W drogę

No, ale wyprawę czas rozpocząć – po to tu wszak przyjechałam. Reszta ekipy – a zebrało się nas na tym odcinku 14 osób, w tym 6 Polaków i Polek, Litwin i Litwinka, Szkot, trójka z Nowej Zelandii i dwóch Irlandczyków – również dotarła. Maryla, Rysiek, Bill, Brian, Alison i Sigitas jadą od początku czyli z Pekinu, skąd wyruszyli pod koniec lutego czyli 2 miesiące wcześniej, a ja, Natalia, Wojtek, Monika i Janek, Aiden z Irlandii i Ieva z Litwy dołączamy w Los Angeles. Za kilka dni jeszcze doleci jeszcze John z Irlandii. Wszyscy z nas przybyłych z Polski przejedzie odcinek amerykański jedynie do polowy, tj. do granicy stanów Kolorado i Kansas, co i tak oznacza ładnych kilka tygodni na rowerze. Kilkoro uczestników wyprawy przejechało odcinek azjatycki i zakończyło trasę w Japonii. Jest to zgodne z maksymą CROTOS’a – możesz dołączyć na ile chcesz – dzień, tydzień, miesiąc lub przejechać cały dystans.

27 kwietnia rozpoczynamy przemierzanie USA z zachodu na wschód.(mapka ponizej)

http://www.bicycle.lt/repository/bc2012/America_2012.html

Na początek wspólny przejazd ścieżką rowerową wzdłuż plaży od Venice Beach do molo w Santa Monica, gdzie robimy sobie pamiątkowe zdjęcie. Towarzyszą nam nawet dziennikarze z miejscowej telewizyjnej stacji polonijnej. Potem już naszym zwyczajem każdy jedzie po swojemu z kim tam chce bądź sam. Ja i kilkoro innych uczestników rozpoczynamy od zagadnień praktycznych i kierujemy nasze dwa kółka najpierw do sklepu sportowego REI (polecam), aby nabyć kartusze z gazem. Jest to jak się okazuje bardzo przemyślany ruch, bo próżno było potem szukać takich butli np. na stacjach benzynowych. Co więcej – o ile można dostać kartusze do palników Primusa, jaki na szczęście ja posiadam, to do popularnego w Polsce Campingazu już niekoniecznie.

Slońce nieoczekiwanie zaczyna „dawać” jak to na Kalifornię przystało. Pod koniec pierwszego dnia jazdy niezłe zamieszanie czynimy w życiu pewnego młodego hinduskiego sklepikarza, który dowiedziawszy się skąd i dokąd pedałujemy wybałusza oczy i nie mogąc dojść do siebie oferuje nam poczęstowanie się tym, co nam się tam w sklepie spodoba. Wybieram mieszankę orzeszków i zimną wodę.

Leave a Reply