Zocha

Tagi: , ,


Miesiąc minął jak z bicza trzasł i Zocha pojechała do domu. Namówiłam ją jeszcze, aby poświęciła kilka dni na zwiedzanie Kioto i okolic – z tego co wiem tak też się stało. Na pożegnalnej imprezie na plantach zamku w Wakayama zaserwowałyśmy sobie brzoskwiniową sake (Zocha: dlaczego ja tego wcześniej nie piłam, takie dobre!) i zielone ciastka herbaciane.
Zapamiętam Zośkę zaczytaną w swoim kindlu o każdej porze poranka, dnia i wieczoru. Zaczytywała się głównie czekając na mnie.. rano aż się spakuję, na przełęczach aż się doturlam, pod sklepami aż (prawie) pędem nabędę.. Ileż to książek dzięki mnie przeczytałaś Zocha chciałabym wiedzieć 🙂
Dziękuję za towarzystwo i cierpliwość (ale w końcu wiedziałaś na co się piszesz)!

Dodano 0 myśli na temat “Zocha

  1. Nie narzekam, wiedziałam, na co się piszę i prawdę powiedziawszy nie bałam się tego, w końcu Twoje towarzystwo jest przyjemne, a przynajmniej niekłopotliwe, a kraj nad wyraz ciekawy. Może ze dwa razy chciałam wyrazić swój sprzeciw, ale po co, w każdym kierunku było interesująco, a spieszyć się nie było ważne, mam zresztą swojego kindla jako remedium na wszystko. Przeczytałam tych książek mnóstwo, ale ja w ogóle lubię czytać.Kiedyś studiowałam literaturę.
    Bardzo się cieszę, że tę podróż odbyłam i zachowam wdzięczność dla Ciebie, że pozwoliłaś mi sobie towarzyszyć.
    Pozdrawiam Zocha

Leave a Reply