To nie była łatwa decyzja. W zasadzie to była bardzo trudna i dojrzewałam do niej powoli. Było mi z tą myślą aż tak nie po drodze i „bujałam się” z tematem przez wiele tygodmi aż w końcu postanowiłam, że…
Przyjeżdżam „na wakacje” do Polski.
Wakacje jak widać są w cudzysłowie, bo odpoczynku raczej jednak nie będzie. Przyjeżdżam, aby osobiście zająć się sprawami, które pomimo pomocy innych (Agniecha – czym ja się zrewanżuję??) trudno mi było załatwić zdalnie. Decyzję na pewno przypieczętowały realia wizowe w Chinach – zakładając przedłużenie wizy o 30 dni (którą odbieram jutro tj. 9.06) i tak musiałabym w lipcu opuścić ten kraj. Na to „gdzie” w czasie porze deszczowej, która ogrania większość krajów Azji brakowało mi pomysłu. Wszędzie gorąco i leje, tak podają statystyki pogodowe i relacje cyklistów. Nie było to najistotniejsze, ale jednak.
Z Azją, a może i dalej, jeszcze nie skończyłam. Nie wracam do Polski, a przyjeżdżam. Bilet jest w dwie strony, druga, powrotna prowadzi do Korei w połowie września. Korea to po Japonii jedno z moich największych azjatyckich marzeń i od dawna planowałam rowerowanie tam na jesieni, najdogodniejszej podobno pogodowo porze. Potem może Tajwan, może znowu Chiny, może inny zakątek Azji a może od razu „albo i dalej”. Taką mam nadzieję, ale jak widać w kwestii planowania trzeba być bardzo elastycznym…
Został mi jeszcze niemal miesiąc podróży po Chinach, wracam do Warszawy 3 lipca. Miesiąc w perspektywie pół roku w trasie (rocznica przypada pojutrze 🙂 to tak niewiele a przecież jakiż to szmat czasu w porównaniu do standardowych, dwutygodniowych urlopów, które jeszcze niedawno miałam.
Już teraz cieszy mnie wizja spotkań i rozmów z bliskimi, znajomymi oraz powrotu do polskich smaków – chleba razowego, jajecznicy na maśle, serów, mleka „z czerwoną nakrętką”, owoców – truskawek, czereśni, jagód, jabłek i co tam jeszcze na straganach będzie. Pomimo tego, że tak smakuje mi kuchnia chińska, aż mnie skręca na myśl o tych specjałach.
I już teraz cieszy mnie myśl o powrocie do Azji.
Do usłyszenia (a propos – nr komórki bez zmian..:), zobaczenia, przeczytania. A ja tymczasem jutro znów w trasę.
c.d.n…
5 comments
No to czekamy, a na straganach sterty truskawek, czereśni, w piekarniach pachnące, chrupiące pieczywo, i inne polskie specjały. Szczęśliwego lotu.
Ja dodam jeszcze borówki, maliny z ogródka, oraz ogórki w wersji „prosto z krzaczka” i małosolne 🙂 skusisz się? 😀
Jasne, ale pomidorowej, pomidorowej mi trzeba!
O Rany!!! Ewo!!!!
Ja dopiero dzisiaj odczytałam wiadomość o urlopie w Polsce (tłumacze się: bo koniec roku szkolnego i i awaria domowego komputera..). To naprawdę zaskakująca decyzja, ale ja nie wiedziałam, że w Tobie kiełkowała od dawna.Wracaj na pomidorowa i czereśnie. Ty wracasz a ja właśnie 3 lipca wyjeżdżam rowerować do Norwegii i wracam 20 lipca. Wtedy sie dopiero z Tobą skontaktuję
Tłumacz się, tłumacz 🙂
Bardzo się ciesze, że będziesz rowerować w Norwegii, mnie póki co tam nie było a jestem pewna, że by mi się podobało (no, może oprócz komarów..).
Muszę też przyznać, że nadszedł moment, kiedy to cieszę się, z tego, że opuszczę Chiny. Wiele rzeczy tu mnie zachwyciło i jeszcze ten niedawny Tybet to już w ogóle, ale MAM DOŚĆ. Trąbienia, palenia i charchania.
Czas stąd spadać.