Not for Speed czyli Polska (i dalej) rowerem

Tagi:

– Bój się Boga dziewczyno! Tyle toreb! Gdzie ty z tym ujedziesz? Raz, dwa, trzy, cztery, pięć. O matko, ile tego.
– Ano, jakoś się toczę proszę Pana, a może i gdzieś dojadę. Do widzenia!
– No tak, nie masz wyjścia.

No w sumie to raczej mam – myślę sobie. Ale to mi się najbardziej w obecnej czasoprzestrzeni podoba.
Że też ciągle muszę wysłuchiwać komentarzy w tym temacie. Niech spróbuje jeden z drugim spakować swoje życie do kilku toreb, coby było co założyć w zarówno w zimne jak i gorące dzionki, o nocach nie wspominając. Ugotować to i owo. Jak się jedzie na kilka tygodni to inna sprawa. Albo się podróżuje z kartą płatniczą, albo wozi wszystko ze sobą. Mój to jest akurat ten drugi przypadek.

A gdzie Pani tak jedzie? Pani się zatrzyma, porozmawiamy.

Pan Robert złapał mnie gdzieś na spokojnej drodze pod Włoszczową.

Ja tez tak zawsze chciałem, wie Pani, ale czasu nie ma. No właśnie, a skąd Pani ma na to czas?

O kwestii czasu już pisałam. Myślę, że często to raczej kwestia priorytetów, a może też paraliżujących obaw. I że wiem, że nie każdy tak może to, zostawić wszystko i jechać przed siebie, nawet jeśli bardzo chce. Wiem coś o tym, też tak miałam. Ale czasem przychodzi taki czas, ze można podarować sobie coś małego o czym się marzy. Albo większego 🙂

Proszę nie zapominać o sobie Panie Robercie. Proszę zrobić coś dla siebie.

Pan Robert wciska mi do ręki gruszki, brzoskwinie i … banknot. Dziękuję i biorę, niech będzie na szczęście.

Pani nie zbiera z ziemi, tam same robaczywki! Z drzewa sobie Pani urwie tych śliwek, lepsze będą – krzyczy kobieta z okna wiejskiego domu widząc jak umiejętnie staram się ominąć krowy i wybrać owoce leżące pod drzewem.

No to urywam. Podróżowanie późnym latem i jesienią ma tą zaletę, że jedzenie leży pod nogami. Nic, tylko się schylić i brać. Jabłka, śliwki, gruszki, ziemniaki, no i choć z rzadka, bo susza była, ale grzyby tez się zdarzają. Jajeczniczka na maślakach pod lasem smażona – palce lizać!

Polskie lato Anno Domini 2015 do zimnych bynajmniej nie należało, ale też daleko mu było do azjatyckiego „ideału”. Się w tej Europie porobiło z tą pogodą, uciec od upałów się nie da. Po przyjeździe w maju z kopyta zabieram się za załatwianie spraw związanych z pracą w Azji. Robię nawet jakieś uprawnienia, dokumenty.. po czym po czym opadają mi skrzydła. Zniechęcona zachowaniem tego czy innego pośrednika postanowiłam wsiąść na rower i spróbować poszukać czegoś na miejscu – gdziekolwiek by ono było.

W międzyczasie krążę po Polsce Zachodniej – Wielkopolska, Dolnosląskie, Zachodnio-Pomorskie.. Tam jeszcze mnie mało było, czas nadrobić! Nieustająco zachwyca piękno polskiej ziemi jak też … mnogość miejsc do rozbicia namiotu na noc. Lasów i łąk ci u nas dostatek, rżysko wysokie czy niskie – jest wybór.

Wielokrotnie na azjatyckich drogach pytano mnie, czy przyjechałam tam z Europy rowerem. I wielokrotnie odpowiadałam, że nie, teraz nie, ale może kiedyś..? A teraz pomyślałam sobie – co by było, gdyby to kiedyś było już?

No to wsiadłam na rower. Toczę się. Może dojadę ponownie do Azji, może do Indii? Powolutku. Not for Speed.

Dodano 10 myśli na temat “Not for Speed czyli Polska (i dalej) rowerem

  1. Świetny wpis Ewa! Sprawiłaś, że zatęskniłem za naszymi lasami i naszą jesienią ! Stronka super się prezentuje na smartnym fonie!

    1. Bo to chyba jest tak, ze zawsze się za czymś tęskni. Ja teraz od czasu do czasu wskoczyłabym do tajskiego morza na przykład. Szerokości w Australii i świecie!

  2. Dzięki dziewczyny. Cieszę się, że czuwacie 🙂 Dotaralm do Zakopanego i wygląda na to, ze jeszcze w Polsce z tydzień pobędę

  3. Ewa, a jak tam Twoje przednie kółko, czy sprawia Ci jeszcze problemy? Miłego pobytu jeszcze w Polsce i … nie daj się za bardzo złupic górolom, bo nie starczy Ci dutków na wyjechanie z kraju. Trzymaj Się ciepło.

    1. Ed, nowa opona dotarła już tak jak ja do Zakopanego, jednakże od 2 dni nie byłam w stanie jej odebrać od kolegi bo był tu istny deszczowy armageddon i nawet nie wychodziłam z kwatery (namiot odpadł w przedbiegach). Co więcej, nowa opona to prezent, za który bardzo dziękuję koledze Witkowi, bardzo!
      Dziś już już nie pada więc ją odbieram i testuję. Mam nadzieję, że to załatwi problem jajowatego toczenia się koła. Szczerze mówiąc już kilka dni temu zmieniłam oponę na starą, przysłaną z W-wy i już to bardzo pomogło.
      No a dutki w Zakopcu.. no to prawda, choc nie miałam okazji wychodizć więc nie wydawałam, ale nie cuzję tu żadnej życzliwości, wręcz przeciwnie. To duży kontrast do spotkań z ludźmi Podhala, które były bardzo miłe.
      Cóż, życie..

  4. Ostatni akapit jest rozbrajający. Tak sobie wsiąść na rowerek w centrum Polski, potoczyć się do przodu i powiedzieć sobie: a może by tak do Indii? a może jeszcze dalej?
    Kibicuję Ci i życzę szerokości!

Dodaj komentarz