• English
  • Polski
Ewcyna
Banner
  • O mnie
  • Azja
    • Turcja
    • Kirgistan
    • Japonia
    • Filipiny
    • Myanmar (Birma)
    • Chiny
    • Korea Południowa
    • Tajlandia
    • Laos
    • Kambodża
    • Wietnam
    • Uzbekistan
  • Bliski Wschód
    • Zjednoczone Emiraty Arabskie
    • Oman
    • Iran
  • EUROPA
    • Bułgaria
    • Grecja
    • Włochy
    • Rumunia
    • Ukraina
      • Ukraina – Krym
    • Węgry
    • Francja / Szwajcaria
    • Czarnogóra/ Kosovo/ Macedonia/ Bułgaria
  • Kaukaz
    • Azerbejdżan
    • Gruzja
    • Armenia
  • Polska
  • USA
    • USA
  • PRAKTYCZNIK
    • Azja rowerem praktycznie
    • Niezbędnik czyli co mi się przydaje w podróży?
    • Transport roweru samolotem – jak to ogarniam? Moje doświadczenia
    • Przewóz roweru autobusem Flixbus – poradnik
    • This is a men’s world.. czy kobieta w samotnej podróży musi się bać?
    • Odzież zimowa na rower – co się sprawdza?
    • Sandały do turystyki rowerowej – Teva, Keen, Source, Shimano.. jakie wybrać?
    • Sprzęt i akcesoria w podróży rowerem – co mi się przydaje?
    • Rowerem w świat – poradnik dla kobiet
    • Warmshowers – gościnność w podróży rowerem
    • USA
    • Japonia praktycznie
    • Birma (Myanmar)
  • Podróże
  • WSPÓŁPRACA
  • WYDARZENIA
  • MEDIA
Tag:

Tybet rowerem

    AzjaChiny

    Tybet u moich stóp

    by Ewcyna 21 czerwiec 2014
    written by Ewcyna

    Miało być już tylko z górki a właściwie to już tylko po płaskim. I było, przez jakieś kilka dni. Nogi kręciły pedałami a te nie stawiały żadnego oporu. Znów widać było horyzont. Po kilku miesiącach spędzonych w górskich okolicznościach przyrody, gdzie jedyną opcją była jazda pod górę tudzież odwrotnie ja, człowiek z mazowieckich równin z radością, ale też żalem powitałam tą zmianę ukształtowania terenu. Fajnie, no bo o ileż łatwiej się teraz jedzie. Smutno, no bo góry są piękne, dużo ciekawsze, no i smutno bo tam, gdzieś w sumie niedaleko został nietknięty kołami mojego roweru syczuański Tybet.

    Bo Tybet to nie tyko Autonomiczny Region Tybetu (tzw. TAR – Tibet Autonomous Region) czyli od lat 50-tych cześć komunistycznych Chin, ze stolicą w Llasa. Dotarcie do TAR rowerem nie dość, że bardzo trudne fizycznie, to przede wszystkim obecnie z uwagi na obowiązujące przepisy praktycznie niemożliwe dla obcokrajowców. Przepisy owe stanowią (choć wciąż ulegają zmianie), że obcokrajowcy nie mogą podróżować po TAR indywidualnie, lecz w grupach zorganizowanych za pośrednictwem jednej z agencji podróży, koniecznie z przewodnikiem no i przede wszystkim muszą mieć pozwolenie na pobyt które „swoje” kosztuje. Nie tym razem.

    Nie trzeba jednak jechać aż tak daleko. Tybetańczycy zamieszkują wysokie góry północnego Junnanu oraz zachodnio-północnego Syczuanu. W Junnanie mi się nie udało, ale Syczuan wciąż kusił.

    Postanowiłam wtedy, że jeśli jadący w tą stronę autobus będzie tak łaskaw mnie zabrać z rowerem, to jadę. Autobus mnie zabrał.
    —————————–

    „Where are you from? (Skąd jesteś?)” – spytał mnie odziany w czerwoną powłóczystą szatę mnich.
    „From Poland”(z Polski) – odpowiedziałam.
    „A Holland! yes yes, I know! very good football! (A tak, Holandia, wiem! Bardzo dobry futbol!) – ucieszył się.

    Na piłce nożnej się nie znam, ale o spektakularnych sukcesach polskiej drużyny raczej bym słyszała, zatem byłam pewna, ze to znowu powszechna pomyłka wynikająca ze zbliżonej co do wymowy w języku angielskim nazwy krajów (Poland – Holland). Wyprowadziłam go z błędu, że jestem z Polski a nie Holandii no i ze drużyna mojego kraju niestety nie uczestniczy w Mundialu. Mnich przyjął to wiadomości i z dużym przejęciem kontynuował zdawanie mi relacji z najświeższych wyników pilkarskich rozgrywek.

    Spotkałam ich w drodze na przełęcz. To niemal 50-kilometrowy wjazd z 2600 na „zaledwie” 4300 m npm, który bardzo chciałam pokonać osobiście, ale mniej więcej w połowie trasy zobaczyłam najpierw samochód typu pick-up z pustą paką a potem zmierzających w jego stronę dwóch mnichów nie wahałam się długo.

    „ Jedziecie tam, na górę? Czy mogłabym się zabrać z rowerem?” – spytałam.

    Nie jestem rowerowo-wspinaczkową purytanką, wjazd był stromy a i tak wiedziałam, że tą samą przełęcz będę pokonywać po zrobieniu pętli w drodze powrotnej, więc jeszcze będę miała szansę się przed sobą wykazać jakby co.

    „Oczywiście, nie ma problemu, wsiadaj”- powiedział jeden z nich, jak się później okazało Lama Bod.

    Tylko on mówił trochę po angielsku. W samochodzie dużo się śmiał i opowiadał z przejęciem o przebiegu Mundialu, po czym spytał się czy widziałam Dalaj Lamę bo on tak, owszem, widział go w Indiach i że koniecznie muszę do Indii pojechać bo Indie są super. Na koniec dał mi swój numer telefonu i kazał koniecznie zadzwonić i odwiedzić ich w klasztorze jak będę przejeżdżać przez ich miejscowość.

    Gdy wysiadłam na szczycie było około 18tej, bardzo wiało a na horyzoncie wisiały ciężkie deszczowe chmury. Przejeżdżałam tędy już dwukrotnie – poprzedniego dnia i kilka dni wcześniej. Nie rowerem, ale busem. Utknęłam w hostelu w Kanding na 3 dni i choć było tam przyjaźnie, miałam miłe towarzystwo a w pokoju przygrzewał kaloryfer to nie doczekawszy się zmiany aury na bardziej przyjazną (czytaj – kiedy przestanie padać ten lodowaty deszcz???) wybrałam bezpieczniejszą opcję i postanowiłam wybrać się do oddalonej o 120 km miejscowości Tagong transportem publicznym. Przełęcz stanowi granicę pomiędzy Chinami i Tybetem, tu zaczyna się wyżyna tybetańska (Tibetan Plateau) no a ja bardzo chciałam zobaczyć co jest właśnie „tam”.

    Za przełęczą doznałam totalnego opadu szczęki. Po horyzont ciągnęły się zielone, pozbawione drzew wzgórza tzw. „grasslands”, które można by przyrównać do bieszczadzkich połonin skali pewnie 1:1000. Pofałdowane wzgórza poprzecinane wstążkami strumieni i bielejące w oddali górskie szczyty (najwyższy ma ponad 7500 m n.p,m.), nie kończące się łąki pełne kwiecia wszelakiego, stada pasących się kudłatych jaków, tybetańskie domostwa – mocne, kamienne domy lub charakterystyczne czarne namioty-jurty. Cisza „zakłócana” jedynie śpiewem ptaków. Łopoczące na wietrze flagi modlitewne i białe stupy. Uśmiechnięci ludzie pozdrawiający nie chińskim „Nihao” a tybetańskim „Jashi delek!”. Długowłosi, przystojni mężczyźni (wojownik powinien podobno mieć długie włosy) w odzieniu ze skóry jaka i natkniętym na czubek głowy kapeluszu (i bez peta w zębach), kobiety z wplecionymi w warkocze kolorowymi tasiemkami. Skończyły się Chiny, zaczął się Tybet.

    Nowa droga, którą jechaliśmy prowadziła do oddanego do użytku zaledwie 2 lata temu, jednego z najwyżej na świecie położonych lotniska jest zamknięta dla ruchu ciężarowego. Bajka – nie ma sapiących i wiecznie trąbiących ciężarówek! I jak na złość po tej stronie gór świeciło słońce. Jak na złość, no, bo ja nie miałam ze sobą roweru.

    Nie mogłam, po prostu nie mogłam tego przeżyć i ta myśl nie dawała mi spokoju – myślę, że może ją zrozumieć jedynie inny rowerowy zapaleniec. Następnego dnia spacerowałam po okolicy i wciąż o tym myślałam. Zostać tu i jechać nieco dalej busem czy wrócić się po rower i zrobić chociaż małą pętlę i przede wszystkim przejechać „lotniskową drogę”? Bo na dużą tybetańską pętlę niestety, ogromne niestety, brakowało mi czasu. Pogoda sprzyjała i co ważne, nie miałam objawów choroby wysokościowej (ból głowy, ciężki oddech, czasem gorączka i ogólne osłabienie), które miała ponad polowa spotkanych przeze mnie turystów. Wybrałam to drugie, złapałam stopa i wróciłam po rower.

    Po odjeździe przyjaznych mnichów musiałam szybko się otrząsnąć z miłej atmosfery – nadciągały chmury, zaczynało kropić i nie było czasu na przejażdżki czy dłuższą kontemplację krajobrazu. Odjechałam kawałek od drogi i rozstawiłam namiot kilkaset metrów od pasa startowego. W nocy lało jak z cebra, ale rano na niebie nie było śladu chmur. To była też moja pierwsza noc spędzona na wysokości 4300 merów npm, i dodam że spało się świetnie.

    Dla tych kilkuset kilometrów i kilku dni spędzonych na tybetańskich „grasslands” warto było przeturlać się przez kawał Azji, a prowadząca górskimi szczytami na wysokości ponad 4300 m n.p.m. droga do Tagong jest najpiękniejszą drogą, jaką dane mi było przejechać w tej części azjatyckiej podróży. Odcinek 50 km pokonywałam cały dzień co 5 minut zatrzymując się na zrobienie zdjęcia czy tez poleniuchowanie na łące. Łąka to wszak w Azji towar niemal niedostępny.

    W drodze powrotnej odwiedziłam jeszcze „mojego” mnicha. Oprowadził mnie po klasztorze, tłumacząc, że jest to w zasadzie szkoła dla ponad 100 chłopców, a on jest tu nauczycielem. Od razu też uprzedził mnie, że nie będę mogła tu przenocować (nawet o tym nie pomyślałam), ale za to zaprosił mnie na wspólną kolację. Głównym daniem była tybetańska „tuba” – to coś w rodzaju zupy z zieleniną, grzybami, szerokimi kluchami i czymś tam jeszcze. Uczący się i mieszkający w klasztorze mnisi jak to młodzi chłopcy szturchali się i popychali na klasztornym dziedzińcu, a potem jak tylko rozniosła się wieść o przebywającej na terenie klasztoru blond kosmitce na rowerze jeden przez drugiego zaglądali przez okno do sali, w której jedliśmy kolację. Stali tak z przylepionymi nosami do szyby a mi bardzo mi się chciało śmiać, ale głupio mi było bo siedział z nami Lama, czyli klasztorny guru.

    Spytałam jeszcze Lamę Bod o najnowsze wyniki Mundialowych rozgrywek, ale z wyczuwalnym w głosie smutkiem powiedział, ze niestety oni tu nie mają telewizji, więc on nie wie, ale jutro znowu jedzie do miasta i obejrzy mecz.
    „Kto będzie grał?” – spytałam.
    „Nie wiem, ale jakiś mecz na pewno będzie” – odparł.

    Eh, Ci mężczyźni.. 🙂

    I choć okoliczności przyrody są tu wyjątkowe a ludzie uśmiechnięci to nie mam wątpliwości, że życie w Tybecie nie rozpieszcza. W hostelu w Kanding miałam szczęście dzielić w pokój z Lindą, ponad 70-letnią Amerykanką, która od lat związana jest z Tybetem i przyjechała tu uczyć angielskiego tybetańską obsługę hostelu. Opowiadała mi dużo o tutejszych zwyczajach i burzliwej historii regionu – m.in. o tym jak kilka lat temu okolice zostały zasypane zwałami śniegu, zmarło wielu ludzi i wiele zwierząt a rząd Chin jakoś się nie rwał do pomocy, mówiąc delikatnie. Podobnie było po potężnym trzęsieniu ziemi, które nawiedziło te okolice kilka lat temu. Organizacje NGO zostały stąd wcześniej wyrzucone a ludzie pozostawieni sami sobie. Długo by gadać.

    Z bardziej aktualnych i dotyczących mnie bezpośrednio wieści – 2 czerwca, 2 dni przed rocznicą masakry na placu Tiennanmen władze Chin, choć się do tego oficjalnie nie przyznają, zablokowały dostęp do Google i powiązanych z nią serwisów. Nie mogę korzystać z map, wyszukiwarki i tylko na szczęście nie mam maila na popularnym koncie gmail tak jak rzesze użytkowników, które zostały w ręką wiadomo gdzie. Demokracja po chińsku. Ale to taka dygresja.

    No a ja jutro, z poczuciem dużego tybetańskiego niedosytu, ale też jakby nie było rowerowego spełnienia wracam jutro do Chińczykowa i udaję się w ostatnią prostą w stronę lotniska. Z górki i po płaskim.

    21 czerwiec 2014 2 comments
    0 FacebookEmail
  • AzjaChiny

    Rowerowa autostrada do Tybetu

    by Ewcyna 4 czerwiec 2014
    by Ewcyna 4 czerwiec 2014

    Michał miał pucołowatą buzię, ciemne włosy, donośny głos i był klasowym prymusem. Była lekcja geografii chyba w 6 klasie podstawówki a Michał opowiadał o Azji. „Jangcy to największa rzeka Chin” – nie…

    0 FacebookEmail
Ewa Świderska Ewcyna
Fot. Mateusz Skwarczek/Agencja Gazeta

Witaj na moim blogu! To strona o podróżowaniu solo rowerem w damskim wydaniu i życiu w drodze. Poznaję i opisuję świat, innych i siebie. Nieco więcej o mnie znajdziesz tutaj. Jeśli chcesz mi wirtualnie towarzyszyć - zapraszam!

Wesprzyj moją podróż

Lubisz moje wpisy, uważasz, że są przydatne i masz ochotę wesprzeć moją podróż? Z każdą złotówką mogę więcej. Postaw kawę lub kliknij guzik "donate". Dziękuję!
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Częściej kręcę na fejsbuku – zajrzyj!

https://www.facebook.com/Ewcyna-217095148465193/

Gdzie jestem?

Click to open a larger map

Instagram

Feel like cycling the Italian seacoast? Let me tak Feel like cycling the Italian seacoast?
Let me take you to Riviera dei Fiori in Liguria - the Ciclabile dei Fiori is pure magic!.
This beautiful 27-kilometer cycle path overlooking the sea was built on an old railway track - it connects San Lorenzo al Mare and Ospedaletti, just by the French border, breathing new life into the historic railway route between Imperia and Ventimiglia.
There’s something incredibly calming about riding along a quiet, peaceful trail, with the sound of the sea on one side and the mountains on the other. No distractions—just you, the open road, and the warm Mediterranean breeze.
It's one of 2 real longer seacoast cycleways in Italy, know the other one?
.
.
.
.
.
#SoloTravel #BikeTravel #WomenWhoBike #bikeinspirations #RivieraDeiFiori #CyclingItaly #NomadLife #SunshineAndSea #WomenWhoExplore #ItalyByBike #CyclingAdventures #ciclabiledeifiori #MountainToSea #Wanderlust #CyclingNomad #liguria #rowerem #narowerze #outsideisfree
#PodróżeSolo #RoweremPoWłoszech #KobietaNaRowerze #RivieraDeiFiori #WłoskieMorze #SłońceIMorze #Nomadka #WłoskiePrzygody #RowerowaPodróż #PodróżBezPośpiechu #RoweremPoŚwiecie #bikeblogger
I would like the world to always look like it does I would like the world to always look like it does after the rain. It would have clear contours and vivid colors, maybe a cloud or two in the blue sky for decoration. A light breeze would cool my face, and my body would not have to pour out excess sweat. But this paradise, when it comes, usually ends around noon, when the clouds, collected from the humidity, slowly gather over the horizon and you are again gasping for air like a fish, sweat is pouring into your underwear. Then it's time to stop for a siesta.

I've spent 1,5 months in northern Italy this year, making loops and coming back.. saw just road bikers and ebike cyclists so my luggage, which as you know is my home, was a reason for some to stop me and chat.

What 's the most beautiful cycling route in Italy? The Lunga via delle Dolomiti – Great Dolomite Trail, without a doubt! 
It is one of the most rewarding two-wheeled crossings of the entire Alpine arc: you pedal surrounded by some of the peaks recognized by UNESCO as World Heritage Sites. The itinerary follows the route of the railway built during the First World War and decommissioned in the 60ies. 
Come after the rain for the best views!

If my way of life, information and photos inspire you, you might consider support me - the link in my bio. Thank you!
.
.
.
.
#veneto #dolomites #dolomiti #WomenWhoCycle #shetravels #cyclingitaly #bikeblogger #solotravel #outdoorwomen #narower #cyclinglife #inbici #travelbike #podróżerowerem #outsideisfree #biketouring #rowerem #roweremprzezświat #polskieblogipodroznicze #lifeontheroad #cyclingeurope #cyclingitaly #biketouring
The #Valsugana cycle path between #Trentino and Ve The #Valsugana cycle path between #Trentino and Veneto provinces was one of my favorites when cycling Italy this year. I came back there twice. It connects Lake Caldonazzo with Bassano del Grappa - it's mostly separated from traffic, 80 km long ciclovia along Brenta river, which originates right here from the lakes of Levico and Caldonazzo and then flows into the Venice lagoon after 175 km. It has always been an important communication route from the mountains to the sea, the Adriatic, the Via Claudia Augusta Altinate, a place of passage and meeting between the Germanic and Latin peoples. It forms one branch of #viaclaudiaaugusta cycle path. You can get there easily by local train but beware - the path is blocked close to Cismon by fallen rocks and the best way to pass is yes, taking a train. 
Due to great quality you can just speed up but the best is to stop and enjoy the small towns you pass by - like #Bassano del Grappa or #Valstagna. The views in the valley are breathing. 
.
.
.
.
#trentinodascoprire #bikelife #cyclingitaly #bikeblogger #bikeinspirations #italiainbici #solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #inbici #travelbike #outdoor #podróżerowerem #outsideisfree #solowomancycling #solotraveller #biketouring #rowerem #onmybike #roweremprzezświat #polskieblogipodróżnicze #lifeontheroad
This year I've spent 5 months exploring Italy by b This year I've spent 5 months exploring Italy by bicycle. Not bad, huh? Cycled partly or fully more than 30 routes in most provinces. It's hard to say which one I've enjoyed most.. definitely though the rule that it's the hills or mountains that do the job in the landscape (while you do the job pushing) applies everywhere. It was my first time in the Dolomites and the beauty around was breathtaking. 
While putting together the information from this journey I will be posting now here on Instagram some pictures.. tbc
.
.
.
.
#trentino #soprabolzano #trentinodascoprire #dolomiti #dolomity #trentinoaltoadige #travelnature #bikelife #cyclingitaly #bikeinspirations #italiainbici
#solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #inbici #travelbike #podróżerowerem #outsideisfree #solowomancycling #solopodróż #solotraveller #biketouring #rowerem #rowerowapodróż #onmybike #polskieblogipodróżnicze #lifeontheroad
When I thought nothing can beat Sicily (joke) I di When I thought nothing can beat Sicily (joke) I directed my two wheels to the Calabria mountains. I've had it in mind for a long time but attempted with a lot of worry if I manage to cycle (and push through) at least a bit of 545 km Ciclovia dei Parchi della Calabria - Calabria Parks Cycle Route that crosses 4 national parks on top of the hills. The reason is - I love nature and silence and even though the coast is spectacular, you share road with many cars. Not my thing at all. 
But The Parks Cycle Path is difficult. Requires lots of effort. More than 12000 metres of climbing but yes, descending too. Oh man!! 
But you know what.. I don't need to be quick. Most days I've cycled like 40 km a day. I've done some detours and completed some 70-80 % of the length - jeeeez, I don't remember when I pushed that hard. Rewarded with serene forests, plains, meadows, silence though. Great people that are both surprised and happy to see a foreigner in their villages. 
Met very few cyclists but maybe not a season yet. All of them bikepack, I have been the only one (very) fully loaded. Maybe the first Polish cyclist here? 
Today I will (most probably) cycle down to the coast but already planning detouring Inland of Italian boot when following north. That's when authenticity is. 
.
.
.
.
#cicloviaparchicalabria #calabria #travelnature #bikelife #parcoaspromonte #parcopollino #parcosila #offthebeatentrack #cyclingitaly #bikeblogger #bikeinspirations #italiainbici 
#solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #inbici #travelbike #outdoorwomen #podróżerowerem #outsideisfree #solowomancycling #solopodróż #solotraveller #biketouring #rowerem #rowerowapodróż #polskieblogipodróżnicze #lifeontheroad
Wpis na Instagramie – 18002816936577222 Wpis na Instagramie – 18002816936577222
Central Sicily. Loneliness, sweat, fierce wind and Central Sicily. Loneliness, sweat, fierce wind and unbelievable beauty. Thank you God for places like this.
.
.
.
.
.
.
#siciliainbici #cicloturismo #offthebeatentrack #cyclingitaly #solo #bikeblogger #bikeinspirations #italiainbici
#solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #inbici #travelbike #outdoor #siciliainbici #podróżerowerem #outsideisfree #solowomancycling #solopodróż #solotraveller #biketouring #rowerem #rowerowapodróż #onmybike #roweremprzezświat #polskieblogipodróżnicze #lifeontheroad
#sipedala
..Want to spend a pleasant relaxing day, enjoying ..Want to spend a pleasant relaxing day, enjoying the peace and beauty that the landscapes of Western Sicily offer? the Marsala cycle path is what you are looking for!..
That's how the typical commercial would start but in this case I would second that. It wasn't even marked on my app (shame mapy.cz) so came with a surprise when I was cycling along the coast from Marsala to Trapani in western Sicily. The Stagnone cycle path is about 8 km long, but as it crosses the evocative landscape of the saline with its windmills, to multicolored tanks and the pretty islands of the Stagnone lagoon is to me one of the most beautiful cycling itineraries in Italy. And in April it was absolutely quiet. If it was a bit later in a year I would add a nice bath in the shallow water of lagoon having tens of flying kite's in view. Go there, especially at sunset!
.
.
.
.
.
#ciclabile #pistaciclabile #marsala #trapani #saline #cicloturismo #cyclingitaly #bikeblogger #goitaly #italiainbici #solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #travelblog #inbici #outdoor #siciliainbici #podróżerowerem #solowomancycling #solopodróż #solotraveller #biketouring #rowerem #rowerowapodróż #onmybike #roweremprzezświat #polskieblogipodróżnicze
Guess where was I the previous weekend?!! Yes! Guess where was I the previous weekend?!!  Yes!  - in Bologna, at the CYCLING TOURISM fair, i.e. Fiera del Cicloturismo!

I came there (flew) looking for Italian cycling inspirations, but also the desire to meet people who have a similar passion, take advantage of workshops and lectures.  I was very tempted to come here - for myself, but also for you. I don't know if I told you that I want to spend the next few weeks traveling around Italy to create a knowledge base about bicycle routes in this beautiful country?  So I say 🙃.

By a thousand coincidences I managed to get there and then I got lost seeing the endless options.. I've seen a lot in Italy, I've ridden many routes and beyond, but I didn't expect to see - on paper and virtually - such an offer for two-wheel travel enthusiasts.  Each region has several, a dozen, several dozen bicycle routes, of which I want to select the most important ones.  I also acquired some practical information  that will be useful to Poles.

Companies producing bicycles and organizing trips, as well as representatives of several foreign destinations, unfortunately without Poland, were also present at the fair.  What's more, probably the most important thing - lots of workshops on every topic you need, lectures, prizes - including separate prizes for women. 

See at least a little of it in the photos.  I would love to have a similar event in Poland!
Fiera del Cicloturismo - thank you for a great event.  It was worth it!
My bicycle and luggage was waiting for me near Marsala in Sicily, from where I went to traverse the island, but more about what happened earlier and later in the next episodes - usually on Ewcyna Facebook though. 
.
.
.
.
.
#fieradelcicloturismo #cicloturismo #cyclingitaly #bikeblogger #bikeinspirations #goitaly #italiainbici 
#solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #travelblog #inbici #travelbike #outdoor #siciliainbici #podróżerowerem #outsideisfree #solowomancycling #solopodróż #solotraveller #biketouring #rowerem #rowerowapodróż #onmybike #roweremprzezświat #cicloturismo #polskieblogipodróżnicze #lifeontheroad
Wczytaj więcej... Obserwuj na Instagramie

Subscribe to Blog via Email

Enter your email address to subscribe to this blog and receive notifications of new posts by email.

Wkrótce jadę do?

Polska!

Kategorie i tematy

Albania Armenia Azerbejdżan Azja Bez kategorii Bliski Wschód Bośnia Bułgaria Bułgaria rowerem Chiny Chorwacja Czarnogóra Czarnogóra/ Kosovo/ Macedonia/ Bułgaria Europa Filipiny Francja / Szwajcaria Grecja Gruzja Iran Japonia Jedwabny Szlak Kambodża Kaukaz Kirgistan Korea Południowa Laos Myanmar (Birma) Oman Polska Polska - Polska Wschodnia praktycznie PRZEMYŚLENIA Rumunia Serbia Tajlandia Turcja Ukraina Ukraina - Krym USA Uzbekistan Wietnam Węgry Włochy Włochy Zjednoczone Emiraty Arabskie

Ikony facebook, RSS, Mail

Archiwum

Zaglądam do

  • Bicycle.pl
  • WorldBiking.info
  • Cycling Duch Girl
  • Podróżerowerowe.info

Tagi

Azja rowerem Birma Birma rowerem Burma by bike China by bike Chiny Chiny rowerem cycling Burma cycling Japan cycling Korea cycling Laos cycling Myanmar cycling Philippines cycling USA ewcyna Filipiny rowerem Grecja rowerem Hokkaido Japan by bike Japonia Japonia rowerem Jedwabny Szlak Jedwabny Szlak rowerem Kambodża rowerem Kambodża rowerem. rowerem po Azji Kaukaz rowerem Korea rowerem Laos Laos by bike Laos rowerem Myanmar by bike not for speed Philippines by bike podróże rowerem Polska rowerem rowerem po Azji samotna podróż rowerem Tajlandia Tajlandia rowerem Urumczi USA rowerem uzbekistan rowerem Wietnam rowerem Włochy rowerem Xinjiang

  • Facebook
  • Instagram
  • Email
  • Rss

@2019 - All Right Reserved. Created by WP Doctor


Back To Top
Ewcyna
  • O mnie
  • Azja
    • Turcja
    • Kirgistan
    • Japonia
    • Filipiny
    • Myanmar (Birma)
    • Chiny
    • Korea Południowa
    • Tajlandia
    • Laos
    • Kambodża
    • Wietnam
    • Uzbekistan
  • Bliski Wschód
    • Zjednoczone Emiraty Arabskie
    • Oman
    • Iran
  • EUROPA
    • Bułgaria
    • Grecja
    • Włochy
    • Rumunia
    • Ukraina
      • Ukraina – Krym
    • Węgry
    • Francja / Szwajcaria
    • Czarnogóra/ Kosovo/ Macedonia/ Bułgaria
  • Kaukaz
    • Azerbejdżan
    • Gruzja
    • Armenia
  • Polska
  • USA
    • USA
  • PRAKTYCZNIK
    • Azja rowerem praktycznie
    • Niezbędnik czyli co mi się przydaje w podróży?
    • Transport roweru samolotem – jak to ogarniam? Moje doświadczenia
    • Przewóz roweru autobusem Flixbus – poradnik
    • This is a men’s world.. czy kobieta w samotnej podróży musi się bać?
    • Odzież zimowa na rower – co się sprawdza?
    • Sandały do turystyki rowerowej – Teva, Keen, Source, Shimano.. jakie wybrać?
    • Sprzęt i akcesoria w podróży rowerem – co mi się przydaje?
    • Rowerem w świat – poradnik dla kobiet
    • Warmshowers – gościnność w podróży rowerem
    • USA
    • Japonia praktycznie
    • Birma (Myanmar)
  • Podróże
  • WSPÓŁPRACA
  • WYDARZENIA
  • MEDIA