Wiślana Trasa Rowerowa w Małopolsce. Część zachodnia: Brzeszcze – Kraków (i okolice)

Tagi: , , ,

Wiślana Trasa Rowerowa Małopolska

Szwendaczowi rowerowemu niewiele trzeba. Dróg bardziej mniejszych niż większych, asfaltowych, szutrowych, kamienistych, na piasku też sobie poradzi. Kierunek podpowie mu wiatr, nastrój, inny cyklista bądź lokalny mieszkaniec, czasem wytyczony szlak rowerowy a jeszcze częściej – przypadek. Choć zaprawiony w drogowych bojach, na każdą przygotowaną specjalnie do jazdy rowerem trasę spojrzy łaskawie i przyjmie ją z radością.

Chyba dopiero kilka lat temu w Korei Południowej po raz pierwszy przekonałam się, co oznacza trasa rowerowa z prawdziwego zdarzenia. Sieć tras rowerowych „Czterech rzek”, jaką opleciony jest ten kraj zachwyciła mnie do tego stopnia, że krążyłam po nich przez ponad dwa miesiące. Gładki asfalt poprowadzony głównie rzecznymi wałami  dala od ruchu samochodowego, miejsca odpoczynku dla rowerzystów – wiaty, toalety, ba – trafił się nawet bezpłatny prysznic i pole namiotowe – ogólnie całość przygotowanej infrastruktury wprawiła mnie w absolutny podziw. To była inna jakość podróży rowerem, jakość jakiej nie znałam. Podróżniczo-rowerowy błogostan.

Teraz Polska, Teraz Małopolska

W tym roku zawirowania z powodu pandemii sprawiły, że jestem w Polsce. I bardzo dobrze! Cudze chwalicie, a przez ostatnie lata na naszym polskim rowerowym podwórku zadziało się bardzo dużo. Powstał szlak Green Velo w Polsce Wschodniej, sieć tras rowerowych w Małopolsce – VeloMalopolska, trasy na Pomorzu Zachodnim to te większe projekty, ale nowe trasy rowerowe powstają w praktycznie każdym zakątku Polski. Podglądałam sobie już wcześniej wirtualnie i wzrastała we mnie ciekawość. Nareszcie nie mam już wymówek, by pokręcić po naszych drogach rowerowych.

Tzw. „ścianę wschodnią” Polski, którą poprowadzono Green Velo znam dość dobrze i zawsze chętnie tam wracam, ale Małopolskę już mniej. A właśnie tutaj obserwowałam spore rowerowe ożywienie – rzut oka na stronę VeloMałopolska podpowiedział trochę statystyk: projekt obejmuje budowę 8 ścieżek rowerowych wzdłuż rzek – ponad 1000 km dróg rowerowych, z których oddano do użytku ok. 600 km. Przypomniało mi Koreę Południową.. ciekawe, co zastanę na szlaku. Małopolska na rowery!

Wiślana Trasa Rowerowa Małopolska
Wiślana Trasa Rowerowa w okolicy Oświęcimia

Na początek Wiślana Trasa Rowerowa.  To projekt ogólnopolski, w który zaangażowanych jest kilka nadwiślańskich województw – zaangażowanych mniej lub bardziej. Długodystansowy szlak rowerowy ma prowadzić od źródła najdłuższej z polskich rzek,  po jej ujście w Bałtyku. Zakończenie projektu wymaga lat i jest on na różnym etapie realizacji – od fazy planowania po gotowe odcinki, ale jej małopolski odcinek jest już prawie gotowy. To ponad 230 kilometrów trasy rowerowej, poprowadzonej głównie po wałach przeciwpowodziowych Wisły, jej środek w Małopolsce mniej więcej wyznacza Kraków.

Mapa obrazująca przebieg i stan prac Wiślanej Trasy Rowerowej (za stroną VeloMałopolska).

Najdogodniej na małopolski początek trasy podjechać pociągiem do Czechowic – Dziedzic.

– Proszę Pani, kiedyś to były fajne pociągi powiedział pasażer pociągu relacji lokalnego relacji Katowice- Bielsko-Biała, który pomógł mi wytaszczyć się z pociągu w Czechowicach – Dziedzicach.  Człowiek sobie drzwi uchylił, zablokował, pokurzyć było można, powietrze świeże wpadało, na świat popatrzył, a teraz w tych nowoczesnych – wszystko automatyczne i zabronione dodał wyraźnie zdegustowany.

Nie dyskutowałam nad wyższością nowych składów pociągów nad starymi-bądź odwrotnie. To jednak, co ze starszych rozwiązań jeszcze przetrwało na tamtejszej stacji, która nie doczekała się jeszcze remontu i nie ukrywam – było mi na rękę to przejście naziemne między peronami. Wysiadając na środkowym nie trzeba martwić się o przechodzenie schodami, czy nawet przejazd windami co zawsze z rowerem i dobytkiem jest uciazliwe. Czasem jak widać stare jest lepsze.

Wiślaną trasę rowerową czyli w skrócie WTR-kę „złapałam” na ulicy Kaniowskiej, kilkaset metrów od dworca kolejowego. Od tamtego momentu można było jechać nie zerkając na żadne mapy (a miałam przy sobie i papierowe no i aplikacje elektroniczne, gps-a póki co nie mam) – oznakowanie jest doskonałe. Co kilkaset przy drodze stała pomarańczowa tabliczka z symbolem roweru i logotypem WTR. To jeszcze odcinek trasy w województwie śląskim. Jak pamiętam w relacji Szymona ze Znajkraj, który jechał tędy w 2017 roku oznakowanie było słabe, teraz zapewniam – jest bardzo dobrze!

Odsyłam wszystkich do oficjalnej strony Wiślanej Trasy Rowerowej, gdzie znajduje się mnóstwo informacji, można pobrać aktualny ślad gps, plik gpx i pobrać mapy pdf w formacie A4 do wydrukowania.

Sam wyjazd z Czechowic to dość ruchliwa droga lokalna, ale już kilka kilometrów dalej w Kaniowie do samego Oświęcimia znaki WTRki prowadzą opłotkami, drogami o znikomym ruchu, wśród pól uprawnych i domów jednorodzinnych. Na tym odcinku aż do Trasa Wiślana łączy się z europejskim szlakiem rowerowym tj. Velo Metropolis (tak nazwano małopolski odcinek europejskiej trasy EuroVelo 4 – Central Europe Route).

Przez stawy w Brzeszczach

Szlak WTR prowadzi na początku trochę dziurawą, ale malowniczą drogą szutrową przez kompleks stawowo-leśny Brzeszczach, rozlewiska rzek Wisły i Soły. Idealne miejsce na krótki postój, to obszar chroniony w ramach Europejskiej Sieci Ekologicznej Natura 2000. Ciszy, śpiewu ptaków (no i w tym roku wieczorami komarów) akurat na wiślanej trasie nie zabraknie.

Harmęże

Gdybym miała wskazać jedno miejsce, które mnie najbardziej poruszyło, wręcz przeczołgało pod względem emocjonalnym na całej trasie, była to wystawa „Labirynty – Klisze Pamięci” w klasztorze – Centrum Św. Maksymiliana Kolbego i klasztorze Franciszkanów w Harmężach, kilka kilometrów od Oświęcimia.

To ponad 200 rysunków artysty, Mariana Kołodzieja, który przybył pierwszym transportem do KL Auschwitz z Tarnowa w czerwcu 1940 roku. Przetrwał w niewoli ponad 4 lata. Po 50 latach milczenia, gdy został częściowo sparaliżowany, powrócił do dramatycznych lat swojego życia tworząc cykl prac „Klisze pamięci. Labirynty”. To przejmujące, realistyczne prace, które zapewne trudno byłoby w pełni zrozumieć, gdyby nie fakt, że po wystawie oprowadza przewodnik – Franciszkanin. Przedstawia historię wystawy, dzieje Mariana Kołodzieja na tle realiów panujących w obozie w Oświęcimiu.

Wejście na wystawę przypomina wagon, którymi transportowano więźniów
To nie wystawa, nie sztuka, nie obrazy” pisze autor.  „To słowa zamknięte w rysunku

 „Późnym popołudniem 14 czerwca 1940 roku rozwścieczony nadczłowiek brutalnym kopniakiem wyrzucił mnie z tarnowskiego wagonu wprost w bagno Oświęcimia

Prawdziwy Oświęcim jest tutaj” ks. Prof. Józef Tischner

Wskazówka praktyczna: Najlepiej zadzwonić i spytać o możliwość zwiedzania. Płaci się „co łaska”. Spędziłam tam około 1,5 godziny.

Oświęcim

W Oświęcimiu najpierw zrobiłam sobie przerwę. Na wjeździe do miasta znajduje się tzw. MOR – czyli Miejscu Obsługi Rowerzystów. MORy mogą obsługiwać na wiele sposobów – można się rozsiąść, schronić przed słońcem lub deszczem, odpocząć, coś zjeść (a nawet zrobić grilla !), skorzystać z toalety (która, choć to toi-toi wcale nie odstrasza), podreperować rower (oby nie było potrzeby), sprawdzić trasę i okoliczne atrakcje na umieszczonej tam mapie. Jeden MOR mnie obsługiwał wiele godzin, bo padało :). Tego typu wielofunkcyjne miejsca to absolutna nowość na naszym polskim rowerowym podwórku. Na całej trasie Wiślanej MOR-ów jest kilkanaście, są rozmieszczone co 15-20 km. Zazwyczaj były to dobrze utrzymane, czyste miejsca, choć zdarzyły się przypadki częściowej dewastacji – pobazgranie czy pozostawione śmieci. Były to sporadyczne przypadki, ale tu apel – dbajmy o dobro wspólne.  

MOR
MOR w Oświęcimiu

W momencie, gdy najmniej się tego można spodziewać, wśród zielonych pól na horyzoncie pojawiają się ogrodzone drutem kolczastym baraki – zabudowania obozu w Brzezince, Auschwitz-Birkenau II. To właśnie w tej części dokonywano masowej eksterminacji i „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. I tu uwaga – Trasa Wiślana nie przebiega obok, ale jakieś kilkaset metrów dalej. Trochę szkoda – bardzo polecam skręcić i przejechać wzdłuż ogrodzenia obozu w Brzezince – widok robi wrażenie.

rampa Brzezinka
Brama wjazdowa i rampa KL Auschwitz-Birkenau
Brzezinka
Obóz KL Auschwitz- Birkenau

Zaraz potem Wiślana Trasa Rowerowa prowadzi do miasta Oświęcim przebiega w pobliżu głównego miejsca Pamięci i Muzeum – byłego Koncentracyjnego Obozu Auschwitz- Birkenau. Symbolu terroru i ludobójstwa, miejsce, o którym słyszał niemal każdy człowiek. Obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau (1940-1945) był największym hitlerowskim obozem koncentracyjnym, czyli miejscem wyniszczania więźniów i równocześnie największym ośrodkiem szybkiej zagłady Żydów. Z tego też smutnego powodu, jako jedyny obóz zagłady znalazł się na liście Dziedzictwa Światowego UNESCO.

WTR (wspólnie z VeloMetropolis) w Oświęcimiu prowadzi wzdłuż ogrodzenia KL Auschwitz

– Jutro!! Proszę przyjechać jutro, otwieramy 1 lipca… dowiedziałam się od pani na parkingu stając pod bramą główną. No tak, pandemia i związane z nią obostrzenia… Przyznam, że zapomniałam  o niej mając komfort przebywania przez ponad 2 miesiące z dala od świata na mazurskiej wsi. Wiele miejsc, które chciałam odwiedzić i zwiedzić było wciąż zamkniętych, bądź planowało otwarcie w najbliższym czasie. Potem już pamiętałam o tym, by upewniać się, sprawdzać strony internetowe obiektów, dzwonić i najlepiej rezerwować bilety online, bo w związku z obostrzeniami wpuszcza się dużo mniej osób na raz.

To miejsce zwiedzałam już dwukrotnie i chyba po wystawie w Harmężach miałam już trochę dość przygnębiajacych opowieści i obrazów, dlatego nie zdecydowałam się czekać, ale dla osób, które nie miały jeszcze okazji tam być powinien być to punkt obowiązkowy. O jego randze świadczy fakt, że to jedno z najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych miejsce w Polsce przez turystów z zagranicy.  Przekonałam się o tym gdy w każdym zakątku świata, w którym byłam na hasło Polska słyszałam skojarzenia –  Auschwitz. No, i jeszcze – Lewandowski..  

Wskazówka praktyczna: Na wizytę z przewodnikiem obu części obozu należy zarezerwować sobie ok. 4 godzin. Bilet najlepiej zarezerwować przez internet na stronie muzeum, bilet kosztuje ok. 60 PLN. W godz. 16-18.00 można wejść bezpłatnie, jednakże bez przewodnika.

zamek Piastowski w Oświęcimiu, siedziba muzeum
odnowiony rynek w Oświęcimiu

Oświęcim mnie zaskoczył. Nie, nie obóz, ale miasto Oświęcim. Ponad 800 letnia historia tego miejsca została niemal całkowicie powiązana z obozem koncentracyjnym i drugą wojną światową i rzadko komu, w tym mi też, przyszłoby do głowy, że jest tam .. no fajnie, ładnie i jest sporo interesujących miejsc. Nad miastem, w miejscu gdzie w XII wieku lokowano gród oświęcimski góruje wielokrotnie przebudowywany Zamek Piastowski – obecnie siedziba muzeum miejskiego. Oprócz ekspozycji związanej z historią miasta bardzo niedawno otwarto Interaktywną Trasę Historyczną „Gra o Niepodległą” w tunelach pod wzgórzem zamkowym. W mieście współegzystowały społeczności katolicka i żydowska, której historię można poznać odwiedzając Synagogę i Centrum Żydowskie. No cóż, pod koniec czerwca wszystko jeszcze było zamknięte, ale z tego co widzę w lipcu już funkcjonuje – najlepiej sprawdzić w informacji turystycznej.

To, co mogłam zobaczyć i co może zobaczyć każdy to oświęcimskie murale  – malowidła stworzone przez czołowych artystów (np. Dwurnik, Pągowski, Bagiński) na ścianach budynków w różnych częściach miasta. Poświęcone są tematyce tolerancji, pokoju, przełamywania barier – współczesny Oświęcim przybrał miano miasta Pokoju i taki wizerunek kreuje.

Wskazówka praktyczna: Oświęcim to też bardzo dobre miejsce na zaplanowanie noclegu. Dla zainteresowanych rozbiciem namiotu są dwa miejsca: zaraz przy trasie Wiślanej – Centrum Dialogu i Modlitwy ul. Maksymiliana Kolbego 1 (bardzo ładny teren, 44 PLN/os) i mniej znany teren przy Międzynarodowym Centrum Spotkań Młodzieży ul. Legionów 11. (www.mdsm.pl) – 25 PLN/os.

Za Oświęcimiem zaczyna się to, co w Wiślanej trasie najlepsze. Idealnie gładki asfalt ciągnący się po horyzont. Trasa poprowadzona wałem rzecznym całkowicie odseparowana od ruchu samochodowego. Oznakowanie tabliczkami z logotypem WTR oraz Velo Metropolis. Ulga dla uszu – jest cicho, ulga dla oczu – jest zielono, no i przede wszystkim bezpiecznie. Tak właśnie powinno się projektować trasy rowerowe w obecnych czasach.

Późnym popołudniem na trasie jest sporo miejscowych amatorów jazdy rowerem i na rolkach. Mija mnie para zagranicznych sakwiarzy, szkoda, że przemknęli tak szybko. Wieczorem, gdy słonce mam za plecami zieleń i kolory są wybitnie intensywne – świetny plener do zdjęć, co trzeba było wykorzystać, choć komary zaczynają ciąć jak szalone. Taki mamy klimat 🙂

Za miejscowością Gromiec przejazd wałem jest tymczasowo zamknięty, wytyczony jest objazd ok. 2 km spokojną drogą gruntową. Potem powrót na ścieżkę i pedałowanie po gładkiej nawierzchni aż do Mętkowa.

Jazda wałem rzecznym pomimo wszelkich zalet może stać się trochę jednostajna, w środku dnia może przygrzewać, podmuchy wiatru też mogą nam sprzyjać lub nie (mi cały czas sprzyjały wiaty zachodnie), ale nic nie szkodzi na przeszkodzie, by zaadaptować szlak na krótsze wycieczki, gdy w okolicy coś nas ciekawi. Zjechać, zatrzymać się, krążyć, zrobić pętle.. Czy ktoś jeszcze tak jak ja uwielbia podróż w duchu slow travel? Nie dla bicia rekordów prędkości, ale by zobaczyć i poznać?  

Miałam takich miejsc kilka wytypowanych, ale pączkowały one wprost proporcjonalnie do przebywanych kilometrów, przeczytanych ulotek, przewertowanych map i długości rozmów z lokalnymi mieszkańcami, było zatem naprawdę slow

Zgodnie z założeniami w Mętkowie zjechałam z trasy –  kilka kilometrów na północ, w Wygiełzowie, mieści się Nadwiślański Park Etnograficzny i ruiny zamku w Lipowcu. W pogodny dzień na wałach trudno ukryć się przed słońcem, a w skansenie, gdzie umieszczono ponad 20 obiektów architektury drewnianej: chałupy, stodoły, spichlerze, chlewik, kuźnię i olejarnię, a także zabytkowy kościół z Ryczowa z początku XVII wieku wśród drzew, można było odetchnąć i poczuć się jak na małopolskiej wsi sprzed lat.

– Tam, widzi pani? O, a tam po lewej.. to Babia góra! instruował mnie pan pilnujący obiektu. Szkoda, że zamek w Lipowcu jest zamknięty, przy takiej widoczności to i Tatry widać zachwalał.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dolina Karpia

Od Wiślanej Trasy Rowerowej jedynie jeden skręt kół na południe dzieli od Doliny Karpia. Skręciłam.

Miejscowość Zator kojarzy się większości z nas z reklamowanymi ostatnio (jak mi donieśli znajomi) kompleksem rozrywkowym Energylandia, gdzie młodzi amatorzy adrenaliny mają szansę się spełnić na kolejkach górskich i podobnych atrakcjach. To nie dla mnie – te konstrukcje są olbrzymie, a ja akurat wolę być bliżej ziemi, ale chętnych nie brakowało. Przez Zator prowadzi szlak rowerowy Doliny Karpia – to długie kilometry ścieżek rowerowych głównie przez stawy rybne i urokliwe rozlewiska.  Należy on do sieci szlaków Greenways i tworzy pętlę o długości niemal 90 km – przejechałam niewielki odcinek. Spokój, cisza i śpiew ptaków, bo to obszar Natura2000. Poza tym to świetna baza wypadkowa po okolicy, która oferuje dużo więcej. Karpia hodowano tu już w średniowieczu a karp Zatorski to marka zarejestrowana przez Komisję Europejską.  A z lokalnych specjałów – chociażby krówki zatorskiej –  najorginalniejsza była pizza z wędzonym karpiem (restauracja Revel przy rynku ma też wiele innych specjałów). Co by na to powiedzieli Włosi?

Szlak rowerowy Dolina Karpia

Wskazówka praktyczna: Zator i okolica to także dobra baza noclegowa, godna polecenia jest Villa Natura w Przeciszowie, prowadzi też wynajem rowerów. Ogólnie jednak jest dość drogo. Nie namierzyłam żadnego pola namiotowego.

To są górskie okolice…  do Wadowic

Komu znudzi się jazda po płaskim, albo nie znudzi, ale chce coś więcej w okolicy zobaczyć polecam rowerowy „skok w bok” na Szlak Papieski prosto do Wadowic. To są górskie okolice – Beskid na horyzoncie, zaczynają się wzniesienia i to się czuje! Zadyszka gwarantowana, ale i widoki zacne. A że to jakieś 20 kilometrów od trasy Wiślanej? Można wężykiem, zygzakiem, lub prosto, cofać też się można, jak kto woli 🙂

Beskid

W małej wsi Woźniki zaskoczył mnie widok „najczarniejszego z czarnych” (tak go nazwałam) kościołów. Piękny przykład architektury drewnianej z jakiej słynie Małopolska – to Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Dlaczego drewno przybrało taką barwę? Nie wiem. Akurat skończyła się msza – to dobry moment, by wślizgnąć się do środka i zobaczyć wnętrze z barokowym ołtarzem.

Kościół Wniebowzięcia NMP w Woźnikach

A potem już ostatnia prosta do Wadowic.

Rynek w Wadowicach. Po prawej dom rodzinny Jana Pawła II

A tam, nieważne czyś religijny czy nie, to naprawdę nieważne, bo Muzeum – Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II to kawał historii Polski i świata pokazany przez pryzmat osoby Papieża. Muzeum z pomysłem, niejednoznacznym, przełamującym schematy. To nowoczesne (otwarte ponownie w 2014 roku), żywe, multimedialne muzeum opowiadające historię. Nie, nie trzeba już zakładać filcowych nakładek na buty, by tam wejść :). Jest jednym z najlepszych muzeów, jakie przyszło mi w życiu odwiedzić poważnie. Może wpływ na to miały towarzyszące obrazom emocje, wyzwalające wspomnienia z dzieciństwa.

Muzeum – Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II
multimedialna, żywa ekspozycja

Barbara i Jarosław Kłaputowie, twórcy muzeum to jednocześnie twórcy niezwykłej ekspozycji w Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie. Tak opowiadali o pracy nad wystawą (cyt. za GW-Kraków):

Chcemy fabułę wystawy budować tak, jak pracuje się nad narracją książki. (…) Chcemy pokazać papieża nie ze spiżu, lecz z krwi i kości. Jak mówić o rzeczach ważnych, ale bez patosu. Zwiedzanie muzeum to będzie właśnie wędrowanie u boku Ojca Świętego najpierw przez jego małą ojczyznę, później poprzez Kraków i historię Polski, wreszcie Rzym i świat. Na koniec mamy pielgrzymkę do wewnątrz, do tematów bliskich każdemu człowiekowi, takich jak: wartość życia, rodzina, cierpienie, przemijanie. (…) Nie pozwolimy zwiedzającym wpaść w monotonię.

Tutaj jednak też należy pamiętać o zmianach w organizacji wywołanych przez pandemię.

 – Niestety nie możemy oprowadzać i wpuszczamy tylko 5 osób co 15 minut, trzeba rezerwować bilety (20 PLN) wcześniej powiedziała pracownica muzeum. W zeszłym roku o tej porze były tu tłumy z całego świata dodała.  W tym nie możemy oprowadzać, pozostaje tylko zwiedzanie indywidualne. Szkoda.

Na szczęście nocowałam w Wadowicach (bardzo polecam kameralny i niedrogi Mini-kemping), bo bilety dostępne były dopiero na następny dzień. Korzyścią obecnych zasad był fakt, że w muzeum nie ma tłumów, ale brakowało mi przewodnika.  

Klasztor Bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej

Trasa Wiślana coraz dalej, ale z Wadowic jest już tylko kilkanaście kilometrów do Kalwarii Zebrzydowskiej! To jedyna na świecie kalwaria (czyli zespół kościołów lub kaplic symbolizujących stacje Męki Pańskiej), która znalazła się na liście dziedzictwa światowego UNESCO. Ciekawe są kryteria, jakie zadecydowały o jej wpisaniu:

1.) Kalwaria Zebrzydowska stanowi wyjątkowy zabytek kultury, w którym krajobraz przyrodniczy wykorzystano jako otoczenie dla symbolicznego przedstawienia w postaci kaplic i dróg poszczególnych stacji Męki Chrystusa. W wyniku tego powstał przepiękny krajobraz kulturowy nacechowany wartościami duchowymi, w którym elementy przyrodnicze i sztucznie stworzone przez człowieka łączą się w harmonijną całość.

2.) Kontrreformacja pod koniec XVI w. doprowadziła do rozkwitu założenia Kalwarii w Europie. Kalwaria Zebrzydowska jest wybitnym przykładem tego rodzaju krajobrazowych dzieł w dużej skali, łącząc w sobie naturalne piękno i cele duchowe oraz zasady kompozycji barokowego parku.

Nigdy tu nie byłam, to był argument za – dlaczego nie objechać, zrobić pętli, zwiedzić i wrócić na Wiślany Szlak Rowerowy? Czekał mnie niezły podjazd, ale co tam. Przy okazji odradzam jazdę drogą główną, jest bardzo ruchliwa.

kalwaryjskie dróżki
kalwaria zebrzydowska dróżkiki

Sanktuarium Pasyjno-Maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej to kościół i klasztor, ale też zespół kaplic i kościołów usytuowanych wzdłuż tzw. dróżek kalwaryjskich – Jezusa i Maryi. Miałam przed oczami tłumy, jakie pielgrzymują i biorą udział w realistycznie odgrywanym tutaj Nabożeństwie Pasyjnym w Wielki Czwartek. Pomimo tego, zaskoczyło mnie, jak na rozległym terenie rozrzucone są kapliczki. Była niedziela, na kalwaryjskich dróżkach sporo ludzi. Nie da się ukryć, że to miejsce wyjątkowe.

Notka praktyczna: Na terenie klasztoru jest Dom Pielgrzyma, w którym można przenocować – cena – w zależności od standardu pokoju – już od 20 PLN. Można tez rozbić namiot, ale cena jest ta sama – 20 PLN/os.

rynek w Lanckoronie

I na zakończenie „skoku w bok” z Wiślanej Trasy Rowerowej – dwa kilometry pchania roweru pod górę do Lanckorony drewnianymi chatkami pisanej. To mała miejscowość na zboczu Góry Lanckorońskiej, którą kilkadziesiąt lat temu upodobali sobie artyści – czas tu płynie niespiesznie a malownicze widoki z położonej na zboczu Góry Lanckorońskiej wsi sprzyjają tworzeniu. Największa chluba miasteczka to drewniana zabudowa i położony na 9,5% zboczu stromy rynek, gdzie warto zatrzymać się na kawę. Niestety podczas mojej wizyty było pochmurno, z ładnych widoków nici, ale przynajmniej łatwiej się wjeżdżało.

Wiślaną Trasą Rowerową do Krakowa

Przenieśmy się ponownie w okolice Zatoru na Wiślaną Trasę Rowerową. Zakładając, że nie było żadnych „skoków w bok” – pomiędzy Rozkochowem a Okleśną trwa remont wałów wiślanych i wytyczony jest objazd spokojnymi drogami lokalnymi. W zasadzie to nawet fajne urozmaicenie.

prom spytkowice

W Okleśnej mamy wybór – kontynuować po północnej stronie Wisły drogą lokalną – tu czeka nas jedyny na trasie podjazd do miejscowości Kamień, bądź przeprawić się promem na drugą stronę do Spytkowic i jechać drogami lokalnymi (de facto starą trasą Wiślaną) do miejscowości Łączany. Wybrałam ten drugi wariant (który prowadzi w większości drogami lokalnymi), by nieco zyskać na czasie – robiło się już późno, a chciałam dotrzeć na nocleg do Tyńca.

zapora w Łączanach

„Gdy się człowiek spieszy to się diabeł cieszy” – zgodnie z tym przysłowiem w momencie, gdy najbardziej zależało mi na czasie, aby zdążyć przed 21.00 na nocleg do klasztoru w Tyńcu „poległam” i pogubiłam się na objazdach. Wał wiślany na odcinku Kolna – Tyniec – Skawina jest modernizowany, nie sprawdziłam tego, mea culpa, ale z pomocą lokalnych rowerzystów  trafiłam w końcu na objazd (podjazd!) i dwie minuty przed 21.00 stawiłam się w hotelu w klasztorze w Tyńcu – po to, by się dowiedzieć, że zaszła pomyłka i wolnych miejsc na dziś nie ma. Cóż, to był dłuuugi dzień J, nocleg znalazłam kilka kilometrów dalej.

Opactwo benedyktynów w Tyńcu jest następnym miejscem, którego nie chciałam przeoczyć. To najstarszy istniejący klasztor w Polsce o bogatej, ponad 1000-letniej historii. Kilkakrotnie podziwiałam je malowniczo ulokowane na wapiennej skarpie z drugiej strony rzeki, punktu widokowego w okolicy Piekar, ale nigdy nie byłam po tej stronie Wisły i nie odwiedziłam. Po odespaniu poprzedniego dnia wróciłam na wzgórze klasztorne, po to by ponownie usłyszeć..

Tyniec
skarpa tyniec widok
widok ze skarpy na której mieści się Opactwo w Tyńcu na Wisłę

– Zwiedzanie? Teraz jest możliwe tylko w piątki i w soboty, przepraszamy.. Nie ma jeszcze tylu chętnych, by zatrudnić przewodnika do oprowadzania codziennie.

Szkoda, że informacja na stronie internetowej klasztoru niestety nie była aktualna (gdy pisze te słowa sytuacja ponownie uległa zmianie, doszły nowe terminy zwiedzania najlepiej sprawdzić i zadzwonić. Obejrzałam to, co było dostępne – muzeum z ekspozycją ziół (zakon ma długą tradycję związaną z wyrobem produktów zielarskich), zajrzałam do świątyni o pięknym barokowym wystroju i pojechałam na spotkanie miasta Krakowa.

 Wjazd do Krakowa

Na odcinku Tyniec – Kraków Wiślana Trasa Rowerowa prowadzi ponownie wałami rzecznymi, które „wyrzucają” nas na krakowskie Bulwary Wiślane w okolicach królewskiego zamku na Wawelu. Ze ścieżki roztacza się malowniczy widok na położone po drugiej stronie Wisły zielone wzgórze Bielańsko – Tynieckiego parku krajobrazowego i białą bryłę kościoła Wniebowzięcia NMP. Na WTR zagęszcza się – są tu zarówno wyczynowi kolarze, jak i miejscowi, którzy wybrali się na przejażdżkę sami bądź w grupie czy z rodzinami. Zdarzają się też sakwiarze, a jakże! Kraków to jedna z największych atrakcji turystycznych w Polsce.

Na odcinku Tyniec – Kraków
Tor kajakarstwa górskiego Kolna

Ku mojemu zdziwieniu no i rozczarowaniu w granicach miasta Krakowa oznakowanie Wiślanej Trasy Rowerowej jest bardzo słabe. Nieco pomagają też tymczasowe informacje o objazdach. Miasto planuje zmodernizować szlak i dopiero wtedy postawić oznakowania – oby jak najszybciej, to naprawdę wstyd.

krakow bulwary rower
Bulwary wiślane w Krakowie

Kraków jak to Kraków – nie rozczarowuje. Kto nie był – niech zostanie chociaż na jeden dzień. Ja zostałam nawet dłużej zanim wyruszyłam w drugi etap jazdy Wiślana Trasą Rowerową na wschód od Krakowa – o tym jest w następnej części relacji.

Mapka odwiedzonych miejsc

Dodano jedną myśl na temat “Wiślana Trasa Rowerowa w Małopolsce. Część zachodnia: Brzeszcze – Kraków (i okolice)

Leave a Reply