Z Sziraz do Yazd czyli irańskie miejsko-pustynne impresje

Tagi: , , , , , , ,

W wersji autobusowo-miejskiej Iran był dużo przyjemniejszy w odbiorze. Autobus szybko pochłaniał kilometry, których pokonanie zajęłoby mi dobrych kilka dni albo i tydzień. Krajobraz za oknem zdawał się tkwić w miejscu, za każdym zakrętem wyłaniały się następne pustkowia. Iran to olbrzymi kraj.

W sumie cieszyłam się, że nie muszę boksować się z drogą, bo jedzie nimi nieprzerwany strumień ciężarówek.

Irańskie autostrady to nie jest rowerowa bułka z masłem

Wraz z oddalaniem się od Zatoki Perskiej i jazdą na północ, wraz też z nabieraniem wysokości zmieniła się pogoda i to dość drastycznie. Wjechaliśmy w południową część łańcucha górskiego Zagros. Na dworcu w Shiraz natychmiast zmieniłam garderobę i po raz pierwszy od kilku miesięcy założyłam kryte buty i narzuciłam ciepłą kurtkę. Było z 15 stopni mniej niż 300 kilometrów wcześniej a okoliczne góry pokrywał śnieg. W końcu była dopiero druga połowa lutego, a wysokość około 1500 metrów npm też robiła swoje.

Nie zostałam długo w Sziraz, zaledwie dwie noce. W sam raz by zobaczyć część atrakcji tego jednego z największych irańskich miast – słynny Nasir ol-Molk – Różowy Meczet, bazar Vakil – jeden z największych bazarów w Iranie i pokręcić się po ulicach.

Różowy Meczet nie jest różowy, przynajmniej z zewnątrz. Wewnątrz w zasadzie też nie. Wnętrze jest niewielkie, zaledwie kilka rzędów rzeźbionych kolumn. To nad czym wszyscy pieją z zachwytu to różnokolorowa (różowa?) poświata, która rozświetla wnętrze – jedna ze ścian meczetu to duże okna zabudowane kolorowymi witrażami. Kolorowe szybki tworzą feerię kolorów.. ładne, ale czy aż tak? Byłam trochę zawiedziona, może widziałam już dużo cudów architektury, może przeszkadzali mi turyści. Dziełem sztuki jest sufit, wyłożony płytkami tworzącymi mozaikę wzorów geometrycznych i motywów roślinnych. Nie można zaprzeczyć, sztuka islamska to majstersztyk.  

Różowy meczet w Sziraz

Nocowałam u M. Kontakt do niej dała mi Yanki, cyklistka z Hongkongu, z którą byłam w kontakcie. M to młoda, nowoczesna dziewczyna, przeklinająca obecne rządy islamskie. Chcę stąd wyjechać, nie chcę tego nosić! Z hedżabem nie było jej po drodze. Na półce w pokoju ustawiono cały rząd butelek po alkoholach – choć podobno w irańskim podziemiu łatwo je dostać, ale ja spotkałam się z tym w Iranie tylko raz. RAZ. Raz w ciągu dwóch miesięcy widziałam w Iranie nawet nie alkohol, ale puste po nim butelki. Nikt nigdy przy mnie nie pił ani tym bardziej mnie nie częstował.

Irańskie uczennice
Twierdza Karim Khan w Sziraz
ulice Sziraz

Choć mi nie wydał się zbyt ciekawy, dla Irańczyków Sziraz ma jakąś magiczną aurę. Pochowano tu ich najwspanialszego poetę perskiego, Hafeza. Jest czczony i uwielbiany, jego dzieła można znaleźć w prawie każdym irańskim domu. Ale ja nie znam Hafeza.. może dlatego, że nie przepadam za poezją. Nie poszłam odwiedzić jego grobu ani też pięknych ogrodów, z których słynie Sziraz. Zapewne bym to zrobiła, ale pogoda była wybitnie nieprzyjazna –  jak tu zwiedzać ogrody, gdy pada lodowaty deszcz? Do tego błękit nieba potrzebny i słońce. Myślałam też długo nad logistyką i zwiedzeniem starożytnego miasta Persepolis, które leży 60 km od Shiraz, odpuściłam jednak z podobnego powodu. STrudno, może jeszcze kiedyś.

bazar Vakil

Myślę sobie, że dlatego przyszło mi to odpuszczanie w miarę łatwo, bo bardzo chciałam już znaleźć się w Jazd.

Na dworzec w Shiraz dotarłam w strugach deszczu. Autobusy do Jazd odchodzą często, jeden ruszał za chwilę i było jeszcze sporo miejsc, ale nie zależało mi aż tak bardzo, zwłaszcza, że luk miał zapełniony po brzegi. Kierowca jednak jakby uparł się, by mnie zabrać – w związku z tym migiem zrobił przemeblowanie w luku bagażowym tak, by mój rower mógł się tam zmieścić. Muszę przyznać, ze mam lekką schizę na temat lokowania mojego roweru w autobusach. W Chinach choćbyś nie wiem jak tłumaczył, żeby nań nic nie kłaść to po chwili lądowały na nim jakieś pakunki.. zawsze sama staram się pakować rower, być i pilnować by go dobrze zabezpieczyć a potem jeszcze zerkam na postojach czy czegoś ciężkiego nie dopychają. Tym razem choć miejsca było niewiele, ale się udało.

Yasmin wynegocjowała mi siedzenie na przodzie autobusu

Zabieranie roweru do autobusu w Iranie nie stanowi problemu. Ba, jest super łatwe, korzystałam kilkakrotnie. Najczęściej trzeba coś odpalić kierowcy, ale też nie zawsze. 10 zlotych powinno być w sam raz (bilet dla Ciebie na dluzszej trasie kosztuje 20-30 zl) natomiast już więcej bym nie płaciła, śmierdzi naciagactwem. Autobusy są duże, klimatyzowane i dobrej jakości. Aha – informacja dla pań – siadamy na tyłach autobusu, tam szyby są zaciągnięte zasłonkami by żadne niepożądane męskie oko nie dostrzegło naszych wdzięków. Ok, zdarzyło mi się to raz, ale jednak. Kierowca twierdził, że za to, ze będę siedzieć z przodu może się przyczepić policja i wlepić mu mandat. Ale w końcu pozwolił usiąść na przodzie. Poza tym kierowca rozsadzi kobiety i mężczyzn. Słusznie.  

Jazd jest naprawdę piękny. Ma coś w stylu baśni z 1001 nocy.  Labirynt uliczek z rdzawej gliny, kolorowe meczety, bazary, małe sklepy z rękodziełem. Wysokie mury tworzą upragniony cień, badgiry – wieże wiatrów przy domach, architektoniczne rozwiązanie umożliwiające wpuszczenie do wnętrz domów chłodzący wiatr. Centrum irańskiego zaratusztrianizmu – religii obowiązującej w Iranie jeszcze przed islamem. Płonący od lat wieczny święty ogień. Aura tajemniczości i grozy na wieżach milczenia, gdzie sępy rozszarpywały zwłoki zmarłych.

Spędziłam tam ponad tydzień, zanim zdecydowałam co robić dalej. Miejsc noclegowych jest mnóstwo, to zazwyczaj hotele i hostele w zaadaptowanych starych domach z klimatycznym wewnętrznym dziedzińcem, a lutowy termin sprzyjał bardzo.

Rowerem po starówce w Jazd
wieże milczenia w Jazd. Miejsce „pochówku” zmarłych dla zoroastrian
widok z mojego okna. Dachy Jazdu
zgubić sie wieczorem w uliczkach
bazar w piątek

Latem temperatury są mordercze, teraz w lutym były w sam raz, miłe dwadzieścia kilka stopni. Odważyłam się wyciągnąć rower, krążyłam nim po wąskich uliczkach starego miasta. Chciałam pojechać też dalej, w stronę widniejących na horyzoncie gór. Ujechałam kilka kilometrów za rogatki Jazd, gdy ponownie w lusterku wstecznym zobaczyłam zawracające na mój widok motorki i zrezygnowałam z dalszej eksploracji, bo wiadomo

Choć czułam się dobrze, zachowanie niektórych młodych mężczyzn, ba – nawet chłopców było dokuczliwe. Jakieś cmokania, podśmichujki za plecami, „I love you” i dziesiątki „hello”. Odnoszę wrażenie, że w Iranie jest jakieś dziwne przyzwolenie na akceptację tego typu męskich zachowań. Ja naprawdę wolałabym stać się niewidzialna, niż słuchać tych wszystkich zaczepnych hello. Kobieta ma być łagodna, potulna i znosić co jej los daje. Rozmawiałam na ten temat z jedną z dziewczyn pracujących w hostelu i potwierdziła moje przypuszczenia. I ta właśnie myśl kładzie się ogromnym cieniem na całym pobycie i tym, co sądzę o Iranie.

W Jazd też postanowiłam przedłużyć wizę, choć do upływu mojej pierwotnej pozostał jeszcze ponad tydzień. Wizę w przypadku obywateli Polski dostaje się na miesiąc, jednakże nie jest z reguły problemem jej przedłużenie, nawet dwukrotne. Tak jak to było też w Chinach, przepisy przepisami a ludzie ludźmi, niektóre miejsca są lepsze lub gorsze, by wizę przedłużyć i warto się tym tematem zainteresować wcześniej jeśli się ma na uwadze pozostanie dłużej niż miesiąc. Jazd uchodzi za miejsce, gdzie urzędnicy podchodzą do przedłużania wiz najprzychylniej w Iranie.

Pan urzędnik był przemiły i faktycznie potraktował mnie po królewsku. Moja jasna twarz był przepustką do ominięcia całego tłumu czekających tam obcokrajowców z Bliskiego Wschodu – Pakistańczyków i Afgańczyków, kto wie kogo jeszcze. Czy tego chcemy czy nie, tak właśnie jest. Nie pamiętam już wypełnianych kwitów, ale całość przebiegła dość sprawnie i kosztowała jakieś marne 10 dolarów.

Irańczycy – pomimo tego, że część z nich nienawidzi islamskich rządów – są bardzo dumni ze swojego kraju, religii, historii, wspaniałych budynków i swojej gościnności też. Dbają o to, by taki właśnie pozytywny przekaz szedł w świat. Zadają pytania w sposób, który wymaga pozytywnej odpowiedzi i to raczej takiej, która chwali kraj i ludzi. Pan urzędnik nie był tu wyjątkiem.

Po n-tym pytaniu na temat tego, jak mi się podoba w Iranie nie mogłam odpowiedzieć, ze jest aż tak pod każdym względem kolorowo. Zadziałało piorunem. Pan urzędnik zafrasował się. Spędziłam w urzędzie imigracyjnym prawie trzy godziny, bo poproszono mnie bym pisemnie opisała zajścia z południa Iranu. Obiecano mi, że mój przypadek (jednak przecież nie tylko mój) będzie omawiany na jakimś ważnym spotkaniu na szczeblu państwowym, które miało się odbyć w następnym tygodniu. Po to, by polepszyć stopień bezpieczeństwa no i aby już nikt nie wyjechał z najmniejszym negatywnym doświadczeniem z tego kraju. Bo Iran jest gościnnym krajem. Nie wiem, czy tak się stało, a jeśli co to komuś pomoże, ale miło, że ktoś wyraził dobre chęci i się zainteresował.

jazda z Jazd!

W Jazd emocje ostatnich tygodni ostygły. Tęskniłam za rowerem.

I po raz pierwszy od tygodni był – rower, ja, pustynia i cisza. Radość i lekki niepokój.

CDN.

Leave a Reply