 200m wjechaliśmy w drogę, która okazała się biec nasypem innej, nieistniejącej linii kolejowej, przez Studnicę, Ziemsko i Oleszno, jechaliśmy publiczną drogą asfaltową przez środek poligonu drawskiego. Droga jest PUBLICZNA i korzystanie z niej jest zupełnie legalne. Jej ewentualne wyłączenie z ruchu w okolicy Oleszna może nastąpić w przypadku ćwiczeń na poligonie. W ten naprawdę ciekawy sposób uniknęliśmy zarówno piachów, jak i DK20. Trasa: https://en.mapy.cz/s/caveramuga

    2. Z kolei z Drawska do Złocieńca jechaliśmy na północ od DK20. W Zarańsku ok. 200m przed rozwidleniem dróg wojewódzkich należy skręcić w prawo – cudowna, twarda i gładka droga pożarowa przez las, częściowo po śladzie „berlinki”, z fantastycznym przecięciem rzeczki o nazwie Kokna, dalej dotarliśmy do granic rezerwatu Jezioro Czarnówek i szlakiem GreenWay Naszyjnik Północy już asfaltowo dotarliśmy od północy do Złocieńca. Polecam! Trasa: https://en.mapy.cz/s/canatazepe

    PS. Choszczno – Ińsko jechaliśmy przez Pakość, Sławęcin, Nosowo (tu przecięta DK10 i ciach! w pola na północ – naprawdę da się, aż do Sierakowa od DK10 ani grama asfaltu), potem była Ognica, Dobrzany, Kozy – tu w prawo na interesującą betonówkę, która skrajem moreny czołowej wzdłuż jezior Okunie (tu przed jeziorem obaj przewaliliśmy zjazd z betonówki w lewo) i Stubnica doprowadza nas do DW151 ok. 1,5km na południe od Ińska. Miód!:) Trasa: https://en.mapy.cz/s/karehogepe

    PS2. Nie pamiętam, jak ma prowadzić docelowy szlak ze Złocieńca do Czaplinka, ale my wybraliśmy świetnie oznakowany, choć mało asfaltowy, czerwony szlak snujący się mniej więcej wzdłuż istniejącej (jesienią zeszłego roku remontowanej – nie wiem, jak jest teraz) linii kolejowej. Po drodze można obejrzeć m.in. głaz Tempelburg oraz przecudnej urody wieś ŁĄKA – zaczyna się od tablicy… czarne napisy na białym tle, jak przed 30 laty. Miejscowości, które odwiedziłem w minionym roku, a posiadały jeszcze takie tablice, znam może ze trzy, w tym dwie odwiedziłem… w ramach tej wyprawy (dla ciekawskich: druga to Brokęcino niedaleko Okonka – jakieś 30/40km na wschód od Bornego Sulinowa). Trasa: https://en.mapy.cz/s/celupakonu

    PS3. (sporo ich:)) Refleksja na koniec: jazda równymi jak stół asfaltami jest fajna, ale DLA MNIE jazda asfaltowanymi nasypami kolejowymi dzień w dzień przez np. tydzień byłaby zbyt nudna (choć lubię eksplorować pozostałości po liniach kolejowych, a np. na dawnej stacji w Łubianie czułem się jak w raju) i cieszę się, że jechałem tutaj wtedy, gdy cała trasa jeszcze nie była dokończona, co pozwoliło na przejechanie kilku takich smakowitych odcinków, jak te wymienione powyżej.

Leave a Reply