This is a men’s world.. czy kobieta w samotnej podróży musi się bać?

Tagi: , , , , ,

p1140232

Jakiś czas temu post „Do you like sex..? Lydii, podróżniczki rowerowej z Holandii wzbudził dużą dyskusję na fejsbuku. Lydia opisuje zarówno dawne, jak i współczesne przypadki, głównie podczas podróży rowerem, kiedy to była nagabywana przez mężczyzn – czasem było to „niewinne” słowo, ale była tez niestety próba gwałtu. Większość panów czytających jej post na forum nie zdawała sobie sprawy z faktu, że takie rzeczy mogą mieć miejsce i mają, bo w podróży rowerem nic się nie zmienia – mężczyźni to wciąż mężczyźni a kobiety to kobiety. Oczywista choć nie zawsze jak się okazuje oczywista oczywistość. Zdziwiłam się wtedy, że oni nie wiedzą i obiecałam sobie, że opiszę także swoje historie z drogi. Nie były na szczęście aż tak drastyczne, ale nazwijmy to mało komfortowe.

Japonia. Niedzielny wczesny poranek w Hiroszimie, cisza, spokój, zero przechodniów – ulice są wymarłe jakby to nie była Japonia. Tym razem jestem bez roweru, chcę złapać tramwaj zatem idę na przystanek. Wpatruję się w rozkład jazdy i staram się wydedukować, kiedy przyjedzie tramwaj. Jakiś miły przechodzień podchodzi jak rozumiem po to, by mi pomóc. Wgapia się w tabliczkę razem ze mną, po czym.. łapie mnie za pupę, za przód też i puszcza się biegiem w głąb ulicy. Nie wiem czy bardziej mnie to wkurza, czy mimo wszystko śmieszy.. „co sobie potrzymałeś przez te dwie sekundy to twoje, facet” przebiega mi przez głowę, ale to raczej dla dodania sobie animuszu.

Tajlandia. Pedałuję sobie równo i miarowo, gdy wymija mnie jakiś chłopaczek na skuterze. „Hello” krzyczy no to „hello” – odpowiadam. Pozdrowienia słyszę wielokrotnie w ciągu dnia zwłaszcza, ze to zupełnie nie turystyczna, środkowa część kraju, więc ludzie są z reguły bardzo przyjaźnie nastawieni do z rzadka tu widywanych obcokrajowców. Chłopak jednak zawraca, chyba się chce zagadać. Gdy przystaję, coś tam duka do mnie po tajsku pokazując na zagajnik nieopodal. Marszczę czoło, ale wciąż myślę, że chyba mi się wydaje. Z trudem przychodzi mi zrozumienie propozycji, bo to dla mnie niepojęte – temu dziecku jeszcze nawet pierwszy wąs się nie sypnął a ma czelność składać mi propozycje. Mnie, która na oko mogłaby być jego matką. Gdy dotyka mojego dekoltu już nie mam wątpliwości, wrzeszczę na gówniarza pokazując, żeby się zabierał, bo zaraz zadzwonię na policję. Za chłopakiem zostaje smużka dymu z szybko odpalonego skutera.

Wietnam. Niby pedałuję wtedy w towarzystwie, ale przejeżdżając przez miasto jakoś gubię chłopaków. Stoję gdzieś na poboczu w cieniu i czekam, aż się zjawią. Jadący na skuterze młody Wietnamczyk tez się tam przystaje. No to co, zatrzymał się i tyle. No, ale on coś tam do mnie mówi. Mówi a potem pokazuje pieniądze. Nie, nie wydaje mi się, proponuje mi seks. Po nim również po chwili zostaje smużka dymu z szybko odpalonego skutera. Gdy opowiadam zajście towarzyszowi podróży najbardziej interesuje go jakiego koloru był oferowany mi banknot. „Nie byłaś ciekawa, na ile cię wycenił?” słyszę. How nice.

Kambodża. Przejeżdżam przez wioskę, gdzieś tam przystaję, cos tam jem, jadę dalej i tak przez kilkanaście kilometrów tylko mam wrażenie, że w tysiącu skuterów co jakiś czas widzę ten sam. Nie, jednak nie wydaje mi się jednak – gdy na drodze robi się puściej, wioska się kończy i nikną domy widzę ponownie stojący na poboczu skuter a schowany nieco w krzakach właściciel się onanizuje. Nie, to wcale nie jest śmieszne.

Grecja. W okolicach południa upał jest nie do zniesienia, zatem zazwyczaj szukam miejsca w cieniu, rozkładam matę i przeczekuję gorąc. Tym razem jest to ni to zagajnik ni to park – żadna dzicz, raczej miejsce piknikowe z kilkoma ławkami i stołami gdzieś na obrzeżach niedużej miejscowości. Kończę przygotowywać jedzenie, gdy podjeżdża samochód, wysiada z niego nieco zasuszony starszy facet, zabiera ze swojego auta prowiant i kieruje się wprost do „mojego” stołu. Nie mam ochoty na towarzystwo, ale faktycznie to miejsce było akurat najlepsze. Po jakimś czasie miły pan częstuje mnie zimnym arbuzem i kotletem domowej roboty. Zna kilka słów po polsku, coś tam żartuje, ale ze angielskiego nie zna to tez rozmowa się raczej nie uda. Generalnie jemy w milczeniu, ja jeszcze dostaję dokładkę arbuza, kotleta też, zatem ponownie dziękuję no i zaczynam się zwijać. Pan wyjmuje mały notatnik i prosi mnie o telefon. Ciekawe po co, jak nie jesteśmy w stanie dogadać się w żadnym języku. Z uśmiechem tłumaczę, że nie mam. A to co – pokazuje na mój telefon no bo wszak posiadam to ustrojstwo. „Ale nie mam numeru greckiego” staram się wytłumaczyć, chociaż numer grecki akurat mam. Pan jakoś zdaje się nie mieć z tym problemu. „Ewa telefon” wciąż ma w dłoni wyciągnięty notatnik. Ja, że nie, nie ma po co. „Ewa telefon” powtarza wielokrotnie a mi się już ulewa. Choć miałam jeszcze chwilę zostać pakuję się czym prędzej. „Ewa telefon”! Pan jest uparty. „Noooo, stop it!” moja mina, a wiem jaką potrafię mieć jak jestem zła, z pewnością nie zachęca do zawierania znajomości, ale z Greka wszystko jak widać to spływa. Wyjeżdżam wciąż słysząc za sobą „Ewa telefon!”. „A idź rzesz w cholerę” myślę sobie a to jego „Ewa telefon” brzmi mi w uszach do końca dnia. Musiał popsuć to całkiem miłe spotkanie.

Przypadków greckich ciąg dalszy. Niewielkie miasteczko, robię zakupy, widzę przechodzącego noga za nogą dziadunia. Ledwo idzie, szur, szur.. szur, szur… Po jakimś czasie siadam na placu, gdzie łapię wifi, gapie się zatem w komórkę a w tym czasie dziadunio doszurał również tutaj. Człapie powoli i ciężko podpierając się laską. Gdy jest blisko mnie staje i z zaciekawieniem patrzy, coś mówi. Nie znam greckiego, więc w takich momentach staram się zwyczajnie być miła – uśmiech na twarz i gest bezradności – nie rozumiem co pan do mnie mówi niestety! Dziadek dotyka moich włosów. Hmmm… No dobra, tutaj to raczej niespotykany kolor – w Azji tez zdarzało mi się, że ludzie o kruczoczarnych włosach chcieli dotknąć włosów blond. Chwila, moment! Facet stara się przyciągnąć moją głowę do swojej twarzy jednocześnie przyciągając moją rękę do swojego rozporka. No rzesz! Chyba Cię facet pogięło! Odpycham dziada, bo już nie myślę o nim jak o miłym starszym panu i prędko odjeżdżam.

Grecja obfitowała jak widać w takie przypadki, spotkanie z kierowcą tira opisywałam tutaj. Ah, jeszcze Czarnogóra jesienią ubiegłego roku! Facet, który namierzył mój rozłożony na dziko namiot i w kompletnych ciemnościach kręcił się w pobliżu, a ja sikając niemal po nogach ze strachu uciekłam zdecydowanie plasuje się w TOP 3 moich dziwnych spotkań z mężczyznami.

Serbia. Chłodna listopadowa noc, trochę pada i nie chcę spać w namiocie zatem rozglądam się za jakimś schronieniem. Widzę guesthouse, jaka cena? pytam – 15 Euro mówi właściciel pokazując mi pokój. Czy nie może być 10? 15 to trochę dla mnie za dużo, zresztą nie zaszkodzi spytać. Ten na oko 60-letni facet bierze mnie wpół i mówi „jeśli pokochamy się trochę będzie i mniej”. Oh, doprawdy? Moje ciało warte jest aż 5 Euro zniżki? Odskakuję jak oparzona, posyłając mu wiązkę po polsku, po krótkim namyśle jednak decyduję się zostać każąc sobie dać inny pokój i zamykając drzwi na klucz.

I wreszcie – Polska! Kilka lat temu, kiedy jeszcze bałam się sypiać na dziko. Bieszczady, szukam noclegu, pojawia się jakaś agroturystyka, zatem to dobre miejsce do noclegu „na gospodarza”. Czy mogę rozstawić namiot? Ależ oczywiście, nie ma problemu, tam jest taka wiata, trawa przystrzyżona, proszę bardzo. Miło, przyjemnie, są jacyś goście i szykują grilla pod domem, ale wiata jest dość daleko i tam stawiam namiot. Bezpiecznie, prawda? Zasypiam, ale w środku nocy budzi mnie hałas. Kilku mężczyzn – czterech czy pięciu stoi wokół namiotu, świeci weń latarkami i.. udaje niedźwiedzie. Pijani w belę, ryczą, wyją, gadają głupoty i rzucają aluzje pod moim adresem. Zdecydowanie mają ubaw, a ja leżę zesztywniała ze strachu słysząc tylko jak wali mi serce a przez głowę przechodzą najgorsze scenariusze. Alkohol zmienia ludzi, nie wiem, co może przyjść im do głowy. Nie wiem, ile czasu to trwa, ale gdy w końcu oddalają się zataczając ze śmiechu, łapię plecak z dokumentami, kurtkę i biegnę do lasu. Siedzę tam półtorej godziny trzęsąc się nie wiadomo z czego bardziej – strachu czy zimna. Gdy od dłuższego czasu nikogo nie słyszę decyduję się wrócić do namiotu, ale już nie usypiam. Jak tylko wstaje świt zwijam się i wyjeżdżam. Żałuję jedynie, że nie poszłam „podziękować” gospodarzowi. Od tamtej pory moje noclegi u gospodarzy na podwórkach praktycznie się skończyły.

Być może ktoś uzna, że to wszystko słabe jest, przecież nic się nie stało. Na szczęście nic się nie stało, ale na pewno nie było mi do śmiechu. Czułam strach, niechęć, złość. Jestem kobietą w podróży solo bo tak lubię podróżować i nie chce się bać. Takie, choćby niewinnie wyglądające sytuacje nie powinny mieć miejsca.

Żeby nie było. To nie jest tak, że czuję się w permanentnym niebezpieczeństwie, bo każdy napotkany pan czyha na moja kobiecość – wręcz przeciwnie, twierdzę, że kobieta podróżująca w pojedynkę wzbudza w innych bardziej chęć zaopiekowania się i niesienia pomocy, czego doświadczyłam dziesiątki razy.

Zatem – czy kobieta w podróży w pojedynkę ma się czego bać? Odpowiem, wbrew panującym hurraoptymistycznym opiniom – czasem jednak tak. Uważam, że nie powinno się nigdy zapominać, że jest się kobietą, a ten drobny fakt wiele zmienia. Ja mam kilka swoich zasad bezpieczeństwa w podróży, o których pisałam we wpisie „Dla Kobiet” i wierzę, że stosowanie się do nich mi pomaga. Widać jednak, że nie zawsze i powyższymi przykładami chcę jedynie potwierdzić to co napisała Lydia – tak, to się dzieje naprawdę, miejmy tego świadomość.

Wszystkim bez wyjątku życzę udanych i bezpiecznych podróży.

(przepraszam za wersję angielską poniżej – jakiś tymczasowy problem z formułą)

Some time ago a post „Do you like sex ..? written by Lydia, solo female bicycle traveler from the Netherlands raised vivid discussions on facebook bike touring group. Lydia described both previous and contemporary cases, mainly during her travels by bicycle, when she was sexually harassed by men – it could be just by somebody using “innocent” word,, but she went through fortunately unsuccessful attempt of rape. Most men reading the post seemed not to realize the fact that such things take place. Yes, they do, since even when you are on a bike, nothing changes – men are still men and women are women. Obvious obviousness. I promised myself then to describe my stories of this kind from my life on the road. I was lucky they were not that drastic, but let’s call somehow definitely uncomfortable.

Japan. It is early sunday morning in Hiroshima – quiet, calm, no passers-by – the streets are extinct as if it was not Japan. This time I’m without a bicycle, I go sightseeing so just want to catch the tram. I’m at a tram stop looking at the timetable and try to find out when the tram arrives. A kind passer-by walks close and as I understand he wants to help me. He stares at the plate just like me for a while and then .. I grabs my butt, the front as well and soon after that runs down the street. I do not know whether the more it pisses me off, or makes me laugh .. „hope this two seconds made you happy man” the thought runs through my head, but I don’t feel well at all.

Thailand. I am pedaling at my own pace when a boy overtakes me on a scooter. „Hello!” he greets me so I reply „hello” as well. I hear greetings many times during the day, especially here, in central part of the country where people are generally very friendly towards rarely seen here foreigners. The boy, however, returns. When I stop, he something says something to me in Thai, pointing to a forest nearby. I wrinkle my forehead, but I don’t want to understand… It seems incomprehensible to me – this child does not even have his first mustache and has the audacity to submit me sex proposals. Me, that as a simple glimpse could be his mother. When he touches my breast I have no doubt I shout at him showing that I just call the police immediately. I see just a smoke of his quickly disappearing scooter.

Vietnam. At that time I have two companions but we lose each oher somehow passing through the town. I’m standing on the roadside somewhere in the shade and wait until they arrive. Young Vietnamese riding a scooter also stops there. So what, he stopped. No, but he is saying something to me, then he shows some money. No, I am not mistaken, he is offering money for sex. I send him to hell as well in Polish and quickly see his scooter disapperaing. When I tell my companion about this incident he is most interested in what color was the bill I was offered. „You were not curious, how much you was valued?” I hear. Well, how nice.

Cambodia. I cycle through the village, I stop here and there, I eat, shop then I go on cycling for several kilometers but I feel that in a thousand scooters every now and then I see the same one. No, but I am not wrong, when the road gets empty, village ends and houses disappear I see this scooter standing on the side of the road and a man a little hidden in the bushes masturbating. No, it is not funny.

Greece. Small town again, as I am shopping, I see passing by old man. He barely moves on walking slowly. After some time I sit down on the square using free wifi there when I see the same man approaching me. He walks slowly, heavily leaning on a cane. When it gets close to me he is curiously watching and says something. I do not know Greek, so in such moments I try to just be nice – a smile on my face and a gesture of helplessness – I do not understand what you’re saying to me, unfortunately! The man touches my hair. Well, here blonde is rather unusual color – in Asia it also happened to me that black haired people wanted to touch fair hair. But wait a minute! The guy is trying to get my head to his lips while pulling my hand to his trousers button fly. No man, y9ou must be joking! I push the old man, because I do not want to treat him nicely any more and I cycle on pretty mad.

Serbia. It is pretty cold, foggy evening in November so I do not want sleep in a tent and look for a shelter. I find the only gueshouse in this tiny village, talk to the owner about the price as he shows me the room. 15 Euro he says. Could it be 10? I ask innocently as 15 is actually a bit too much for me. Then he takes me and says – if we make love a little it wil lbe less. Oh well, really? My body is worth this 5 Euro discount? I push him away and require another room at different part of the building. I still think whether to stay but really the cold night is not friendly. I stay and lock my room tight.

And finally – Poland! A few years ago, when I was still afraid to sleep in the wild. I’m in the mountains looking for accommodation – I see a rural gueshouse, perfect place then. Can I put my tent here? I ask. Of course, no problem, there is a good place behind the house, grass trimmed, feel free. Nice place, pleasant atmosphere, there are some guests and prepare the barbecue. Safe, right? I fall asleep, but in the middle of the night a sudden noise wakes me up. A few men – four or five stand around the tent, shining their flashlights onto it .. and pretend to be bears. They are drunk so they roar, howl, talk nonsense and throw hints at me. Definitely they have fun, and I lie rigid with fear hearing only my heart pounding through my head and go through the worst scenarios. Alcohol changes people, I do not know what can come to their minds. I do not know how long it lasts, but when they finally go reeling with laughter, I grab my backpack with documents, jacket and run into the woods. I’m sitting there for two hours or so shaking do not from what more – fear or cold. Then I decide to go back to my tent but do not fall asleep. As soon as dawn rises I leave. My only regret is that I did not go to say „thank you” to the host.

These are just a few examples.

I do not want to get misunderstood. It is not that I feel permanent danger while travelling solo thinking that every man I encounter wants to try my femininity – on the contrary, I always say that a woman traveling alone inspires others to look after her and to help – this is what I experienced dozens of times.

Maybe someone can tell – your stories don’t convince me, nothing happened really. Fortunately, nothing bad happened, but I was not laughing. I felt fear, resentment, anger. I’m a woman traveling solo because I like to travel like this and do not want to be afraid. This, even innocent-looking situations should not take place.

Therefore – should a woman traveling alone be afraid of? My answer is, on the contrary to the prevailing positive opinions – sometimes yes, she has reasons to feel so. She should never forget that she is a woman and this little fact changes a lot. I have a few safety rules which I follow, I described them in the „For Women” blog entry and I believe that obeying them helps me to go safe.

Safe journeys to all!

Dodano 11 myśli na temat “This is a men’s world.. czy kobieta w samotnej podróży musi się bać?

  1. Tajlandia, zachodnie wybrzeże. Mój rower kilkukrotnie wyprzedzają dwaj młodzieńcy na skuterku – heloł i powabne spojrzenia. Uporu wystarcza im na dobre 20 km.

    Pozdrawiam
    Wojtek :)

  2. Wow, Ewa! Ja też miałam kilka podobnych przygód. Pamiętam, jak w Tanzanii weszłam na chwilę do wody, a po 5 sekundach poczułam na tyłku kilka rąk miejscowych podrostków… i wcale nie mieli ochoty odpuścić albo odejść.
    Sytuacja w Hiroshimie musiała być strasznie dziwna. Ech, Japończycy ;) Mi kilka razy zdarzyło się być namolnie fotografowaną, zwłaszcza w parkach lub na plaży. Panowie nic sobie nie robili z faktu, że krzyknęłam wyraźnie i pokazałam „dame” (nie wolno). Zazwyczaj przestawali, jak zaczynałam przeklinać po polsku… („ups, to nie Amerykanka!”).

    1. No mnie tez bardzo to zajście zdziwiło, w końcu w Japonii obcokrajowiec jest praktycznie nietykalny, więc zostałam na tym przystanku z rozdziawioną gębą.. ale tez tam własnie miałam inne nieprzyjemne zajście – zostałam potrącona przez samochód, który uciekł. Nie zbadane są przypadki w podróży.. Co do zdjęć no cóż – robi się za małpę – denerwujące, a jakże, jednakże przynajmniej nie niebezpieczne.

  3. Hi Ewa,
    i also got offered a free sleeping place at a camping site in a coastal town in Spain,by the owner. He said to me, look,a camping spot at this site costs 10 eur. I said, no thanks, i think I’ll keep cycling and camp somewhere on the beach. Then he offered me a ‚free’ place in his caravan, but i did have to share the bed with him. So gross! I went away feeling sad, disappointed in men and angry.

    A few weeks later I met a fellow cyclist,a guy cycling in the same direction as me. After a few days he started to get a bit too familiar. One afternoon he rested beside me when i laid down to take a midday (to hot to ride) nap. I told him i did not appreciate his sudden fysical closeness, and suggested he backed off. The thought came to my mind:’okay, i need to go further alone’ . i couldnt stand his presence anymore since that moment.
    He noticed and we talked about it, and he made me feel like i might have taken it to heavily and maybe overreacted a bit.

    So, i descided it couldnt do any harm to cycle further together, since we were already back on the road. Two days later our roads would separate anyway.
    But on the last night, we went wild camping somewhere in the midst of nature. we ate together and he drank some alcohol that he bought on the way.
    Suddenly he started saying some dubious things, suggesting that i had lead him on and so on. That he thought i was supressing my feelings and in fact was interested in him.
    I didnt know what i was hearing! At that point i started doubting if he was really a good guy (until that point i thought he was), as i feared he might force himself upon me. I listened to him for a little while, noticing that there was no talking sense into him. Some frustrations about his experiences in life with woman he fell for, passed the revue.
    And i felt i had to be very carefull with wath i said or didnt say. Like i was an insect,already trapped by a spider in his web. i felt i couldnt move.

    I descided i had to exit the situation and acted firmly, saying ‚goodnight’ as i left for my tent. I slept that night with my pocket knife beside me, finally falling asleep after i heard a snoring sound in the tent besides me.
    I left the day after, not saying a word to him. I felt betrayed, stepped upon, vulnerable but fed with anger i packed my stuff, rode away and never looked back.

    A few days later he texted me: ‚you are lucky i am such a pollite man, be carefull, because there are other types of men out there, you might not be so lucky then..’
    Again, this feeling of anger, sadness, and also the judgement of myself. how could i be so naive? i shouldve followed my gut feeling and cycle of the first time he tried something.

    But even after these, and other events I still enjoy cycling on my own. Even these encounters teach me some things about putting boundaries, being strong and independent. And knowing that there are many men who would never do or say such things to make a woman feel less powerfull then she is.

    1. Hey Lizzie, wow, thank you so much for sharing your stories as well! Do not know what I an say about apart from „sorry it had happened to you”, but it shouldn’t be me to say „sorry” but the guy that was soooo polite. Uh.
      It can’t be this way that we do not trust people any more at all, taht would be nonsense.
      Happy and safe travels!

  4. To niestety nie są sytuacje , które się zdarzają samotnie podróżującym dziewczynom, Ja jeżdżę zawsze z mężem a dwuznacznych sytuacji miałam niestety niewiele mniej:((( Bywało że mąż trzymał mnie z rękę a to jakoś nie przeszkadzało innym w obmacywaniu :(( I to jest dopiero przerażające, bo skoro mąż im nie przeszkadza, to jak ich zatrzymać? , co zrobić? i jak tu czuć się bezpiecznie?

Dodaj komentarz