• English
  • Polski
Ewcyna
Banner
  • O mnie
  • Azja
    • Turcja
    • Kirgistan
    • Japonia
    • Filipiny
    • Myanmar (Birma)
    • Chiny
    • Korea Południowa
    • Tajlandia
    • Laos
    • Kambodża
    • Wietnam
    • Uzbekistan
  • Bliski Wschód
    • Zjednoczone Emiraty Arabskie
    • Oman
    • Iran
  • EUROPA
    • Bułgaria
    • Grecja
    • Włochy
    • Rumunia
    • Ukraina
      • Ukraina – Krym
    • Węgry
    • Francja / Szwajcaria
    • Czarnogóra/ Kosovo/ Macedonia/ Bułgaria
  • Kaukaz
    • Azerbejdżan
    • Gruzja
    • Armenia
  • Polska
  • USA
    • USA
  • PRAKTYCZNIK
    • Azja rowerem praktycznie
    • Niezbędnik czyli co mi się przydaje w podróży?
    • Transport roweru samolotem – jak to ogarniam? Moje doświadczenia
    • Przewóz roweru autobusem Flixbus – poradnik
    • This is a men’s world.. czy kobieta w samotnej podróży musi się bać?
    • Odzież zimowa na rower – co się sprawdza?
    • Sandały do turystyki rowerowej – Teva, Keen, Source, Shimano.. jakie wybrać?
    • Sprzęt i akcesoria w podróży rowerem – co mi się przydaje?
    • Rowerem w świat – poradnik dla kobiet
    • Warmshowers – gościnność w podróży rowerem
    • USA
    • Japonia praktycznie
    • Birma (Myanmar)
  • Podróże
  • WSPÓŁPRACA
  • WYDARZENIA
  • MEDIA
Tag:

cycling Cambodia

    AzjaKambodża

    Jak zostałam „Bajbajem”

    by Ewcyna 3 styczeń 2015
    written by Ewcyna
    Kambodża

    Piłaś już kawę z kardamonem? spytała kiedyś Wiola. Pycha! dodała i następnego dnia na spróbowanie dostałam od niej paczuszkę nasion tej egzotycznej przyprawy. Gotujesz kawę z nasionami i jak lubisz też z cukrem. Rozgrzewa a jak przy tym pachnie! – zachwalała i muszę powiedzieć, że nie było w tym grama przesady. Przez następne zimowe tygodnie gotowałam sobie co rano kawę z kardamonem, który nadaje napojom nieco ostry cytrynowo-goździkowo-imbirowy aromat.

    Po wjeździe do Kambodży najbardziej na południe położonym przejściem granicznym z Tajlandią w Hat Lek przywitał mnie Las Kardamonowy. O pardon. Najpierw na granicy przywitało mnie trzech oficjeli w mrocznym pokoju, w którym to odbywał się proces wyrabiania wizy. Procesowi temu towarzyszył proces obłupiania bardziej lub mniej świadomych tego turystów z nadmiaru gotówki za tą właśnie wizę. Przebitka już cokolwiek bezczelna, bo zamiast obowiązujących 30 USD żądają ponad 40. Ponieważ ja byłam bardziej uświadomiona, obłupiono mnie mniej, ale i tak obłupiono i było to mało przyjemne doświadczenie rozpoczynające moją podróż w Królestwie Kambodży.

    Las Kardamonowy jednakże był już miłym doświadczeniem. To położony w zachodnio-południowym zakątku tego głównie równinnego kraju pas tropikalnych lasów deszczowych, dzikiej dżungli porastającej łagodne zbocza gór. Łagodne jak łagodne, powiedziałby każdy przejeżdżający tędy cyklista, z którego spływają siódme poty.. Droga jest dość wymagająca, jeden pagórek rozpoczyna drugi, ale nawierzchnia jest dobrej jakości a cisza zakłócana jedynie dochodzącymi dźwiękami z dżungli (co to za piski!!??) wynagradza wysiłek włożony w ich pokonanie. Wioski a tym samym sklepy położone są co mniej więcej 40 km, i to w zasadzie jedyne miejsca, gdzie można coś kupić i odpocząć. Na całej długości drogi tj. ok. 150 km nie ma ani jednej wiaty, w której można by schronić się przed prażącym słońcem.

    Niestety nie widziałam rosnącego tam kardamonu, choć wiem, że jest tam uprawiany. Słonie, choć o ich obecności informują przydrogowe tablice, też nie zechciały wyjść z dżungli i obtrąbić radośnie mojego przybycia w ten zakątek ziemi. Chciałby człowiek może trochę wejść i dotknąć tej dżungli, przysiąść na jej skraju, ale ustawione 5 metrów od drogi tablice ostrzegające przed minami chłodzą wszelkie zapały. Miny, którymi naszpikowano ten teren w czasach kambodżańskiej wojny domowej w latach 70-tych miały uniemożliwić ludziom ukrycie się w lesie i przedostanie do Tajlandii. Las Kardamonowy to także ostatnia ostoja Czerwonych Khmerów, którzy chronili się tutaj do początku lat 90-tych. Podobno las oczyszczono z min, ale ta smutna spuścizna czasów Pol Pota wydaje się że pozostanie tu jeszcze kto wie jak długo.

    Dzięki wysiłkom organizacji międzynarodowych Las Kardamonowy póki co jest chroniony przed zakusami budowniczych z Wietnamu i Chin, lokalna ludność angażowana jest w aktywności związane z ekoturystyką – dzięki temu chociażby jedną noc spędzam w kambodżańskim domu korzystając z homestayu za całe 2,5 dolara. Można tu zatrzymać się na dłużej, iść na trekking który podobno jest o niebo lepszy od tych oferowanych w Tajlandii, popływać kajakiem, odpocząć przy wodospadzie. No ja nie jestem trekkingową bestią i decyduję się jechać dalej, ale polecam tą opcję innym przybywającym w te strony.

    Dużo czytałam i słyszałam o marnej jakości dróg i infrastruktury w Kambodży, ale i tak chcę zobaczyć tu kilka miejsc więc jestem. Myślałam, że po odwiedzeniu już kilku azjatyckich krajów niewiele mnie zdziwi.. a jednak myliłam się!

    Po trzech dniach drogi przez dżunglę docieram do jednej z dróg głównych i dostaję obuchem w łeb. Choć pokryta asfaltem, droga nr 4 jest wąska, za wąska by pomieścić wszystkie jadące tamtędy pojazdy. Jadą na pełnym gazie, trąbią i wymijają na potęgę. Początkowo, słysząc trąbienie próbuję wychowywać kierowców pokazując, ze mają mnie wyprzedzić. To działało czasem gdzie indziej, ale nie działa tutaj. Tu trąbienie staje się natarczywe i obserwując innych orientuję się, że ciężarówki i vany w zasadzie i tak robią łaskę, że trąbią oznajmiając swoją obecność. Tobie, puchu marny na rowerze tak jak innym puchom marnym na dwukółkach pozostaje jedynie szybki zeskok z asfaltu na położony jakieś 15 cm niżej pas czerwonego piachu. Hopsasa! Taki motocross w czystej postaci, szkoda ze nie poćwiczyłam wcześniej w rodzinnym mieście na tamtejszym torze – byłoby jak znalazł. No i jakieś resory by się przydały.

    Żarty żartami, ale kiedy w momencie, gdy właśnie mam uskoczyć w bok mija mnie z pełną prędkością jadący poboczem samochód osobowy (czyli mijają mnie dwa jadące w tą samą stronę z obu stron) staję i muszę głębiej odetchnąć. Z jednej strony mam ochotę go dogonić, wyciągnąć za ten bezmyślny łeb z samochodu i przyłożyć z pięści, a z drugiej mam jedynie chęć się rozryczeć. Mogę tylko dziękować Opatrzności, że i tym razem miała mnie w swojej opiece.

    Gdy docieram do nadmorskiej miejscowości Sihanoukville jestem ledwo przytomna i pełna wątpliwości, czy uda mi się w ogóle przejechać Kambodżę. Kilka dni na miejscu pomaga w odzyskaniu sił, ale jestem pewna, ze godzina ponownie na drodze mi je odbierze. Na razie wciąż odpoczywam, bo przyjdzie mi teraz pożegnać się z morzem na długie tygodnie.

    Sihanoukville to dość młode, bo powstało w latach 60-tych, miasto portowe. Samo w sobie jest raczej nieciekawe i jak prawie wszystko tutaj brudne, pokryte kurzem i stertami walających się śmieci, ma jednak jedno największe bogactwo – plaże. Jest ich tutaj kilka, większych i mniejszych, dla bogatych i dla biednych, bardziej lub mniej zatłoczonych. Przy części z nich pobudowano drogie resorty i hotele, podrasowano obejście palmami i zamieciono chodniki. Druga, większa część z nich to mekka lokalsów i backpackersów – pokryte strzechą bungalowy, leniwie przechadzający się ludzie w rozmemłanym plażowym stroju i mniej lub bardziej rozciągniętych gaciach czy też mniej lub bardziej odsłoniętych bikini. Klimat ogólnego lenistwa i nicnierobienia przerywany niezbyt głośną muzyką w barach, dźwiękiem jadącego tuk tuka tudzież warkotem wyciskanej mechanicznie na przydrożnym straganie trzciny cukrowej. Często nowo pobudowane hotele graniczą z bieda-domami ludzi a hałdy śmieci leżą tuz pod nowobogackim płotem.

    Nie mieszkam na plaży. Gdy ledwie powłócząc nogami i kołami dobrze już po zmroku dotarłam do miasta choć się rozglądam nie widzę jeszcze żadnego guesthousu, za to znajduję na mapie kościół i tam się kieruję. Nie ma problemu z tym, żebym przenocowała w domu gościnnym. Z jednego dnia robi się kilka i nie próbuję nawet przemieścić się do wypełnionego noclegowniami, ale ogłupiającego hałasem centrum. Niektórym może wydać się, ze moja podróż robi się zanadto „kościółkowa”, ale dla mnie to bez znaczenia. Gdzie mogę spotkać tak ciekawych ludzi, z którymi porozmawiam (popularniejszy jest język francuski), którzy opowiedzą mi trochę o życiu tutaj, o kraju kiedyś i teraz? Spotykam tu trzech księży trzech narodowości – Khmer, Birmańczyk i Francuz, codziennie przyjeżdża tez ktoś nowy by przenocować – wolontariusze z organizacji NGO, siostry zakonne pracujące z lokalną ludnością. Jest Jeanny z Francji, która jest wolontariuszką w organizacji, zajmującej się ekologią.

    No właśnie – ekologia. To termin raczej wszystkim obcy.. Rozmawiamy o tym. Te tony śmieci przy drogach to zachowania ludzkie wynikające po części z braku edukacji w tym względzie a po części z nicnierobienia władz, które śmieci nie sprzątają. Ogromnym problemem jest woda, kanalizacja praktycznie nie istnieje, gdy pytam gdzie mogę umyć ręce wskazuje mi się beczke z prawdopodnie deszczówką. Oby to była deszczówka, bo widzę często, jak ludzie napełniają baniaki wodą z przydrożnego bajora. W tym samym bajorze moczą się woły błotne razem z kilkorgiem radośnie pluskających się dzieci. Postanawiam kupować też wodę nie tylko do picia, ale czasem też do mycia.

    Kilka dni wcześniej nocuję rozkładając namiot w przydrożnej wiosce. Ludzie życzliwi, ktoś przywozi wodę do mycia, zapewnia, że jest bezpiecznie i nawet wygląda na to, że chce tu nocować w pomieszczeniu obok. Pomiędzy godziną 18tą a 20-tą wioska jeszcze funkcjonuje, slychać głosy, chyba gdzieś gra telewizor.. potem prąd jest wyłączany i zapada mrok. Mrok jak oko wykol choć rozświetlany blaskiem pełni księżyca. Mrok, jaki znam, ale z odludnych miejsc a nie środka sporej wioski. To dla mnie inny mrok. Tak samo jak w Laosie w sklepikach nie dostanę tu chociażby lodów – lody muszą być zamrożone a tu produkty, glównie napoje chłodzi się dowożonym raz dziennie lodem. Wschód i zachód słońca wyznacza rytm dnia – niby wszędzie tak jest, ale uświadamiam sobie jak bardzo dostęp do elektryczności nam ten dzień przedłuża. Tu ludzie chodzą spać wcześnie i wstają gdy dnieje.

    W mieście jest podobnie. Jazda dużą ulicą rozświetlaną jedynie reflekorem samochodów nie należy do przyjemności.

    A w ilości pozdrawiających „bajbajów” i „hellołów” na godzinę dzieci w Kambodży są absolutnie bezkonkurencyjne. „Bajbaaaaaj! Bajbaaaaaaj” tudzież „Hellooooo!!!” to podawane z ust do ust pozdrowienie atakuje mnie codziennie z dziesiątek małych gardeł, gdy przejeżdżam przez wioski. Jest to bardzo miłe, szczere i radosne i do południa jeszcze dobrze mi idzie odmachiwanie, ale potem zwyczajnie nie mam już siły odpowiadać. Mam wrażenie, że jeszcze jedno „Bajbaj” i padnę na twarz. Czasem w takim nieodpowiedzianym przeze mnie „bajbaju” wyczuwam złość – dlaczego nie odpowiadasz przybyszu na rowerze? Przciecież do Ciebie wołam! „Baaaaj baaaaaj!!!”

    Od dziś mówcie do mnie „Bajbaju”.

    3 styczeń 2015 13 comments
    0 FacebookEmail
  • AzjaKambodża

    Angkor o wielu obliczach

    by Ewcyna 8 luty 2015
    by Ewcyna 8 luty 2015

    Turystka z Chin z zadowoleniem łapie kamień i pozuje do zdjęcia. Po chwili to samo robią zataczając się ze śmiechu jej koleżanki. Kamień jest spory i wygląda na kawałek świątynnej rzeźby. Ubaw…

    0 FacebookEmail
Ewa Świderska Ewcyna
Fot. Mateusz Skwarczek/Agencja Gazeta

Witaj na moim blogu! To strona o podróżowaniu solo rowerem w damskim wydaniu i życiu w drodze. Poznaję i opisuję świat, innych i siebie. Nieco więcej o mnie znajdziesz tutaj. Jeśli chcesz mi wirtualnie towarzyszyć - zapraszam!

Wesprzyj moją podróż

Lubisz moje wpisy, uważasz, że są przydatne i masz ochotę wesprzeć moją podróż? Z każdą złotówką mogę więcej. Postaw kawę lub kliknij guzik "donate". Dziękuję!
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Częściej kręcę na fejsbuku – zajrzyj!

https://www.facebook.com/Ewcyna-217095148465193/

Gdzie jestem?

Click to open a larger map

Instagram

Feel like cycling the Italian seacoast? Let me tak Feel like cycling the Italian seacoast?
Let me take you to Riviera dei Fiori in Liguria - the Ciclabile dei Fiori is pure magic!.
This beautiful 27-kilometer cycle path overlooking the sea was built on an old railway track - it connects San Lorenzo al Mare and Ospedaletti, just by the French border, breathing new life into the historic railway route between Imperia and Ventimiglia.
There’s something incredibly calming about riding along a quiet, peaceful trail, with the sound of the sea on one side and the mountains on the other. No distractions—just you, the open road, and the warm Mediterranean breeze.
It's one of 2 real longer seacoast cycleways in Italy, know the other one?
.
.
.
.
.
#SoloTravel #BikeTravel #WomenWhoBike #bikeinspirations #RivieraDeiFiori #CyclingItaly #NomadLife #SunshineAndSea #WomenWhoExplore #ItalyByBike #CyclingAdventures #ciclabiledeifiori #MountainToSea #Wanderlust #CyclingNomad #liguria #rowerem #narowerze #outsideisfree
#PodróżeSolo #RoweremPoWłoszech #KobietaNaRowerze #RivieraDeiFiori #WłoskieMorze #SłońceIMorze #Nomadka #WłoskiePrzygody #RowerowaPodróż #PodróżBezPośpiechu #RoweremPoŚwiecie #bikeblogger
I would like the world to always look like it does I would like the world to always look like it does after the rain. It would have clear contours and vivid colors, maybe a cloud or two in the blue sky for decoration. A light breeze would cool my face, and my body would not have to pour out excess sweat. But this paradise, when it comes, usually ends around noon, when the clouds, collected from the humidity, slowly gather over the horizon and you are again gasping for air like a fish, sweat is pouring into your underwear. Then it's time to stop for a siesta.

I've spent 1,5 months in northern Italy this year, making loops and coming back.. saw just road bikers and ebike cyclists so my luggage, which as you know is my home, was a reason for some to stop me and chat.

What 's the most beautiful cycling route in Italy? The Lunga via delle Dolomiti – Great Dolomite Trail, without a doubt! 
It is one of the most rewarding two-wheeled crossings of the entire Alpine arc: you pedal surrounded by some of the peaks recognized by UNESCO as World Heritage Sites. The itinerary follows the route of the railway built during the First World War and decommissioned in the 60ies. 
Come after the rain for the best views!

If my way of life, information and photos inspire you, you might consider support me - the link in my bio. Thank you!
.
.
.
.
#veneto #dolomites #dolomiti #WomenWhoCycle #shetravels #cyclingitaly #bikeblogger #solotravel #outdoorwomen #narower #cyclinglife #inbici #travelbike #podróżerowerem #outsideisfree #biketouring #rowerem #roweremprzezświat #polskieblogipodroznicze #lifeontheroad #cyclingeurope #cyclingitaly #biketouring
The #Valsugana cycle path between #Trentino and Ve The #Valsugana cycle path between #Trentino and Veneto provinces was one of my favorites when cycling Italy this year. I came back there twice. It connects Lake Caldonazzo with Bassano del Grappa - it's mostly separated from traffic, 80 km long ciclovia along Brenta river, which originates right here from the lakes of Levico and Caldonazzo and then flows into the Venice lagoon after 175 km. It has always been an important communication route from the mountains to the sea, the Adriatic, the Via Claudia Augusta Altinate, a place of passage and meeting between the Germanic and Latin peoples. It forms one branch of #viaclaudiaaugusta cycle path. You can get there easily by local train but beware - the path is blocked close to Cismon by fallen rocks and the best way to pass is yes, taking a train. 
Due to great quality you can just speed up but the best is to stop and enjoy the small towns you pass by - like #Bassano del Grappa or #Valstagna. The views in the valley are breathing. 
.
.
.
.
#trentinodascoprire #bikelife #cyclingitaly #bikeblogger #bikeinspirations #italiainbici #solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #inbici #travelbike #outdoor #podróżerowerem #outsideisfree #solowomancycling #solotraveller #biketouring #rowerem #onmybike #roweremprzezświat #polskieblogipodróżnicze #lifeontheroad
This year I've spent 5 months exploring Italy by b This year I've spent 5 months exploring Italy by bicycle. Not bad, huh? Cycled partly or fully more than 30 routes in most provinces. It's hard to say which one I've enjoyed most.. definitely though the rule that it's the hills or mountains that do the job in the landscape (while you do the job pushing) applies everywhere. It was my first time in the Dolomites and the beauty around was breathtaking. 
While putting together the information from this journey I will be posting now here on Instagram some pictures.. tbc
.
.
.
.
#trentino #soprabolzano #trentinodascoprire #dolomiti #dolomity #trentinoaltoadige #travelnature #bikelife #cyclingitaly #bikeinspirations #italiainbici
#solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #inbici #travelbike #podróżerowerem #outsideisfree #solowomancycling #solopodróż #solotraveller #biketouring #rowerem #rowerowapodróż #onmybike #polskieblogipodróżnicze #lifeontheroad
When I thought nothing can beat Sicily (joke) I di When I thought nothing can beat Sicily (joke) I directed my two wheels to the Calabria mountains. I've had it in mind for a long time but attempted with a lot of worry if I manage to cycle (and push through) at least a bit of 545 km Ciclovia dei Parchi della Calabria - Calabria Parks Cycle Route that crosses 4 national parks on top of the hills. The reason is - I love nature and silence and even though the coast is spectacular, you share road with many cars. Not my thing at all. 
But The Parks Cycle Path is difficult. Requires lots of effort. More than 12000 metres of climbing but yes, descending too. Oh man!! 
But you know what.. I don't need to be quick. Most days I've cycled like 40 km a day. I've done some detours and completed some 70-80 % of the length - jeeeez, I don't remember when I pushed that hard. Rewarded with serene forests, plains, meadows, silence though. Great people that are both surprised and happy to see a foreigner in their villages. 
Met very few cyclists but maybe not a season yet. All of them bikepack, I have been the only one (very) fully loaded. Maybe the first Polish cyclist here? 
Today I will (most probably) cycle down to the coast but already planning detouring Inland of Italian boot when following north. That's when authenticity is. 
.
.
.
.
#cicloviaparchicalabria #calabria #travelnature #bikelife #parcoaspromonte #parcopollino #parcosila #offthebeatentrack #cyclingitaly #bikeblogger #bikeinspirations #italiainbici 
#solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #inbici #travelbike #outdoorwomen #podróżerowerem #outsideisfree #solowomancycling #solopodróż #solotraveller #biketouring #rowerem #rowerowapodróż #polskieblogipodróżnicze #lifeontheroad
Wpis na Instagramie – 18002816936577222 Wpis na Instagramie – 18002816936577222
Central Sicily. Loneliness, sweat, fierce wind and Central Sicily. Loneliness, sweat, fierce wind and unbelievable beauty. Thank you God for places like this.
.
.
.
.
.
.
#siciliainbici #cicloturismo #offthebeatentrack #cyclingitaly #solo #bikeblogger #bikeinspirations #italiainbici
#solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #inbici #travelbike #outdoor #siciliainbici #podróżerowerem #outsideisfree #solowomancycling #solopodróż #solotraveller #biketouring #rowerem #rowerowapodróż #onmybike #roweremprzezświat #polskieblogipodróżnicze #lifeontheroad
#sipedala
..Want to spend a pleasant relaxing day, enjoying ..Want to spend a pleasant relaxing day, enjoying the peace and beauty that the landscapes of Western Sicily offer? the Marsala cycle path is what you are looking for!..
That's how the typical commercial would start but in this case I would second that. It wasn't even marked on my app (shame mapy.cz) so came with a surprise when I was cycling along the coast from Marsala to Trapani in western Sicily. The Stagnone cycle path is about 8 km long, but as it crosses the evocative landscape of the saline with its windmills, to multicolored tanks and the pretty islands of the Stagnone lagoon is to me one of the most beautiful cycling itineraries in Italy. And in April it was absolutely quiet. If it was a bit later in a year I would add a nice bath in the shallow water of lagoon having tens of flying kite's in view. Go there, especially at sunset!
.
.
.
.
.
#ciclabile #pistaciclabile #marsala #trapani #saline #cicloturismo #cyclingitaly #bikeblogger #goitaly #italiainbici #solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #travelblog #inbici #outdoor #siciliainbici #podróżerowerem #solowomancycling #solopodróż #solotraveller #biketouring #rowerem #rowerowapodróż #onmybike #roweremprzezświat #polskieblogipodróżnicze
Guess where was I the previous weekend?!! Yes! Guess where was I the previous weekend?!!  Yes!  - in Bologna, at the CYCLING TOURISM fair, i.e. Fiera del Cicloturismo!

I came there (flew) looking for Italian cycling inspirations, but also the desire to meet people who have a similar passion, take advantage of workshops and lectures.  I was very tempted to come here - for myself, but also for you. I don't know if I told you that I want to spend the next few weeks traveling around Italy to create a knowledge base about bicycle routes in this beautiful country?  So I say 🙃.

By a thousand coincidences I managed to get there and then I got lost seeing the endless options.. I've seen a lot in Italy, I've ridden many routes and beyond, but I didn't expect to see - on paper and virtually - such an offer for two-wheel travel enthusiasts.  Each region has several, a dozen, several dozen bicycle routes, of which I want to select the most important ones.  I also acquired some practical information  that will be useful to Poles.

Companies producing bicycles and organizing trips, as well as representatives of several foreign destinations, unfortunately without Poland, were also present at the fair.  What's more, probably the most important thing - lots of workshops on every topic you need, lectures, prizes - including separate prizes for women. 

See at least a little of it in the photos.  I would love to have a similar event in Poland!
Fiera del Cicloturismo - thank you for a great event.  It was worth it!
My bicycle and luggage was waiting for me near Marsala in Sicily, from where I went to traverse the island, but more about what happened earlier and later in the next episodes - usually on Ewcyna Facebook though. 
.
.
.
.
.
#fieradelcicloturismo #cicloturismo #cyclingitaly #bikeblogger #bikeinspirations #goitaly #italiainbici 
#solotravel #cyclingnomad #travelblogger #outdoorwomen #narower #cyclinglife #travelblog #inbici #travelbike #outdoor #siciliainbici #podróżerowerem #outsideisfree #solowomancycling #solopodróż #solotraveller #biketouring #rowerem #rowerowapodróż #onmybike #roweremprzezświat #cicloturismo #polskieblogipodróżnicze #lifeontheroad
Wczytaj więcej... Obserwuj na Instagramie

Subscribe to Blog via Email

Enter your email address to subscribe to this blog and receive notifications of new posts by email.

Wkrótce jadę do?

Polska!

Kategorie i tematy

Albania Armenia Azerbejdżan Azja Bez kategorii Bliski Wschód Bośnia Bułgaria Bułgaria rowerem Chiny Chorwacja Czarnogóra Czarnogóra/ Kosovo/ Macedonia/ Bułgaria Europa Filipiny Francja / Szwajcaria Grecja Gruzja Iran Japonia Jedwabny Szlak Kambodża Kaukaz Kirgistan Korea Południowa Laos Myanmar (Birma) Oman Polska Polska - Polska Wschodnia praktycznie PRZEMYŚLENIA Rumunia Serbia Tajlandia Turcja Ukraina Ukraina - Krym USA Uzbekistan Wietnam Węgry Włochy Włochy Zjednoczone Emiraty Arabskie

Ikony facebook, RSS, Mail

Archiwum

Zaglądam do

  • Bicycle.pl
  • WorldBiking.info
  • Cycling Duch Girl
  • Podróżerowerowe.info

Tagi

Azja rowerem Birma Birma rowerem Burma by bike China by bike Chiny Chiny rowerem cycling Burma cycling Japan cycling Korea cycling Laos cycling Myanmar cycling Philippines cycling USA ewcyna Filipiny rowerem Grecja rowerem Hokkaido Japan by bike Japonia Japonia rowerem Jedwabny Szlak Jedwabny Szlak rowerem Kambodża rowerem Kambodża rowerem. rowerem po Azji Kaukaz rowerem Korea rowerem Laos Laos by bike Laos rowerem Myanmar by bike not for speed Philippines by bike podróże rowerem Polska rowerem rowerem po Azji samotna podróż rowerem Tajlandia Tajlandia rowerem Urumczi USA rowerem uzbekistan rowerem Wietnam rowerem Włochy rowerem Xinjiang

  • Facebook
  • Instagram
  • Email
  • Rss

@2019 - All Right Reserved. Created by WP Doctor


Back To Top
Ewcyna
  • O mnie
  • Azja
    • Turcja
    • Kirgistan
    • Japonia
    • Filipiny
    • Myanmar (Birma)
    • Chiny
    • Korea Południowa
    • Tajlandia
    • Laos
    • Kambodża
    • Wietnam
    • Uzbekistan
  • Bliski Wschód
    • Zjednoczone Emiraty Arabskie
    • Oman
    • Iran
  • EUROPA
    • Bułgaria
    • Grecja
    • Włochy
    • Rumunia
    • Ukraina
      • Ukraina – Krym
    • Węgry
    • Francja / Szwajcaria
    • Czarnogóra/ Kosovo/ Macedonia/ Bułgaria
  • Kaukaz
    • Azerbejdżan
    • Gruzja
    • Armenia
  • Polska
  • USA
    • USA
  • PRAKTYCZNIK
    • Azja rowerem praktycznie
    • Niezbędnik czyli co mi się przydaje w podróży?
    • Transport roweru samolotem – jak to ogarniam? Moje doświadczenia
    • Przewóz roweru autobusem Flixbus – poradnik
    • This is a men’s world.. czy kobieta w samotnej podróży musi się bać?
    • Odzież zimowa na rower – co się sprawdza?
    • Sandały do turystyki rowerowej – Teva, Keen, Source, Shimano.. jakie wybrać?
    • Sprzęt i akcesoria w podróży rowerem – co mi się przydaje?
    • Rowerem w świat – poradnik dla kobiet
    • Warmshowers – gościnność w podróży rowerem
    • USA
    • Japonia praktycznie
    • Birma (Myanmar)
  • Podróże
  • WSPÓŁPRACA
  • WYDARZENIA
  • MEDIA