• English
  • Polski
Ewcyna
Banner
  • O mnie
  • Azja
    • Turcja
    • Kirgistan
    • Japonia
    • Filipiny
    • Myanmar (Birma)
    • Chiny
    • Korea Południowa
    • Tajlandia
    • Laos
    • Kambodża
    • Wietnam
    • Uzbekistan
  • Bliski Wschód
    • Zjednoczone Emiraty Arabskie
    • Oman
    • Iran
  • EUROPA
    • Bułgaria
    • Grecja
    • Włochy
    • Rumunia
    • Ukraina
      • Ukraina – Krym
    • Węgry
    • Francja / Szwajcaria
    • Czarnogóra/ Kosovo/ Macedonia/ Bułgaria
  • Kaukaz
    • Azerbejdżan
    • Gruzja
    • Armenia
  • Polska
  • USA
    • USA
  • PRAKTYCZNIK
    • Azja rowerem praktycznie
    • Niezbędnik czyli co mi się przydaje w podróży?
    • Transport roweru samolotem – jak to ogarniam? Moje doświadczenia
    • Przewóz roweru autobusem Flixbus – poradnik
    • This is a men’s world.. czy kobieta w samotnej podróży musi się bać?
    • Odzież zimowa na rower – co się sprawdza?
    • Sandały do turystyki rowerowej – Teva, Keen, Source, Shimano.. jakie wybrać?
    • Sprzęt i akcesoria w podróży rowerem – co mi się przydaje?
    • Rowerem w świat – poradnik dla kobiet
    • Warmshowers – gościnność w podróży rowerem
    • USA
    • Japonia praktycznie
    • Birma (Myanmar)
  • Podróże
  • WSPÓŁPRACA
  • WYDARZENIA
  • MEDIA
Tag:

rowerem przez Azję

    AzjaBez kategoriiChinyFilipinyJaponiaKambodżaKorea PołudniowaLaosMyanmar (Birma)TajlandiaWietnam

    Azja rowerem – retrospekcja

    by Ewcyna 31 lipiec 2015
    written by Ewcyna

    Mapa Azja 2013-2015

    Tytułem „wstępu do preludium” chciałabym zaznaczyć, że w Azji znalazłam się zupełnie przypadkiem. Aż dziw bierze, że spędziłam tam w sumie niemal 2 lata podróżując na rowerze – uzbierało się tego do teraz 9 krajów, pod kołami 24 000 km, a wygląda na to, że to wcale nie koniec. Nie była to wymarzona od lat podróż, choć taką się stała.

    A jak to się wszystko zaczęło?

    Jedzie Pani do Japonii pani Ewo, cieszy się Pani? usłyszałam pewnego lipcowego dnia 2010 roku od mojego byłego pracodawcy i nie da się ukryć, że przeszedł mnie dreszcz emocji. Emocji, którą zawsze odczuwam przed wyjazdem w nieznane i nie miał tu wielkiego znaczenia fakt, że jechałam jakby nie było do pracy. Japonia to znaczyło Azja, baaardzo odległe nieznane, inny, nie znany mi kontynent a sam ten kraj to patrząc nie tylko subiektywnie, ale i śmiem twierdzić obiektywnie odrębny kosmos, kompletnie inna rzeczywistość. Byłam przeszczęśliwa.

    Jeszcze tego samego popołudnia udałam się do księgarni i biblioteki wyciągając z półek wszystko co się dało na temat Kraju Kwitnącej Wiśni. A dwa miesiące później, gdy już chodziłam po sterylnie czystych ulicach, stojąc karnie w kolejce do wejścia do wagonów metra, onieśmielona ukłonami do kolan i uprzejmością ludzi zapragnęłam zobaczyć ten kraj od innej strony, takiej, jakiej do kilkunastu lat oglądam świat – z perspektywy rowerowego siodełka.

    Wiosną 2013 roku już „w cywilu” siedziałam w samolocie do Osaki. Zapakowany w wielkie pudło rower leciał ze mną, na przejechanie długości Japonii tj. wszystkich głównych czterech wysp miałam trzy miesiące. Wystarczyło, choć na japońskich drogach i japońskiej prowincji chętnie spędziłabym więcej czasu. O tym piszę w poście podsumowującym podróż po Japonii.

    Wiedziałam już, że życie w drodze mi odpowiada, zatem podjęłam decyzję o wyruszeniu w świat bez większych planów. I choć od zawsze marzę o odwiedzeniu Ameryki Południowej to zdecydowałam się na początek na powrót do Azji, która uchodzi za bezpieczną, tanią – no i trochę ją już poznałam (tak mi się tylko wydawało. Dlaczego nie wyruszyłam z Polski? Ano, bo w trasę mogłam wyruszyć zimą, a wtedy Europa jest co tu dużo mówić, mało przyjazna rowerzystom ;). Dałam sobie zatem kilka miesięcy na ogarnięcie spraw życiowo-domowych (osobom mającym taki wyjazd w planach radzę zabrać się za to dużo wcześniej – to jakiś obłęd! m.in. spakowanie życiowego dobytku do pudełek i wyniesienie ich do piwnicy, wynajęcie mieszkania, banki, upoważnienia notarialne dla bliskich, kupienie brakującego sprzętu w tym nowego roweru i mnóstwo innych, ufff!). W międzyczasie w promocji kupiłam sobie bilet w jedną stronę – przez Szanghaj na Filipiny. Tam zatem rozpoczęła się po raz drugi moja przygoda ze światem.

    A jak było? Czas na chwilę retrospekcji z perspektywy wygodnej kanapy.

    FILIPINY – wilgoć, morze, palmy i „give me money”

    P1010296

    O Filipinach nie wiedziałam prawie nic. To dlaczego tam? A bo pomyślałam, że jeśli zaczynam swoją podróż w grudniu, jest to czas dość szczególny – są święta Bożego Narodzenia a Filipiny to jedyny azjatycki kraj w którym króluje religia katolicka, zatem ciekawym będzie zobaczenie jak się spędza ten czas na Filipinach właśnie. Na rozgrzewkę czyli pierwsze 3 tygodnie dołączyła do mnie koleżanka Zosia.

    Wychodząc z samolotu na lotnisku w Manili wpadłam w ciężkie, wilgotne, oblepiające powietrze, które o godzinie 5 rano miało 26 stopni Celsjusza. Taka aura towarzyszyła mi przez większość mojej podróży. Przejazd przez ulice Manili sprawiał, że oczy otwierały mi się coraz bardziej ze zdumienia i .. przerażenia. Bieda. Śpiący na ulicach ludzie, w dużej mierze dzieci. Okratowane sklepy, przeszukania toreb przy wejściu i wyjściu z centrów handlowych. No i dość nieprzyjemne oszustwo już pierwszego dnia sprawiło, że podjęłyśmy decyzję o natychmiastowym opuszczeniu tej metropolii.

    I nie wiem co do końca sprawiło – czy obiektywne okoliczności czy subiektywny fakt, że był to pierwszy biedny azjatycki kraj, który odwiedziłam, ale nie uważam Filipin za najlepsze miejsce na podróże rowerem (za to na wodno – plażowe uciechy i owszem). Niemal od początku marzyłam o tym, by stamtąd wyjechać. Trąbiące bezsensownie i jadące w wielu kierunkach naraz samochody (tak, teraz już wiem, że to obrazek wielu azjatyckich krajów, gęste zaludnienie uniemożliwiające odizolowanie się i relaks, hałas, chętnie podnoszący ceny na widok obcokrajowca mieszkańcy, nieustanne proszenie o pieniądze, brak miejsc do rozbicia namiotu i noclegu na dziko oznaczał konieczność korzystania z guesthousów i zwiększone koszty. Z drugiej strony – przyjazność wielu ludzi, którzy pomimo swojej biedy przygarnęli mnie kilkakrotnie do domu, no i piękne, egzotyczne – choć zniszczone olbrzymim tajfunem Hainan, nadmorskie krajobrazy. Pierwsze koty za płoty!

    Myanmar czyli Birma – kraj autentycznych uśmiechów i „akcja tajniak”

    P1020039

    Przylatując do Birmy znalazłam się zupełnie innej rzeczywistości – otoczyły mnie nieznane mi intensywne zapachy, dochodzące ze świątyń dźwięki, brak sklepów sieciowych no i przede wszystkim jakiś magiczny, dobry i autentyczny uśmiech na wymalowanych tanaką twarzach ludzi który sprawił, że w Birmie zakochałam się od razu. Choć kraj będący do niedawna (i nieco mniej teraz) pod rządami junty wojskowej kraj dopiero otwiera się na turystykę a podróżowanie po nim rowerem wciąż należy do rzadkości wiedziałam, ze muszę tam pojechać. Z góry wiedziałam, że noclegi będą wielką niewiadomą – lokalne prawo zabrania rozbijania się na dziko, spania u ludzi, w guesthousach dla „lokalsów” – nocować zatem można jedynie w hotelach uprawnionych do przyjmowania obcokrajowców. Od razu należy zaznaczyć, ze ceny noclegów są tam kilkakrotnie większe, niż w większości azjatyckich krajów (15-30 USD).

    Jakoś tak się stało, że udało mi się i jedno i drugie – nocowałam u ludzi i spałam w guesthousach dla „lokalsów”. Jednakże podróż przez ten zachwycający kraj nie była usłana różami – wielokrotnie samozwańczo przyłączał się do mnie oficjalnie a częściej nieoficjalnie przedstawiciel lokalnej policji, zwany tez roboczo „tajniakiem”. Pyrkał 10 metrów za mną lub przede mną z wystającą z kieszeni spodni krótkofalówką, eskortując do najbliższego miejsca noclegowego podwyższając tym samym stopień mojej irytacji spowodowany ograniczeniem wolności. Nie wiem do końca po co to robili, ale za to tzw. „akcja tajniak” jest jednym z najbardziej intensywnych wrażeń z azjatyckiej podróży.

    TAJLANDIA – czego chcieć więcej?

    park narodowy Roi Yot

    park narodowy Roi Yot

    Przejeżdżając zaledwie kilka miesięcy wcześniej otwarty lądowy punkt graniczny z Tajlandią (dotychczas do/z Birmy można było tylko wlecieć i wylecieć samolotem) znalazłam się w zupełnie innej rzeczywistości. Przywitały mnie gładkie, asfaltowe drogi oraz supermarket TESCO.

    Tajlandię pokochałam od razu z innych przyczyn niż Birmę – podróż, pomimo obezwładniającego o tej porze roku (marzec – kwiecień- unikać!) upału jest PROSTA. Drogi są dobre, przydrożne sklepy sieci 7/11 powszechne, ludzie przyjaźni, jedzenie tanie i dobre no a kraj – piękny. W Tajlandii znalazłam się zatem cztery razy i aż dziw bierze, że wcale nie dojechałam do najpopularniejszej części tj. turystycznego południa kraju. Noclegi nie były żadnym problemem niemal wszędzie znajdują się niedrogie i czyste, naprawdę czyste guesthousy, natomiast w wersji oszczędnej jest też szereg możliwości:
    – parki narodowe (moja miłość, jest ich dużo i korzystałam wiele razy) – zawsze są tam miejsca kempingowe a przyjeżdżając po godzinie 18-tej można zaoszczędzić na bilecie wstępu
    – świątynie buddyjskie czyli waty – są wszędzie, problem w tym, że są to miejsca dość głośne z uwagi na poranne modlitwy no i zwierzęcą menażerię tj. psy i koty, która zawsze tam przebywa w dużych ilościach. Tu kobieta nie zawsze będzie miała możliwość noclegu, gdy w świątyni są tylko mnisi i nie ma części żeńskiej
    – posterunki policji (!) nie zdarzyło mi się, żeby odmówiono mi noclegu – wręcz przeciwnie, z reguły zapraszano do środka i udostępniano jakąś klimatyzowaną salę konferencyjną
    – plaże/u ludzi/ inne wg. uznania i fantazji

    Jest też jedna zasadnicza wada podróżowania po Tajlandii – jest tam niezliczona liczba agresywnych psów. Zupełnie nie wiem, dlaczego tylko tam. To było naprawdę niefajne.

    LAOS – leniwa lewitacja, „noodle soup” i dym

    P1030205

    Kraj ten znajdował się na czele mojej listy, natomiast nie ukrywam, że jakoś nie zapadł mi w serce. Dobra strona podróżowania rowerem w Laosie to fakt, że drogi (jest ich w zasadzie jedynie kilka) poza kilkoma większymi miastami) są tam bardzo spokojne. Laos jest leniwy, ludzie przysypiają w hamakach, przydrożne jedzenie jest bardzo nieurozmaicone – zazwyczaj jest to nieśmiertelna „noodle soup”. Nie jest też tak znowu tanio – większość produktów jest eksportowana z Tajlandii bądź Wietnamu.

    W Laosie byłam dwukrotnie, raz sama, raz w towarzystwie. Bardzo umęczył mnie przejazd przez górzystą, północną część kraju nie tylko z powodu długich podjazdów, ale niezrozumiałego przeze mnie faktu palenia lasów, który corocznie odbywa się tam pod koniec pory suchej czyli pomiędzy lutym a kwietniem. Dymy spowijały niebo wbijając się do nosa i gardła, widoczność zatem była znikoma, czarne farfocle spadały na głowę a pot zalewał czoło.. i takie tam. Perełką Laosu jest dla mnie nie Louang Prabang tylko położona nad rzeką otoczeniu gór karstowych mała miejscowość Nong Khiaw. Idylla!

    W Laosie dość często spałam/spaliśmy w szkołach, które są na noc nie zamykane – można postawić obok namiot czy też przespać się w klasie. Urozmaiceniem tudzież niedogodnością jst fakt, że rano natomiast zawsze jest się obiektem obserwacji dziesiątek uczniów, którzy pojawiają się już około szóstej.

    CHINY – Kraj kontrastów

    P1040532

    W Chinach spędziłam trzy miesiące przemierzając jedynie dwie górskie prowincje – Junnan i Syczuan, uchodzą one jednak za jedne z najpiękniejszych. Wisienką na torcie był przejazd przez wschodni Tybet – absolutna magia. Nie było płasko – 20-30 km w górę, 20-30 km w dół.. do poziomu rzeki i mostu no i ponownie następny długi podjazd. Ufff… Co do Chin mam uczucia ambiwalentne – z jednej strony w pamięci pozostanie fascynująca egzotyka krajobrazów m.in. tarasowych pól ryżowych, pól herbaty i upraw wszelakich na zboczach gór, „grasslands” Tybetu wschodniego, architektura, kolorowo ubrani ludzie z mniejszości narodowych no a z drugiej strony zdobycze cywilizacji w największej chyba możliwej skali, brud i uprzykrzające życie zwyczaje. Najbardziej uciążliwymi były dla mnie nadmierne i powszechne używanie przez wszystkich uczestników ruchu klaksonów, których dźwięk ma się nijak do używanego w Europie. Jest zawsze przeraźliwie głośny i przeszywający bębenki. Ludzie trąbią jadąc nawet po pustej ulicy.. nie udało mi się do tego przywyknąć. Tak jak nie udało mi się przywyknąć do powszechnego śmiecenia, plucia, PALENIA PAPIEROSÓW non stop przez niemal wszystkich mężczyzn.. Pod koniec pobytu w Chinach byłam już tym naprawdę zmęczona.

    Do dobrej strony Chin należy zaliczyć jedzenie: – świeże, aromatyczne, przygotowywane w 10 minut.. no i tanie. Serce moje zdobył świeży korzeń imbiru, który pokrojony w paseczki dodawany jest do wielu potraw – absolutny hicior, który to zaadaptowałam teraz w swojej kuchni.

    Jeśli chodzi o spanie było to z jednej strony proste, a z drugiej nie – guesthousy są tanie i znajdują się niemal wszędzie, natomiast niemal nigdzie nie mogłam znaleźć odpowiedniego miejsca na rozbicie namiotu – każdy skrawek ziemi, nawet przestrzeń pomiędzy dwoma drzewami na ulicy jest wykorzystane pod uprawy. Ciężko to sobie wyobrazić, ale tak jest.

    KOREA POŁUDNIOWA: Raj, panie – rowerowy raj!

    P1070802

    Po kilku miesiącach w dobrodziejstwach i nie dobrodziejstwach inwentarza Azji Południowo-Wschodniej potrzebowałam odmiany, a na Koreę Południową ostrzyłam zęby już dawno. Żadne z dochodzących do mnie wieści nie były przesadzone i kraj ten jest teraz u mnie na czele rankingu miejsc przyjaznych podróżom rowerowym dla osób z niewielkim budżetem.

    Koreę oplata sieć świeżo wybudowanych ścieżek rowerowych. Jest cicho, pięknie (choć krajobrazy są podobne co może stać się monotonne) no i bezpiecznie. Mogłam w spokoju kontemplować krajobrazy a na nocleg zawsze znalazła się jakaś przydrożna wiata, gdzie rozstawiałam namiot. Jak już zrobiło się zimno (listopad!) to pukałam do kościołów, czasem przygarniali mnie też ludzie. Nieco gorszą stroną Korei jest jedzenie – no nie uchodzi ono za super smaczne i ja to potwierdzam. Jest tez oczywiście drogo, ale jako że zaoszczędzałam na noclegach mogłam sobie pozwolić coś zjeść. W Korei tez najłatwiej z wszystkich odwiedzonych przeze mnie krajów było mi porozumieć się po angielsku.

    KAMBODŻA: architektura i historia

    P1100491

    Do Kambodży miałam jechać już w kwietniu 2014 roku, ale z uwagi na upały o tej porze roku (kwiecień) postanowiłam przesunąć podróż na przełom roku. I słusznie – w styczniu/lutym pogoda jest bardziej znośna, jest chłodniej. Podróż przez Kambodżę nie wyróżniła się jakoś szczególnie – krajobraz oprócz południowych Gór Kardamonowych nie jest szczególnie urozmaicony, drogi są kiepskie do bardzo kiepskich, jedzenie dostępne, ale takie sobie.. bywało brudno jak tez to bywa w innych krajach tamtego regionu.. Kraj jest nieduży, zatem zrobiłam sobie dwa kilkudniowe przystanki – nad morzem na plebanii u księdza Johna oraz w Battambang u przesympatycznej Japonki Yurie. Kambodża to dla mnie lekcja architektury i historii – nie da się zapomnieć świątyń Angkoru (i ceny biletu wstępu – 40 USD za 3 dni!) – to piękno z dodatkiem mistycyzmu. Nie da się też odciąć od tragicznej historii kraju i pogromu, do jakiego przyczynili się Czerwoni Khmerzy.

    WIETNAM – „.. i więcej tam nie wrócę, tak mi dopomóż Bóg”!

    P1120092

    Wietnam nie uchodzi za podróżniczo-rowerowe eldorado. Jedna z przeczytanych przeze mnie rowerowych relacji kończyła się słowami „..z Wietnamu wyjechałem po 2 tygodniach i więcej tam nie wrócę.. tak mi dopomóż Bóg”! Każdy ma swoje odczucia, ale to akurat w moim przypadku raczej się sprawdziło. Kraj jest długi i wąski, przecięty zaledwie dwiema drogami – jedna nadmorską a drugą w górach. Pierwsza jest raczej płaska, jednakże koszmarnie zatłoczona no i w nieustającej przebudowie. Druga piękna, raczej cicha i spokojna, ale dużo trudniejsza.. w końcu to góry. Duże zaludnienie sprawia, że jest tłoczno, nawet bardzo a zwyczaje drogowe przypominają te chińskie – klaksony!!! Czułam się jak podłączona do prądu i zdenerwowana nachalnym trąbieniem. Sprawy nie ułatwiał ok. 40 stopniowy upał i ogromna wilgotność powietrza. Choć tak jak wszędzie tak i tam spotykałam wspaniałych ludzi to jednak pozostał mi niesmak z powodu naciągactwa – jesteś biały płacisz więcej. Wietnamczycy zawyżają ceny namiętnie – zdaje się maja to we krwi. Z Wietnamu zapamiętam też wielkie, komunistyczne transparenty z cyklu „Budujemy nowy dom” i rozlegające się z megafonów śpiewy i gadanie długo przed świtem. Zapracowanych w świątek-piątek, pędzących gdzieś ciągle ludzi.

    Azja w mojej pamięci to obezwładniający upał, rzadziej szczękanie zębami z zimna, pola ryżowe w kolorze świeżej zieleni., palmy, ananasy i duriany, buddyjskie świątynie, przełęcze ponad 4000 n.p.m i błękit morza. Namiot, chatki z trzciny i betonowe metropolie. A przede wszystkim mili, łagodni i uśmiechnięci, pozbawieni agresji ludzie. Zobaczyłam tylko niewielką część a chciałabym więcej. Jak wyjdzie zadecyduję bardzo wkrótce. Zaglądajcie!

    Praktyczne aspekty podróżowania po Azi Południowo-Wschodniej znajdziecie w osobnym wpisie.

    31 lipiec 2015 18 comments
    1 FacebookEmail
  • AzjaFilipiny

    Wioska Concepcion, potajfunowe zniszczenia i apel

    by Ewcyna 4 styczeń 2014
    by Ewcyna 4 styczeń 2014

    Według naszej jazdy można regulować zegarki powiedziała Zocha. Jeśli jest południe i żar leje się z nieba to niechybnie jesteśmy na rowerach! Rzeczywiście coś w tym jest. Cały poranek spędziłyśmy na kombinacjach…

    0 FacebookEmail
Ewa Świderska Ewcyna
Fot. Mateusz Skwarczek/Agencja Gazeta

Witaj na moim blogu! To strona o podróżowaniu solo rowerem w damskim wydaniu i życiu w drodze. Poznaję i opisuję świat, innych i siebie. Nieco więcej o mnie znajdziesz tutaj. Jeśli chcesz mi wirtualnie towarzyszyć - zapraszam!

Wesprzyj moją podróż

Lubisz moje wpisy, uważasz, że są przydatne i masz ochotę wesprzeć moją podróż? Z każdą złotówką mogę więcej. Postaw kawę lub kliknij guzik "donate". Dziękuję!
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Częściej kręcę na fejsbuku – zajrzyj!

https://www.facebook.com/Ewcyna-217095148465193/

Gdzie jestem?

Click to open a larger map

Instagram

Feel like cycling the Italian seacoast? Let me tak Feel like cycling the Italian seacoast?
Let me take you to Riviera dei Fiori in Liguria - the Ciclabile dei Fiori is pure magic!.
This beautiful 27-kilometer cycle path overlooking the sea was built on an old railway track - it connects San Lorenzo al Mare and Ospedaletti, just by the French border, breathing new life into the historic railway route between Imperia and Ventimiglia.
There’s something incredibly calming about riding along a quiet, peaceful trail, with the sound of the sea on one side and the mountains on the other. No distractions—just you, the open road, and the warm Mediterranean breeze.
It's one of 2 real longer seacoast cycleways in Italy, know the other one?
.
.
.
.
.
#SoloTravel #BikeTravel #WomenWhoBike #bikeinspirations #RivieraDeiFiori #CyclingItaly #NomadLife #SunshineAndSea #WomenWhoExplore #ItalyByBike #CyclingAdventures #ciclabiledeifiori #MountainToSea #Wanderlust #CyclingNomad #liguria #rowerem #narowerze #outsideisfree
#PodróżeSolo #RoweremPoWłoszech #KobietaNaRowerze #RivieraDeiFiori #WłoskieMorze #SłońceIMorze #Nomadka #WłoskiePrzygody #RowerowaPodróż #PodróżBezPośpiechu #RoweremPoŚwiecie #bikeblogger
I would like the world to always look like it does I would like the world to always look like it does after the rain. It would have clear contours and vivid colors, maybe a cloud or two in the blue sky for decoration. A light breeze would cool my face, and my body would not have to pour out excess sweat. But this paradise, when it comes, usually ends around noon, when the clouds, collected from the humidity, slowly gather over the horizon and you are again gasping for air like a fish, sweat is pouring into your underwear. Then it's time to stop for a siesta.

I've spent 1,5 months in northern Italy this year, making loops and coming back.. saw just road bikers and ebike cyclists so my luggage, which as you know is my home, was a reason for some to stop me and chat.

What 's the most beautiful cycling route in Italy? The Lunga via delle Dolomiti – Great Dolomite Trail, without a doubt! 
It is one of the most rewarding two-wheeled crossings of the entire Alpine arc: you pedal surrounded by some of the peaks recognized by UNESCO as World Heritage Sites. The itinerary follows the route of the railway built during the First World War and decommissioned in the 60ies. 
Come after the rain for the best views!

If my way of life, information and photos inspire you, you might consider support me - the link in my bio. Thank you!
.
.
.
.
#veneto #dolomites #dolomiti #WomenWhoCycle #shetravels #cyclingitaly #bikeblogger #solotravel #outdoorwomen #narower #cyclinglife #inbici #travelbike #podróżerowerem #outsideisfree #biketouring #rowerem #roweremprzezświat #polskieblogipodroznicze #lifeontheroad #cyclingeurope #cyclingitaly #biketouring
The #Valsugana cycle path between #Trentino and Ve The #Valsugana cycle path between #Trentino and Veneto provinces was one of my favorites when cycling Italy this year. I came back there twice. It connects Lake Caldonazzo with Bassano del Grappa - it's mostly separated from traffic, 80 km long ciclovia along Brenta river, which originates right here from the lakes of Levico and Caldonazzo and then flows into the Venice lagoon after 175 km. It has always been an important communication route from the mountains to the sea, the Adriatic, the Via Claudia Augusta Altinate, a place of passage and meeting between the Germanic and Latin peoples. It forms one branch of #viaclaudiaaugusta cycle path. You can get there easily by local train but beware - the path is blocked close to Cismon by fallen rocks and the best way to pass is yes, taking a train. 
Due to great quality you can just speed up but the best is to stop and enjoy the small towns you pass by - like #Bassano del Grappa or #Valstagna. The views in the valley are breathing. 
.
.
.
.
#trentinodascoprire #bikelife #cyclingitaly #bikeblogger #bikeinspirations #italiainbici #solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #inbici #travelbike #outdoor #podróżerowerem #outsideisfree #solowomancycling #solotraveller #biketouring #rowerem #onmybike #roweremprzezświat #polskieblogipodróżnicze #lifeontheroad
This year I've spent 5 months exploring Italy by b This year I've spent 5 months exploring Italy by bicycle. Not bad, huh? Cycled partly or fully more than 30 routes in most provinces. It's hard to say which one I've enjoyed most.. definitely though the rule that it's the hills or mountains that do the job in the landscape (while you do the job pushing) applies everywhere. It was my first time in the Dolomites and the beauty around was breathtaking. 
While putting together the information from this journey I will be posting now here on Instagram some pictures.. tbc
.
.
.
.
#trentino #soprabolzano #trentinodascoprire #dolomiti #dolomity #trentinoaltoadige #travelnature #bikelife #cyclingitaly #bikeinspirations #italiainbici
#solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #inbici #travelbike #podróżerowerem #outsideisfree #solowomancycling #solopodróż #solotraveller #biketouring #rowerem #rowerowapodróż #onmybike #polskieblogipodróżnicze #lifeontheroad
When I thought nothing can beat Sicily (joke) I di When I thought nothing can beat Sicily (joke) I directed my two wheels to the Calabria mountains. I've had it in mind for a long time but attempted with a lot of worry if I manage to cycle (and push through) at least a bit of 545 km Ciclovia dei Parchi della Calabria - Calabria Parks Cycle Route that crosses 4 national parks on top of the hills. The reason is - I love nature and silence and even though the coast is spectacular, you share road with many cars. Not my thing at all. 
But The Parks Cycle Path is difficult. Requires lots of effort. More than 12000 metres of climbing but yes, descending too. Oh man!! 
But you know what.. I don't need to be quick. Most days I've cycled like 40 km a day. I've done some detours and completed some 70-80 % of the length - jeeeez, I don't remember when I pushed that hard. Rewarded with serene forests, plains, meadows, silence though. Great people that are both surprised and happy to see a foreigner in their villages. 
Met very few cyclists but maybe not a season yet. All of them bikepack, I have been the only one (very) fully loaded. Maybe the first Polish cyclist here? 
Today I will (most probably) cycle down to the coast but already planning detouring Inland of Italian boot when following north. That's when authenticity is. 
.
.
.
.
#cicloviaparchicalabria #calabria #travelnature #bikelife #parcoaspromonte #parcopollino #parcosila #offthebeatentrack #cyclingitaly #bikeblogger #bikeinspirations #italiainbici 
#solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #inbici #travelbike #outdoorwomen #podróżerowerem #outsideisfree #solowomancycling #solopodróż #solotraveller #biketouring #rowerem #rowerowapodróż #polskieblogipodróżnicze #lifeontheroad
Wpis na Instagramie – 18002816936577222 Wpis na Instagramie – 18002816936577222
Central Sicily. Loneliness, sweat, fierce wind and Central Sicily. Loneliness, sweat, fierce wind and unbelievable beauty. Thank you God for places like this.
.
.
.
.
.
.
#siciliainbici #cicloturismo #offthebeatentrack #cyclingitaly #solo #bikeblogger #bikeinspirations #italiainbici
#solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #inbici #travelbike #outdoor #siciliainbici #podróżerowerem #outsideisfree #solowomancycling #solopodróż #solotraveller #biketouring #rowerem #rowerowapodróż #onmybike #roweremprzezświat #polskieblogipodróżnicze #lifeontheroad
#sipedala
..Want to spend a pleasant relaxing day, enjoying ..Want to spend a pleasant relaxing day, enjoying the peace and beauty that the landscapes of Western Sicily offer? the Marsala cycle path is what you are looking for!..
That's how the typical commercial would start but in this case I would second that. It wasn't even marked on my app (shame mapy.cz) so came with a surprise when I was cycling along the coast from Marsala to Trapani in western Sicily. The Stagnone cycle path is about 8 km long, but as it crosses the evocative landscape of the saline with its windmills, to multicolored tanks and the pretty islands of the Stagnone lagoon is to me one of the most beautiful cycling itineraries in Italy. And in April it was absolutely quiet. If it was a bit later in a year I would add a nice bath in the shallow water of lagoon having tens of flying kite's in view. Go there, especially at sunset!
.
.
.
.
.
#ciclabile #pistaciclabile #marsala #trapani #saline #cicloturismo #cyclingitaly #bikeblogger #goitaly #italiainbici #solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #travelblog #inbici #outdoor #siciliainbici #podróżerowerem #solowomancycling #solopodróż #solotraveller #biketouring #rowerem #rowerowapodróż #onmybike #roweremprzezświat #polskieblogipodróżnicze
Guess where was I the previous weekend?!! Yes! Guess where was I the previous weekend?!!  Yes!  - in Bologna, at the CYCLING TOURISM fair, i.e. Fiera del Cicloturismo!

I came there (flew) looking for Italian cycling inspirations, but also the desire to meet people who have a similar passion, take advantage of workshops and lectures.  I was very tempted to come here - for myself, but also for you. I don't know if I told you that I want to spend the next few weeks traveling around Italy to create a knowledge base about bicycle routes in this beautiful country?  So I say 🙃.

By a thousand coincidences I managed to get there and then I got lost seeing the endless options.. I've seen a lot in Italy, I've ridden many routes and beyond, but I didn't expect to see - on paper and virtually - such an offer for two-wheel travel enthusiasts.  Each region has several, a dozen, several dozen bicycle routes, of which I want to select the most important ones.  I also acquired some practical information  that will be useful to Poles.

Companies producing bicycles and organizing trips, as well as representatives of several foreign destinations, unfortunately without Poland, were also present at the fair.  What's more, probably the most important thing - lots of workshops on every topic you need, lectures, prizes - including separate prizes for women. 

See at least a little of it in the photos.  I would love to have a similar event in Poland!
Fiera del Cicloturismo - thank you for a great event.  It was worth it!
My bicycle and luggage was waiting for me near Marsala in Sicily, from where I went to traverse the island, but more about what happened earlier and later in the next episodes - usually on Ewcyna Facebook though. 
.
.
.
.
.
#fieradelcicloturismo #cicloturismo #cyclingitaly #bikeblogger #bikeinspirations #goitaly #italiainbici 
#solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #travelblog #inbici #travelbike #outdoor #siciliainbici #podróżerowerem #outsideisfree #solowomancycling #solopodróż #solotraveller #biketouring #rowerem #rowerowapodróż #onmybike #roweremprzezświat #cicloturismo #polskieblogipodróżnicze #lifeontheroad
Wczytaj więcej... Obserwuj na Instagramie

Subscribe to Blog via Email

Enter your email address to subscribe to this blog and receive notifications of new posts by email.

Wkrótce jadę do?

Polska!

Kategorie i tematy

Albania Armenia Azerbejdżan Azja Bez kategorii Bliski Wschód Bośnia Bułgaria Bułgaria rowerem Chiny Chorwacja Czarnogóra Czarnogóra/ Kosovo/ Macedonia/ Bułgaria Europa Filipiny Francja / Szwajcaria Grecja Gruzja Iran Japonia Jedwabny Szlak Kambodża Kaukaz Kirgistan Korea Południowa Laos Myanmar (Birma) Oman Polska Polska - Polska Wschodnia praktycznie PRZEMYŚLENIA Rumunia Serbia Tajlandia Turcja Ukraina Ukraina - Krym USA Uzbekistan Wietnam Węgry Włochy Włochy Zjednoczone Emiraty Arabskie

Ikony facebook, RSS, Mail

Archiwum

Zaglądam do

  • Bicycle.pl
  • WorldBiking.info
  • Cycling Duch Girl
  • Podróżerowerowe.info

Tagi

Azja rowerem Birma Birma rowerem Burma by bike China by bike Chiny Chiny rowerem cycling Burma cycling Japan cycling Korea cycling Laos cycling Myanmar cycling Philippines cycling USA ewcyna Filipiny rowerem Grecja rowerem Hokkaido Japan by bike Japonia Japonia rowerem Jedwabny Szlak Jedwabny Szlak rowerem Kambodża rowerem Kambodża rowerem. rowerem po Azji Kaukaz rowerem Korea rowerem Laos Laos by bike Laos rowerem Myanmar by bike not for speed Philippines by bike podróże rowerem Polska rowerem rowerem po Azji samotna podróż rowerem Tajlandia Tajlandia rowerem Urumczi USA rowerem uzbekistan rowerem Wietnam rowerem Włochy rowerem Xinjiang

  • Facebook
  • Instagram
  • Email
  • Rss

@2019 - All Right Reserved. Created by WP Doctor


Back To Top
Ewcyna
  • O mnie
  • Azja
    • Turcja
    • Kirgistan
    • Japonia
    • Filipiny
    • Myanmar (Birma)
    • Chiny
    • Korea Południowa
    • Tajlandia
    • Laos
    • Kambodża
    • Wietnam
    • Uzbekistan
  • Bliski Wschód
    • Zjednoczone Emiraty Arabskie
    • Oman
    • Iran
  • EUROPA
    • Bułgaria
    • Grecja
    • Włochy
    • Rumunia
    • Ukraina
      • Ukraina – Krym
    • Węgry
    • Francja / Szwajcaria
    • Czarnogóra/ Kosovo/ Macedonia/ Bułgaria
  • Kaukaz
    • Azerbejdżan
    • Gruzja
    • Armenia
  • Polska
  • USA
    • USA
  • PRAKTYCZNIK
    • Azja rowerem praktycznie
    • Niezbędnik czyli co mi się przydaje w podróży?
    • Transport roweru samolotem – jak to ogarniam? Moje doświadczenia
    • Przewóz roweru autobusem Flixbus – poradnik
    • This is a men’s world.. czy kobieta w samotnej podróży musi się bać?
    • Odzież zimowa na rower – co się sprawdza?
    • Sandały do turystyki rowerowej – Teva, Keen, Source, Shimano.. jakie wybrać?
    • Sprzęt i akcesoria w podróży rowerem – co mi się przydaje?
    • Rowerem w świat – poradnik dla kobiet
    • Warmshowers – gościnność w podróży rowerem
    • USA
    • Japonia praktycznie
    • Birma (Myanmar)
  • Podróże
  • WSPÓŁPRACA
  • WYDARZENIA
  • MEDIA
 

Loading Comments...