Dla kobiet

 

Choć w swoim życiu spotkałam niewiele podróżujących solo kobiet na rowerze to z wieloma jestem w kontakcie no i wiem, chociażby z WOW, że w Polsce i na świecie jest nas wiele.

Jazda w pojedynkę nie była i nie jest dla mnie niczym niezwykłym, aktem desperacji tudzież niebywałej odwagi – ot, lubię to, całe życie radziłam sobie sama i tak też jest w podróży. Zdaję sobie jednak sprawę, że początki bywają trudne – i dla mnie pod wieloma względami też były.

Ponieważ wiele osób, głównie kobiet, pyta mnie jak to jest podróżować samej pomyślałam sobie, ze napiszę o swoich doświadczeniach i podzielę sprawdzonymi „patentami”.

Pytanie pierwsze:
Czy nie boisz się nachalnych mężczyzn? Czy nie dostajesz propozycji „nie od odrzucenia”?

No cóż, oczywiście, że się boję. Z jakiś jednak powodów tego typu propozycji, bynajmniej w otwarty sposób, nie dostaję.

Jestem przekonana, że najistotniejsze to nie prowokować wyglądem i zachowaniem. Choć nie zakrywam się po szyję to staram się nie prowokować strojem – szczególnie w Azji czułabym się wybitnie źle epatując chociażby nagimi ramionami. Choć w Polsce i Europie jest inaczej tj. dziewczyny czasem jeżdżą w samych opalaczach to w azjatyckich krajach, które odwiedziłam kobiety zakrywają ciało dość dokładnie przed słońcem i męskimi spojrzeniami. I nie wiem czy to przypadek, ale jedyny raz, kiedy założyłam koszulkę „na ramiączka”, a było to w jakby nie było kraju rozwiniętym tj. Tajlandii podjechał do mnie ledwie kilkunastoletni na oko młokos i proponował obściskiwanie w krzakach. Najpierw nie chciało mi się wierzyć a zaraz potem pogoniłam go gdzie pieprz rośnie dosadną polską „wiązanką”. A bluzki już więcej nie założyłam.

Co, jeśli jednak taką propozycję się otrzyma? Dać do zrozumienia stanowczo, że nie jest się zainteresowanym. Kiedyś, gdy podróżowałyśmy z koleżanką autostopem po słonecznej Italii jakieś 2 czy 3 razy zaproponowano nam seks za pieniądze. Na szczęście stanowcze „stop, wysiadamy” kończyło rozmowę.

Pytanie drugie:
Jak zorganizować sobie nocleg, głównie „spanie na dziko”?

Przez wiele lat było to dla mnie przeszkodą nie do pokonania. Owszem, spałam niejednokrotnie „w krzakach”, ale zawsze w towarzystwie. Gdy jakieś 3 lata temu jadąc solo rozłożyłam sobie namiot gdzieś nad Bugiem, to choć było to nieopodal jakiegoś gospodarstwa to pól nocy trzęsłam portkami i nasłuchiwałam zbliżających się niebezpieczeństw. Teraz wkładam zatyczki do uszu :)

Dwa lata temu przeszłam „kurs spania na dziko” z moim znajomym, którego nota bene o to poprosiłam, i odtąd stosuje się do jego rad. Główna zasada brzmi „czego oczy nie widzą tego sercu nie żal”, a w praktyce najlepiej:

– poszukać sobie miejscówki samemu, np. wjeżdżając w boczne drogi, nie rozpytywać o to ludzi
– nie dać się zauważyć (co nie zawsze jest rzecz jasna możliwe). Miejsce można sobie wybrać wcześniej, ale namiot rozstawiać jak najpóźniej w ciągu dnia, czyli jak jest już tzw. „szarówka”. Wybrać miejsce jak najmniej widoczne. Po rozstawieniu namiotu poukładać sobie ew. potrzebne rzeczy w ustalonych miejscach i nie używać latarki. Czytanie odkładamy do rana :)
– i rada ode mnie: mieć gdzieś w zasięgu wzroku, powiedzmy 1 km jakieś gospodarstwo ew. większa drogę – w razie czego można tam się udać (ale za blisko tez nie można, bo psy wyczują i będą szczekać…)

Zdarzyło mi się kilkakrotnie, że ktoś się pojawił w pobliżu już upatrzonej miejscówki i mnie zobaczył – w takim przypadku najczęściej szukałam (niestety, bo zazwyczaj jestem zmęczona i jest późno) następnej. Nigdy nie wiadomo co komu przyjdzie do głowy i czy nie zechce nas odwiedzić sam lub z kolegami w nocy.

Można jeszcze próbować spania „na gospodarza”, czyli poprosić o możliwość rozłożenia namiotu na czyimś podwórku/polu/łące. Jeśli jest to czyjś teren to należy poprosić! W Europie to raczej nie będzie problemem, ale już w Azji jest. Tam nie ma po prostu miejsca „pod namiot”.

Wydawało by się, że jest to najbezpieczniejszy sposób, ale ja rzadko go stosuję. Nie lubię za bardzo prosić, to po pierwsze, po drugie właśnie gdy kiedyś tak zrobiłam (Bieszczady) w nocy pod mój namiot przyszedł gospodarz z kolegami, upici na umór no i zabawiali się robiąc sobie żarty a ja myślałam, że umrę ze strachu. Nie, dziękuję, wolę się gdzieś zaszyć gdzie nikt o mnie nie będzie wiedział.

To wszystko brzmi jak jakaś szkoła przetrwania, ale naprawdę tak źle nie jest. Można się przyzwyczaić :)

Dodam jeszcze, że kwestia spania na dziko i bezpieczeństwa zależy od regionu. Podczas podróżowania po Azji czułam się dużo bezpieczniej niż w Europie i też wyluzowałam jak nigdy – bywało, że sypiałam na widoku etc. w Japonii to już w ogóle niczego się nie obawiałam. Bardziej lubiłam się schować, żeby mi nikt „do namiotu nie właził”. Mam teorię, że azjatyckie poczucie bezpieczeństwa ma związek z religią (buddyzm) i tego, że tam nie pija się albo aż tak nie pija alkoholu. Alkohol zmienia ludzi bardzo i to już jest potencjalnie niebezpieczne. Pamiętam też, w jaki sposób okradziono znanych mi i nie znanych rowerzystów w Polsce i na Ukrainie (np. Michał Sałaban podczas podróży z Nordkappu na Przylądek Igielny) – byli na widoku a miejscowi wiedzieli, gdzie się rozkładają i przyszli w nocy. Uważam, ze lepiej chuchać na zimne.

Pytanie trzecie:
Logistyka w pojedynkę – jak sobie radzić w podróży?

Jak się nie da samemu, PROSIĆ O POMOC. Wiadomo, jadąc z kimś jest bezpieczniej i łatwiej, bo jednak osoba może zostać przy bagażach a druga idzie do sklepu etc.
Ja zawsze zapinam rower i jeśli jest możliwość proszę kogoś, aby zwrócił nań uwagę. W innych przypadkach, związanych np. z przenoszeniem bagaży, najczęściej też chowam honor do kieszeni i proszę kogoś o pomoc.

Pytanie czwarte:
Jak sobie radzisz z naprawami roweru?

No, wstyd przyznać, prawie sobie nie radzę. Umiem załatać i wymienić dętkę, to chyba wszystko. Nie jest to jednakże powód, da którego miałabym zrezygnować z podróży. Zawsze można złapać okazję i podjęchać do jakiegoś rowerowego magika (to znaczy ja mam nadzieję, że zawsze..)

Co jeszcze mogę zrobić, aby czuć się bezpiecznie?:

– stosować zasadę ograniczonego zaufania i zdrowego rozsądku – jak coś nam mówi, że nie czujemy się tu dobrze to sobie pojechać; nie mówić dokładnie dokąd się jedzie, używać słów „może”
– nie jeździć po ciemku, ale koniecznie mieć oświetlenie roweru tak „na wszelki słuczaj”
– mieć naładowaną komórkę
– informować innych gdzie się jedzie i być w kontakcie (to akurat nie jest moją zasadą, ale raczej powinno być)
– mieć zapas wody i jedzenia

Przekonałam się, że kobieta podróżująca w pojedynkę wzbudza w innych najczęściej uczucia opiekuńcze a nie chęć skrzywdzenia.

Jeśli czujesz, że podróż rowerem to coś dla Ciebie nie bój się, po prostu wsiądź na rower i jedź! Najważniejsze to zrobić pierwszy krok.

Dodano 7 myśli na temat “Dla kobiet

  1. Ja właśnie stoję przed dylematem, czy jechać samemu i spełnić swoje marzenia (niestety cały czas znajduję więcej przeciw niż za :-(), czy jednak szukać kogoś do towarzystwa i tym samym … odkładać realizację marzeń na półkę … Jak czytam Twoje wpisy z wrażenia „pedałuję pod stołem” :-) Uwielbiam jeździć na rowerze, przemieszczać się z całym majdanem przed siebie … Na razie mam za sobą 2 razy przejechane polskie wybrzeże i maraton z Wrocławia do Kołobrzegu :-) W tym roku jadę na 2 tygodnie do Szwecji i niestety oprócz wewnętrznej podniety przed przygodą, czuję trochę strach … Wprawdzie zabieram ze sobą syna, lat 15 (trochę na siłę, ale zgodził się :-)) , ale w naszym duecie to on bardziej wymaga opieki niż ja :-) Mam nadzieję, że wszystko przebiegnie pomyślnie i w przyszłym roku będę zdobywać kolejne „zaklęte rewiry”. Pozdrawiam z klimatyzowanego pomieszczenia biurowego!!! :-)

    1. Witaj Justine,

      Sama piszesz, że „szukać kogoś do towarzystwa i tym samym odkładać realizację marzeń..”. Trudno mi kogokolwiek do czegokolwiek namawiać, ale wygląda mi na to, że argumenty przeciw, które sie u Ciebie pojawiają można łatwo wyeliminować. Mi akurat ostatnio towarzystwo przez kilka tygodni bardzo odpowiadało, ale zawsze twierdzę, że gdybym czekała na towarzystwo to bym nigdy się z domu nie ruszyła. Wycieczka z synem to dobry start, pamiętam, jak koleżanka również zabrała ze sobą 15latka i było fajnie.
      Zycze Ci spełaniania swoich marzeń. Nie odkładaj tego na później :)

  2. Dzięki Ewcyna, takie posty dodają otuchy po codziennym wysłuchiwaniu jaki świat jest niebezpieczny i jak lepiej nie wybierać się samotnie w drogę. Jak będę w przyszłym tygodniu spała sama w lesie, na pewno pomyślę o Twoim blogu, a zwłaszcza zdaniu „Przekonałam się, że kobieta podróżująca w pojedynkę wzbudza w innych najczęściej uczucia opiekuńcze a nie chęć skrzywdzenia.” Z mojego doświadczenia też tak wynika. Widzę, że chyba masz żółty namiot, ja kupiłam pomarańczowy, zastanawiam się, czy za bardzo nie będę się rzucała w oczy rozbijając się na dziko… Co myślisz? Justine, mam nadzieję, że spełnisz swoje marzenia!

    1. Witaj Mola! Pod wszelkimi długościami geograficznymi słyszałam, że to co robię jest niebezpieczne, a ja uważam, że należy zwyczajnie zachować zdrowy rozsądek i słuchać się własnej intuicji. Trzymać się z daleka od ludzi pod wpływem alkoholu.

      Co do namiotu – hmm.. nie, moj namiot jest zielony, ale wnętrze jest żółte, w klimacie gorącym rozstawiam tylko wnętrze i to szczerze mówiąc mi właśnie przeszkadza, ten kolor. Jeśli chcesz się ukryć to rozbijaj się o zmierzchu.

      No i bardzo życzę powodzenia! ps. ja też w przyszłym tygodniu biorę rower i namiot i będę spać w lesie ;)
      pozdrower!

Dodaj komentarz