Korea – cztery kobiety

Tagi: , , ,

Przez sen poczułam, jak czyjeś ręce narzucają na mnie koc. Zrobiło mi się dobrze, cieplej – zapadłam się głębiej w fotel, przyciągnęłam koc do siebie i ponownie zapadłam w drzemkę. Gdy się ocknęłam przede mną stała taca ze śniadaniem a stewardessa zadała nieśmiertelne pytanie „Kawa czy herbata?”. Za jakieś 2 godziny mieliśmy lądować w Seulu.

Opiekuńcze ręce należały do siedzącej obok Koreanki. Zwróciłam na nią uwagę od razu po wejściu do samolotu, gdy stojąc okrakiem na dwóch sąsiadujących siedzeniach energiczne upychała na górze swoje torby, po czym skinąwszy głową pokazała bym podała jej moje, sprawnie dopychając je innych. Nie miałam do tej pory większego doświadczenia z mieszkankami Korei, ale ona z pewnością odbiegała od stereotypu potulnych, usłużnych kobiet z jakimi je utożsamiałam. Na mojej tacy w ramach podarku co i raz lądowały nowe smakołyki – czekoladki, masełka, dżemiki i krakersy, które Nam przekładała mi ze swojej. Było mi miło i czułam się bardzo dobrze „zaopiekowana”.

Potem spotkałam Rim, dwudziestokilkuletnią uśmiechniętą dziewczynę, członkini Warmshowers, która przygarnęła mnie w pierwszą noc po podróży. Sama wróciła właśnie z 3 miesięcznej solowej wędrówki rowerowej po Europie – sprawa niebagatelna zważywszy na fakt, że nigdy wcześniej na rowerze nie podróżowała. Brawo dla tej pani! Ugościła mnie w swoim małym, naszpikowanym elektroniką mieszkanku, dzięki czemu mogłam odpocząć i nareszcie wydostać z stanu „zombie”. Rim odliczała dni i godziny do następnego weekendu stwierdziwszy, że nie lubi chodzić do pracy i na uniwerek też nie lubi, bo za dużo czasu spędza przed komputerem. Chce podróżować. Życzę jej tego serdecznie.

Trzecia kobieta, Evaluna jest zapracowaną trzydziestokilkulatką, która przygarnęła mnie w ramach coachsurfingu do swojego mikroskopijnego mieszkanka w centrum Seulu. Dla odmiany to lokum w ogóle nie było nafaszerowane elektroniką, ale książkami i ciuchami, poza tym był jeszcze mały skrawek podłogi na rozłożenie maty. Przegadałyśmy z Evą godziny całe, tak była zainteresowana polską rzeczywistością (zwłaszcza tą w czasie zaprzeszłym – tan wojenny etc.), historiami z mojego życia i podróży. Ja też zapamiętale słuchałam jej opowieści i opinii na temat swojego kraju, mieszkańców i zwyczajów. Z jej opowieści wyłaniał się niezbyt pozytywny obraz Korei jako kraju owładniętego żądzą pieniądza i ludzi będących w stanie zrobić wszystko, aby ten pieniądz zdobyć. „Money makes the world go round” śpiewała Liza Minelli .. Korea, państwo zniszczone w wyniku wielu wojen, niedawnej jeszcze okupacji przez Japonię, podzielone w latach 50tych na dwa odrębne jestestwa – Koreę Północną i Południową, która to dzięki niezwykłej dyscyplinie i zatracaniu się w pracy jej mieszkańców wyrosła w latach 90tych na jedną z największych potęg ekonomicznych świata. Zdaje się, że Evaluna jest jednak zmęczona koreańską rzeczywistością trochę tak jak ja w pewnych aspektach polską i chętnie poszukałaby swojego raju na ziemi gdzieś poza ojczyzną. Na odjezdne zaprosiła mnie do siebie ponownie.

Jest jeszcze Soonyu. Soonyu to młoda Koreanka, nauczycielka jogi, którą spotkałam dwa lata temu w Nowym Yorku w mieszkaniu mojego gospodarza z organizacji Servas. Półgodzinna rozmowa wystarczyła, abyśmy pozostały w kontakcie. Soonyu jest wielbicielką muzyki Fryderyka Chopina – choć fakt, że mieszkańcy Japonii i Korei zachwycają się muzyką słynnego polskiego kompozytora było mi wiadome, to wciąż mnie to zawstydza fakt, iż wiedzą na jego temat więcej niż ja, urodzona 2 kilometry od Żelazowej Woli. Zupełnie natomiast wgniotło mnie w fotel jak Soonyu kiedyś w mailu cytowała ulubione wiersze Wisławy Szymborskiej. I któż tu jest światowcem?

Soonyu jest teraz w Seulu, ale nie mogła się spotkać, gdyż współuczestniczy w organizowaniu serii koncertów chopinowskich. Zamierzamy się zobaczyć jak zawitam ponownie do stolicy Korei Południowej, pewnie jakoś za miesiąc.

Korea Południowa i cztery kobiety, które uczyniły mój start na tej ziemi łatwiejszym, ciekawszym i piękniejszym.

Niewątpliwe tez łatwiejszym i piękniejszym uczyniła mój start infrastruktura rowerowa w Seulu. Ludzie, to trzeba zobaczyć, przejechać i przeżyć! To nie ścieżki rowerowe, to istne arterie, a na nich tabuny cyklistów. Dodatkowo serce me zdobył widok piknikujących w środku miasta Koreńczyków – z taką akceptacją dla bicykla oraz namiotu moje życie w Korei powinno toczyć się gładko. W drogę!

Dodano 11 myśli na temat “Korea – cztery kobiety

  1. Ewa , masz dobrą pozytywną energię , ktora wydziela sie z Twojego ciała i przyciąga do Ciebie zawsze dobrych ludzi. Dostarczasz tej dobrej energii nie tylko osobom spotykanym na Twoim rowerowym szlaku , ale także tym , którzy śledzą Twoją rowerową podróż. ! – pozdrawiam serdecznie ….

  2. Ewa, z przyjemnością wróciłam do Twojego bloga. W nowej podróży życzę Ci samych życzliwych ludzi i sprzyjających okoliczności, ale z tym jak widać nie masz problemu. Pozdrawiam.

  3. Ewo! Witam Cię w Azji, choć w Polsce nie miałyśmy okazji sie spotkać a tylko telefonicznie pogadać.Ja zawsze wiedziałam,ze KOBIETA to ciepło, dobro i życzliwość i ciesze się,ze kobiety z krańców świata potwierdziły Ci tę oczywistą prawdę. To wspaniale,że na dzień dobry W Korei masz takie odczucia. Pisz jak najwięcej o napotykanych ludziach i zwyczajach, bo przecież ja tam nie pojadę a fajnie jest poszerzać swoje ciasne horyzonty wiedzy.

  4. Ewo,cieszę się, że start w Korei,był tak przyjemny 🙂 zdjęcia są super,a „ścieżki” rowerowe- niewiarygodne! Zazdroszczę Ci poruszania się, po takich rowerowych autostradach. Na dalszą podróż, życzę samych pozytywów i z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy.
    Na zdjęciu z piknikującą rodziną, jest też wiele namiotów- ludzie rozbijają je tam na potrzeby pikników?

  5. Powodzenia,pozytywnych doznań każdego dnia, ludzkiej życzliwości, wytrzymałego roweru, zaciętości w reportażach na całą wyprawę

  6. Tylko pozazdrościć. Na razie wdrażam swój plan, aby nieco się uniezależnić od wykonywanej pracy. Obecnie nie mogę pozwolić sobie na tak długie podróże no ale już 29.10 startujemy do Nepalu i będziemy próbować wjechać na pierwszy Base Camp w drodze do Everestu 🙂

Dodaj komentarz