Odzież zimowa na rower – co się sprawdza?

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Jak może zauważyliście nie jestem fanką zimy i chłodów, ale czasem przychodzi mi się z nią zmierzyć – czy to w podróży, czy chociażby teraz .. cóż wtedy robić? Zostawić rower w garażu/na balkonie, czy może ubrać się odpowiednio i popedałować? Kto za – kto przeciw?

Wyznaje zasadę, ze (niemal) każdy dzień jest dobry na rower, trzeba się jedynie odpowiednio ubrać. W kwestii ubrań, jakich używam w podróży od dłuższego czasu stosuję zasadę – kupuj raz, a dobrze. A zima to taki okres, kiedy jakość ubrań i ich właściwości ma bardzo duże znaczenie. Dodam, ze w kwestii ciuchów letnich jestem mniej, bądź może inaczej wybredna – latem w gorącym klimacie toleruję jedynie cieniutką bawełnę, a że w większości sklepów mogę znaleźć z reguły bawełniane pancerze, zatem najczęściej idę buszować po ciuchlandach (niezwykle brakowało mi ich w Chinach i krajach muzułmańskich – bo ich tam zwyczajnie nie ma).

Można powiedzieć, że ciuchy letnie to głównie ”second handy”, ciuchy jesienno – zimowe to już wyższa półka. Jak wygląda zatem moja garderoba zimowa?

WARSTWA SPODNIA

Kwestię bielizny pozostawię każdemu do wyboru wg. uznania. Osobiście używam i przerobiłam wiele biustonoszy sportowych i par majtek, raczej takich „no name”, byle były wygodne a materiał oddychający (chętnie bawełna). Co poza tym?

Bluzka z długim rękawem/bielizna termiczna firmy Under Armour. Przylegająca do ciała, ze stójką zasuwaną na suwaczek, świetnie odprowadzająca ciepło i pot. A do tego ładna, kobieca, ma nawet kropeczki odblaskowe. Czasem służy do spania w zimniejsze noce.

bluzka – bielizna ocieplana Under Armour we wiosennym Azerbejdżanie

Koszulka z wełny Merino firmy Smartwool (a konkretnie model 150 Baselayer short sleeve, czyli najcieńszy) – moje odkrycie z ostatniego sezonu! Posiadam dość uniwersalną, z krótkim rękawem. Nazwa producenta mówi sama za siebie, bo wełna jest po prostu „mądra” i dostosowuje się do warunków otoczenia. Grzeje, gdy jest chłodno a jednocześnie odprowadza pot nie wyziębiając ciała. No i cecha, w którą raczej nie wierzyłam, czyli – można w niej chodzić kilka dni i nie śmierdzi! Z moją nadmierną potliwością to prawdziwy cud. Minusy? W moim przypadku nie sprawdza się w gorącym, wilgotnym klimacie – wtedy jednak odrobinę czuć, że to wełna. Dokładnie taką koszulkę samą zachwalała mi dziewczyna, która przejechała Pamir twierdząc, ze to odzież na każde okoliczności przyrody, więc być tylko ja mam inne wymagania.

 

T-shirt koszulka z krótkim rękawem Baselayer short sleeve Smartwool z wełny merino

Skarpetki – wożę kilka par, ale ostatnimi czasy w użyciu mam dwie na zmianę, albo w czasie mrozów obie jednocześnie – tadam! wełna Merino i skarpety Smartwool ze swoimi opisanymi już powyżej właściwościami. Modeli jest bez liku, ja mam skarpety krótkie (model U’S PhD Outdoor Light Mini) i dłuższe (model W’S Hike Light Crew). Para krótsza najczęściej wystarcza, dłuższa za kostkę służy jako docieplacz w czasie mrozów. Skarpety świetnie przylegają do stopy, są po prostu super wygodne, miłe w dotyku, oddychają, nie łapią zapaszku stopy prawie w ogóle – jeśli już, to po kilku dniach.

skarpety z wełny Merino U’S PhD Outdoor Light Mini firmy Smartwool
skarpety wełna Merino W’S Hike Light Crew Smartwool

W przypadku wełny Merino, jak zresztą w ogóle w przypadku wełny należy pamiętać o praniu ręcznym, najlepiej w płynie do prania, a ze ja takowego nie mam pod ręka to piorę w mydle i dbam o to, by suszyć rzeczy, szczególnie koszulkę w stanie rozłożonym, nie na słońcu. Niestety jedne z moich skarpetek zostały wyprane w pralce i nieco się zmechaciły, ale nie zauważam wpływu na funkcjonalność.

Spodnie rowerowe – od kilkunastu lat używam spodni – legginsów firmy Shimano, bez wkładki na pupie. Do jazdy rowerem właśnie, odpowiednio wyprofilowane i uszyte. Nogawki zakończone od wewnątrz taśmą, która przylega do kostki, ocieplane od wewnątrz. Wygodne do bólu. Na rower, łyżwy, na miasto pod cieńsze spodnie. Zajechane przez mnie przez te kilkanaście lat na amen, a i tak nie mam serca ich wyrzucić, choć od 2 lat mam niemal równie dobre legginsy (do biegania, nie rowerowe) firmy Under Armour. Z suwaczkiem na dole, ocieplane, ale niestety trochę mi zjeżdżają z pupy (a dobrze siedzą na nogach), co mnie trochę denerwuje, ale jakościowo też godne polecenia.

Spodnie legginsy Under Armour, buty Keen Saltzman, bluza Columbia Omniwick

WARSTWA WIERZCHNIA

Bluza cienka – i tu mam na myśli lekką bluzę letnią z kapturem. Taką, którą można założyć wieczorem w ciepły dzień, bądź jako warstwę dodatkową przy ubieraniu „na cebulkę”. Dwukrotnie miałam – identyczne zresztą, bo pierwszą zgubiłam – bluzy niemieckiej firmy specjalizującej się w odzieży rowerowej czyli Gonso (to ta, która widzicie na zdjęciu głównym Ewcyny z Filipin – obecnie bardzo ciężko kupić coś tej firmy w Polsce, choć ostatnio znalazłam bogatą ofertę i generalnie ogromną ilość ciuchów na rower w sklepie internetowym Bikester.pl). Lekkie, zapinane na suwak no i oczywiście z kapturem – czas noszenia to około 10 lat. Przez ostatnie 3 lata nosiłam z uporem maniaka bluzę Columbia z serii Omniwick – oddychająca, odprowadzająca pot itd. (to ta niebieska, w której mnie najczęściej oglądaliście na zdjęciach). Kocham ją miłością czystą, ale jej dni dobiegły końca zwłaszcza po wybraniu w pralce w 60 stopniach (to nie ja!). Szukam i szukam czegoś podobnego i nie mogę znaleźć.. Nie mam jakoś zupełnie szczęścia do ciuchów, jak mi się coś sprawdzi to przestają produkować :((

Iran rowerem
mój ubiór w Iranie – kaptur bluzy Columbia przydawał się, gdy chustę zwiewał wiatr

Bluza polarowa nie rozpinana, z suwaczkiem pod szyją i ze stretchem polskiej firmy Kwark. Następny strzał w 10kę. Ciepła, miła, stretch dopasowuje się do sylwetki. Złapała dziurę na łokciu, ale tyle lat noszenia (5 lat intensywnie, na dzień i do spania) to drobiazg.

Spodnie sportowe – mam jedynie dość cienkie, bardziej letnie firmy Salomon. W chłodne dni noszę razem z rowerowymi pod spodem. Służą również jako spodnie miejskie (ciężkich dżinsów nie wożę). Ze stretchem, bo lubię no i przy moim typie sylwetki (dość wąska talia i dość grube uda) to raczej konieczność.

Kurteczka letnia krótka firmy Salomon. Niestety bez kaptura, ale używam jej najczęściej z cienką bluzą z kapturem.

kurtka lekka Salomon
W zestawie póżnojesiennym tj. w listopadzie w Chorwacji Kurtka i spodnie Salomon, buty Keen Saltzman, bluza lekka Columbia, bluza polarowa Kwark

Kurtka jesienno–zimowa firmy Sherpa. Kurtka do… snowboardu. Snowboard też sportem jest, zatem wiele cech ubrania sprawdza się na rowerze. Kurtka ma szereg fajnych cech, czyli:

– odpinany kaptur (uczulam – warunek jak dla mnie konieczny!). Kaptur taki, który można ściśle dopasować do głowy (zatrzaski, sznurek ściągający). Wiatr nie będzie pizgał w uszach i lizał po szyi.. wiecie, jaki to komfort?

– odpinany pas antyśnieżny na dole (opina sylwetkę od dołu, przylga do bioder i wiatr mi nie hula po plecach ani śnieg nie wpada w majtki). Do tego wewnętrzne rękawki – korzyść jak powyżej (tj. śnieg/deszcz mi nie wpada w rękawy).

-„Last but not least” – fajny amarantowy kolor (wspominałam już kolor ma znaczenie dla nas kobiet)?

– sporą wodoodporność (do 10 000 mm słupa wody). Muszę przyznać, że fakt, do dużego stopnia nie przemaka. Nie oznacza to, że w ciągłym deszczu pozostanę sucha, po godzinie pewnie materiał by przemókł, ale jechałam wielokrotnie w padającym śniegu-śniegu z deszczem dość długo i było ok.

– fajne kieszonki wewnątrz na różne duperelki tudzież dokumenty. Całość sprawdziła się w rowerowym boju. Minus – czasami wydaje mi się nieco za ciężka.

W marcu północnym Iranie nie było za gorąco

odpinany kołnierz kurtki

Ano właśnie! A cóż wg. mnie sprawdza się w deszczu ciągłym?

Nic. Ewentualnie folia :). Pisałam już o tym we wpisie „Azja rowerem praktycznie„.

Trochę zatem żartem, ale bardziej serio – nauczyłam się, po wydaniu sporych pieniędzy na kurtki typu „wodoodporne”, że żadna nie sprawi, że pozostaniemy nie przemoczeni podczas naprawdę mocnych opadów. Kilka godzin w deszczu czyni nas moi drodzy mokrymi, takie są prawa natury. Kurtkę zatem teraz zostawiam w domu.

Ale! Nigdy nie miałam do czynienia z materiałami typu „softshell” czy „goretex”. I niniejszym proszę Was, czytaczy tego posta, którzy mają doświadczenie z powyższym o opinię i wyprowadzenie mnie z błędu (bądź też nie J). Poważnie – sprawdza się to-to? Warto trząchnąć portfelem?

Co zatem biorę jako ochronę przeciwdeszczową?

– szeroki płaszczyk przeciwdeszczowy foliowy (za 15 PLN), który mogę narzucić na moją wodoodporną kurtkę tudzież „zestaw zdesperowanego wędkarza/rowerzysty” czyli płaszczyk nierozpinany do kolan, z kapturem na sznureczek i gumką na końcu rękawów (podkreślam – rękaw zakończony gumką, a kaptur ściągnięty sznureczkiem) oraz spodnie przeciwdeszczowe. Płaszczyk nabyty w dziale „wędkarstwo” w chińskim Decathlonie (bardzo lekki) i spodnie z jakiegoś ciuchlandu w Polsce. W sumie spodni chyba nawet nie miałam okazji użyć, bo… tadam! Moja zasada brzmi – jak leje to nie jadę (chyba że mam ustalony jakiś nocleg tego dnia i chcę dotrzeć).

Całość przeciwdeszczowego ekwipunku dopełniają ochraniacze na buty, firmy nie pomnę, które już raczej muszę wyrzucić (ale przeszły swoje i bardzo pomogły). Mam teraz drugie, foliowe jeszcze nie używane. W chwilach desperacji w strugach deszczu polecam tez owijanie nóg torebkami foliowymi.

Ha! A co na nogi?

Buty sportowe/trekkingowe Keen Saltzman używałam przez ostatnie trzy lata. Pisałam już też kiedyś, we wpisie o sandałach do podróży rowerem, że but podczas dłuższej wyprawy but musi być uniwersalny – przydać mi się zarówno do jazdy rowerem jak i chodzenia. Z tego to powodu przestałam wozić buty rowerowe, bo zwyczajnie twarda podeszwa nie nadaje się do chodzenia. Firma Keen jest producentem świetnych sandałów, postawiłam zatem również na buty kryte.

Keen Saltzman nowe, Grecja

Model Saltzman to buty z membraną, w związku z tym są wodoodporne. Nie za ciężkie, naprawdę wygodne, z wystarczająco sztywną podeszwą by jechać rowerem a do tego bardzo ładne. W zimne dni, w tym takie ze śniegiem w butach było mi ciepło. Wszystko byłoby ok, ale okazało się, że w butach z membraną podczas słonecznych dni – a tak było chociażby na Bałkanach, przez które jechałam jesienią 2015 roku – mi za ciepło – stopa bardzo się poci. Wnętrze buta szybko zaśmiardło i nie pozbyłam się tego smrodku nigdy. No, a w ostatnim roku buty niestety się poddały – z podeszwy wykruszyły się malutkie kawałki gumy zatem podeszwa zaczęła przemiękać od dołu, jedna z podeszw się odkleiła (została przyszyta) no a na wierzchu jednego z butów też pojawiła się dziura zatem musiałam się właśnie rozejrzeć za innymi. Tym razem kupiłam buty bez membrany, żeby stopa oddychała. Opiszę z czasem jak się sprawdziły, bo trudno znaleźć kompromis.

Keen Saltzman, dziurki powstałe w podeszwie
Keen Saltzman po 3 latach użytkowania
Keen Saltzman, dziura w wierzchniej warstwie buta

No i jako ważne uzupełnienie odzieży zimowej – czapka (u mnie jakaś „no-name”) oraz Buff na szyję oraz rękawice ocieplane narciarskie. Poważnie, przez głowę i ręce ucieka najwięcej ciepła!

No, i tak opatulona, mogę śmigać!

A wy jakie macie patenty na zimowe ubranie na rower?

Dodano 2 myśli na temat “Odzież zimowa na rower – co się sprawdza?

  1. Cześć,
    w kwestii użytkowania butów z membraną w cieplejsze dni – sprawdzone w Afryce:
    grube trekkingowe skarpetki na stopie wewnątrz buta dobrze sprawdzają się w takich warunkach izolują, nieźle wchłaniają ew. pot i przykry zapach zapach i chyba niejako przy okazji dzięki swej grubości, pozwalają stopie jako tako oddychać, oczywiście wypłukać wieczorem w wodzie trzeba,
    ale jednocześnie jaka wtedy ulga dla bosych już stóp…
    Słonecznie pozdrawiam
    Jacek

    1. Hej, dzięki za podpowiedź. Myślę, że to zależy od własnych preferencji. Napisałam ten post 2 miesiące temu i wtedy też kupiłam i zaczęłam używać butów bez membrany. Bosssszz, co za ulga! Moje stopy odpoczywają cały czas, nie tylko wieczorami, i o to chodzi 🙂 Nie zapacają się, nie powstał żaden zapaszek, no idealnie. Natomiast fakt, nie chronią tak bardzo przed chłodem no i wilgocią np. deszczem też nie, za to wysychają błyskawicznie. Noszę ze skarpetką z wełny merino Smartwool i jest super.
      Ale jeśli ty czujesz się ok w membranowych to fajnie, też jakaś wskazówka.

Dodaj komentarz