Rowerem w świat – poradnik dla kobiet

Miłe spotkanie w drodze, Japonia, Hokkaido

Choć w swoim życiu spotkałam niewiele, w porównaniu do mężczyzn, podróżujących solo kobiet na rowerze to z wieloma jestem w kontakcie no i wiem, chociażby z WOW – Women on wheels, że w Polsce i na świecie jest nas wiele.

Aktualizacja tekstu rok 2020

Jazda w pojedynkę nie była i nie jest dla mnie niczym niezwykłym, aktem desperacji tudzież niebywałej odwagi – ot, lubię być sobie sterem i okrętem, całe życie radziłam sobie sama i tak też jest w podróży. Zdaję sobie jednak sprawę, że dla wielu początki mogą być trudne – i – choć podróżuję rowerem od 12 roku życia – dla mnie pod wieloma względami też były.

Ponieważ wiele kobiet, pyta mnie jak to jest podróżować samej, albo pyta innych i ma wątpliwości, nie wie jak się do tego zabrać, pomyślałam sobie, ze napiszę o swoich doświadczeniach i podzielę sprawdzonymi „patentami” – na temat mężczyzn, noclegów, napraw roweru.

Chociaż rzadko, czasem też podróżuję w towarzystwie. Laos

1. Czy nie boisz się nachalnych mężczyzn? Czy nie dostajesz propozycji „nie od odrzucenia”?

No cóż, oczywiście, że się obawiam. Nie mam cudownej recepty na wyeliminowanie takich sytuacji, ale są sposoby, by ich w dużej mierze uniknąć.

– nie prowokować strojem, wyglądem i zachowaniem. Dostosować strój do ogólnie przyjętych zasad panujących w odwiedzanym kraju (co nie oznacza rzecz jasna zakładania tamtejszych strojów). To naprawdę pomaga i wzbudza szacunek. W Europie to może mniej widoczne, ale już w wielu krajach obcisły strój rowerowy bądź odkryte ramiona i krótkie spodenki mogą być odebrane źle – jako zachęta, a kobieta jako „żadna wrażeń”. W Azji Południowo-Wschodniej czułabym się wybitnie źle z odkrytymi ramionami – kobiety zakrywają ciało dość dokładnie – opalone ciało jest tam niepopularne. W krajach muzułmańskich zasady są oczywiście bardziej restrykcyjne (nawet jeśli kraj uchodzi za otwarty na przybyszów i ich zwyczaje) ramion nogi musza być zakryte przynajmniej do kolana, najlepiej całe.  I nie wiem czy to przypadek, ale jedyny raz, kiedy założyłam koszulkę „na ramiączka”, a było to w jakby nie było kraju, gdzie turystów jest na pęczki tj. Tajlandii podjechał do mnie ledwie kilkunastoletni na oko młokos i proponował obściskiwanie w krzakach. Posłałam mu wiązankę a bluzki już więcej nie założyłam.

W Iranie przepisy dotyczące ubioru kobiet są restrykcyjne, staram się jakoś im podporządkować, choć i tak zdecydowanie wyróżniałam się z tłumu

– nie przyjmować zaproszeń do wspólnego picia alkoholu (gdzieś po drodze, tylko mężczyźni), zdecydowanie odradzam. Podczas ponad 3,5 miesięcznego pobytu na Kaukazie ani razu nie piłam tamtejszego bimberku, czyli „czaczy”, który mi oferowano. Ale wino czasem sobie kupowałam i owszem 🙂 

Farmer, który mi pozwolił rozbić namiot u siebie w Azerbejdżanie wyjął taką butelkę do śniadania 🙂

– no i choć to zabrzmi dziwnie, ale … utrzymywać dystans i wręcz czasem dawkować uśmiechy. Rozmawiałam o tym wielokrotnie z innymi solo podróżniczkami – tak, to tez bywa odczytywane jako zachęta. No co zrobić, przecież uśmiech wszędzie jest konieczny, ale tu trzeba się zdać na własne wyczucie. 

Co, jeśli jednak taką propozycję się otrzyma?

Dać do zrozumienia stanowczo, że nie jest się zainteresowanym. Postraszyć policją. Do tego dochodzi dość powszechne przekonanie w dalszych zakątkach świata/poza Europą, iż kobieta z Europy to kobieta „wyzwolona”, która ma ochotę na seks o każdej porze dnia i nocy i nieważne z kim to robi. W Kirgistanie podjechał do mnie Kirgiz na koniu i zagaił „jak tam moje życie seksualne się układa”. W drugim zdaniu. W Armenii skorzystałam z podwózki i miły poniekąd kierowca, przez pół drogi chwalił się swoją rodziną i wnukami by potem zaproponować obściskiwanko „bo przecież nikt nie zobaczy”.

Czy zdarzyło mi się coś złego pomimo zachowania środków ostrożności? Tak, zostałam dwukrotnie napadnięta w Iranie na tle seksualnym. Skończyło się w Irańskim sądzie. Niestety Iran  który uchodzi za niezwykle przyjazny obcokrajowcom, to nie jest kraj dla solo rowerowych podróżniczek. Kobieta na rowerze to tam inna kategoria. Moje koleżanki też miały tam kłopoty. Mniejsze, typu obłapywanie, cmokanie jak też bardzo poważne.

2. Jak zorganizować sobie nocleg, głównie „spanie na dziko”? Czyli NOCLEGI w trasie

W kwestii noclegu mamy dostępnych wiele opcji.

1. standardowy czyli kemping, hostel, hotel lub agroturystyka (zależy w jakiej części świata jesteśmy).

Tu rzecz jasna korzystam z powszechnych stron rezerwacyjnych jak booking.com, często szukam na mapach google w okolicy, gdzie jestem (w ostatniej chwili), czasem na oficjalnych stronach informacji turystycznej.

2. U kogoś – np. „na gospodarza” lub poprzez portale np. Warmshowers / Coachsurfing etc.

Można jeszcze próbować spania „na gospodarza”, czyli poprosić o możliwość rozłożenia namiotu na czyimś podwórku/polu/łące. Jeśli jest to czyjś teren to należy poprosić! W Europie to raczej nie będzie problemem, ale już w Azji jest. Tam często nie ma po prostu miejsca „pod namiot”. Ja akurat rzadko tak robię. Nie lubię za bardzo prosić, to po pierwsze, poza tym to też nie jest gwarancja spokoju – kiedyś w Polsce (Bieszczady) spałam na terenie agroturystyki a w nocy pod mój namiot przyszedł gospodarz z kolegami, po imprezie zakrapianej i zabawiali się chodząc wokół mojego namiotu i świecąc latarkami a ja myślałam, że umrę ze strachu. Nie, dziękuję, wolę się gdzieś zaszyć, gdzie nikt o mnie nie będzie wiedział.

3. Na dziko

To mój ulubiony sposób, ale przez wiele lat budziło we mnie strach i było to dla mnie przeszkodą nie do pokonania. Owszem, spałam niejednokrotnie w ten sposób, ale zawsze w towarzystwie. Gdy kilak lat temu jadąc solo rozłożyłam sobie namiot gdzieś nad Bugiem, to choć było to nieopodal jakiegoś gospodarstwa to pół nocy trzęsłam się ze strachu i nasłuchiwałam zbliżających się niebezpieczeństw. Teraz wkładam zatyczki do uszu 🙂

Zjednoczone Emiraty Arabskie

Przed wyruszeniem w podróż do Azji przeszłam „kurs spania na dziko” z nowo poznanym w trasie znajomym – po prostu poprosiłam nie znanego mi rowerzystę, którego spotkałam przed zmrokiem gdzieś w trasie, by pozwolił mi rozbić się z nim na dziko i sprzedał patenty. Wcale nie był zadowolony :), ale jechaliśmy potem razem przez ponad tydzień i dużo się nauczyłam. Wybierałam się w daleką i długą podróż na inny kontynent/kontynenty, ale nie czułam się siłach spać na dziko. Teraz patrzę na to jak na bajkę, ale tak było.

Reasumując – zgadajcie się z kimś doświadczonym w temacie i wybierzcie gdzieś razem na małe szkolenie live :).

Główna zasada brzmi – albo się pokazuj (śpisz gdzieś, bo kogoś pytasz o pozwolenie i jesteś tam oficjalnie) albo się ukryj. W praktyce najlepiej:

– poszukać sobie miejscówki samemu, np. wjeżdżając w boczne drogi, nie rozpytywać o to ludzi
– nie dać się zauważyć (co nie zawsze jest rzecz jasna możliwe). Miejsce można sobie wybrać wcześniej, ale namiot rozstawiać jak najpóźniej w ciągu dnia, czyli jak jest już tzw. „szarówka”. Wyłączyć lampki (tak, wzrok się przyzwyczaja i się widzi). Wybrać miejsce jak najmniej widoczne – choć wielokrotnie rozstawiałam się na środku pola jak nie było gdzie – wtedy rano Cię widać i trzeba się szybciej zebrać. Po rozstawieniu namiotu poukładać sobie ew. potrzebne rzeczy w ustalonych miejscach i nie używać latarki. Czytanie odkładamy do rana 🙂
– i jeszcze: mieć gdzieś w zasięgu wzroku, powiedzmy 1 km jakieś gospodarstwo ew. większa drogę – w razie czego można tam się udać (ale za blisko tez nie można, bo psy wyczują i będą szczekać…)

Zdarzyło mi się kilkakrotnie, że ktoś się pojawił w pobliżu już upatrzonej miejscówki i mnie zobaczył – w takim przypadku najczęściej w 95% zwijałam się i szukałam (niestety, bo zazwyczaj jestem zmęczona i jest późno) następnej. Nigdy nie wiadomo co komu przyjdzie do głowy i czy nie zechce nas odwiedzić sam lub z kolegami w nocy.

Piękny poranek w Kazachstanie. Po spakowaniu nie chciało mi się ruszać… Tam akurat krzaków brak, ale było małe wzniesienie

To wszystko brzmi jak jakaś szkoła przetrwania, ale naprawdę tak źle nie jest. Można się przyzwyczaić 🙂

Na polach namiotowych tez nie zawsze jest najbezpieczniej. Park narodowy w Tajlandii

Dodam jeszcze, że kwestia spania na dziko i bezpieczeństwa zależy od regionu. Podczas podróżowania po Azji czułam się dużo bezpieczniej niż w Europie i też wyluzowałam jak nigdy – bywało, że sypiałam na widoku, na placach zabaw etc. w Japonii czy Korei Południowej to już w ogóle luz. Bardziej lubiłam się schować, żeby mi nikt „do namiotu nie właził”. Mam teorię, że azjatyckie (Daleki Wschód)  poczucie bezpieczeństwa ma związek z religią (buddyzm) i tego, że tam nie pija się albo aż tak nie pija alkoholu. Alkohol zmienia ludzi bardzo i to już jest potencjalnie niebezpieczne. 

3. Logistyka w podróży – jak sobie radzić w pojedynkę?

Jak się nie da samemu, prosić o pomoc, choć… u mnie z tym ciężko, bo nie lubię prosić 🙂 Wiadomo, jadąc z kimś jest bezpieczniej i łatwiej, bo jednak osoba może zostać przy bagażach a druga idzie do sklepu etc.

Rower – w większych miejscowościach zawsze zapinam przed wejściem do sklepu, w miastach zamykam tez blokadę tylnego koła. Na wsiach raczej nic z powyższych, tam wszyscy się znają. Gdy chcę coś zwiedzić to już rozglądam się za miejscem, gdzie ktoś jest i może rzucić okiem na (przypięty) rower. W innych przypadkach, związanych np. z przenoszeniem bagaży na stacji kolejowej czy z/ do pociągu, najczęściej też chowam honor do kieszeni i proszę kogoś o pomoc o ile sam się ktoś wcześniej nie zaoferuje. Tylko raz mi odmówiono.

4. Jak sobie radzisz z naprawami roweru?

mycie roweru na trasie
W Gruzji nocowałam gdzieś w winnicach i po deszczu podłoże było tak gliniaste, że na 150 metrach zapchały się oba koła. Musiałam je zdjąć i myć wszystko. Dobrze, że w pobliżu była stacja benzynowa.

Uwaga, uwaga! NIE RADZĘ SOBIE. Wstyd przyznać, wiem. Umiem załatać i wymienić dętkę, coś podregulować.. to chyba wszystko. Nie jest to jednakże powód, da którego miałabym zrezygnować z podróży, ja przejechałam sporą część świata. Zawsze można złapać okazję i podjechać do jakiegoś rowerowego magika (to znaczy ja mam nadzieję, że zawsze..).

Koleżanka, z którą byłam na Filipinach przebiła dętkę. Nawet nie miała odpowiednich narzędzi, by wymienić, ale jak się okazało, nie było to potrzebne 🙂

PODSUMOWUJĄC

Kobieta podróżująca w pojedynkę wzbudza w innych najczęściej troskę a nie chęć skrzywdzenia. Zachowaj jednak zdrowy rozsądek i nie lekceważ faktu, ze jesteś kobietą. To naprawdę robi różnicę, im dalej od Europy, tym większą.

Jeśli czujesz, że podróż rowerem to coś dla Ciebie to warto spróbować. Pojedź gdzieś na dzień, dwa a jak się spodoba to więcej. Najważniejsze to zrobić pierwszy krok. 

Dodano 7 myśli na temat “Rowerem w świat – poradnik dla kobiet

  1. Ja właśnie stoję przed dylematem, czy jechać samemu i spełnić swoje marzenia (niestety cały czas znajduję więcej przeciw niż za :-(), czy jednak szukać kogoś do towarzystwa i tym samym … odkładać realizację marzeń na półkę … Jak czytam Twoje wpisy z wrażenia „pedałuję pod stołem” 🙂 Uwielbiam jeździć na rowerze, przemieszczać się z całym majdanem przed siebie … Na razie mam za sobą 2 razy przejechane polskie wybrzeże i maraton z Wrocławia do Kołobrzegu 🙂 W tym roku jadę na 2 tygodnie do Szwecji i niestety oprócz wewnętrznej podniety przed przygodą, czuję trochę strach … Wprawdzie zabieram ze sobą syna, lat 15 (trochę na siłę, ale zgodził się :-)) , ale w naszym duecie to on bardziej wymaga opieki niż ja 🙂 Mam nadzieję, że wszystko przebiegnie pomyślnie i w przyszłym roku będę zdobywać kolejne „zaklęte rewiry”. Pozdrawiam z klimatyzowanego pomieszczenia biurowego!!! 🙂

    1. Witaj Justine,

      Sama piszesz, że „szukać kogoś do towarzystwa i tym samym odkładać realizację marzeń..”. Trudno mi kogokolwiek do czegokolwiek namawiać, ale wygląda mi na to, że argumenty przeciw, które sie u Ciebie pojawiają można łatwo wyeliminować. Mi akurat ostatnio towarzystwo przez kilka tygodni bardzo odpowiadało, ale zawsze twierdzę, że gdybym czekała na towarzystwo to bym nigdy się z domu nie ruszyła. Wycieczka z synem to dobry start, pamiętam, jak koleżanka również zabrała ze sobą 15latka i było fajnie.
      Zycze Ci spełaniania swoich marzeń. Nie odkładaj tego na później 🙂

  2. Dzięki Ewcyna, takie posty dodają otuchy po codziennym wysłuchiwaniu jaki świat jest niebezpieczny i jak lepiej nie wybierać się samotnie w drogę. Jak będę w przyszłym tygodniu spała sama w lesie, na pewno pomyślę o Twoim blogu, a zwłaszcza zdaniu „Przekonałam się, że kobieta podróżująca w pojedynkę wzbudza w innych najczęściej uczucia opiekuńcze a nie chęć skrzywdzenia.” Z mojego doświadczenia też tak wynika. Widzę, że chyba masz żółty namiot, ja kupiłam pomarańczowy, zastanawiam się, czy za bardzo nie będę się rzucała w oczy rozbijając się na dziko… Co myślisz? Justine, mam nadzieję, że spełnisz swoje marzenia!

    1. Witaj Mola! Pod wszelkimi długościami geograficznymi słyszałam, że to co robię jest niebezpieczne, a ja uważam, że należy zwyczajnie zachować zdrowy rozsądek i słuchać się własnej intuicji. Trzymać się z daleka od ludzi pod wpływem alkoholu.

      Co do namiotu – hmm.. nie, moj namiot jest zielony, ale wnętrze jest żółte, w klimacie gorącym rozstawiam tylko wnętrze i to szczerze mówiąc mi właśnie przeszkadza, ten kolor. Jeśli chcesz się ukryć to rozbijaj się o zmierzchu.

      No i bardzo życzę powodzenia! ps. ja też w przyszłym tygodniu biorę rower i namiot i będę spać w lesie 😉
      pozdrower!

Leave a Reply