Podsumowując

Zakończył sie zatem mój American Dream i czas na kilka refleksji.
USA pozytywnie mnie zaskoczyło. Czułam sie bezpiecznie na drogach, było tez naprawdę czysto – prawo jest tam w dużej mierze przestrzegane jak sie okazało. Ludzie w 99% byli przyjaźni, nie drażniło mnie nawet to, co w Amerykanach zazwyczaj mnie wcześniej drażniło czyli „gumowy” uśmiech. To lepsze niż to nasze – polskie, i moje tez – malkontenctwo. Nie spotkałam wariatów na drogach i zataczających sie pijanych chojraków. Nikt Ci nie przywali słowem, czy czynem za to, ze po prostu ma taka ochotę. No oczywiście zdaje sobie sprawę, ze jest tam mnóstwo niebezpiecznych miejsc, ale u nas nie trzeba być w niebezpiecznym miejscu, żeby rodak Ci „za darmo” zapodał wiązankę.

Do minusów natomiast oczywiście zaliczam beznadziejne jedzenie czyli wszechobecne hamburgery i colę od rana. W małych miejscowościach na asortyment w sklepach składają się głównie batony, czipsy i słodkie gazowane napoje. Chleb nie zasługuje moim zdaniem na taka nazwę, z warzyw w diecie amerykańskiej występuje głównie krążek cebuli i listek sałaty w hamburgerze. W supermarketach sprzedawane jest wszystko w ogromnych opakowaniach dla mutantów. Lody, na które skusiłam się 2 razy były niejadalne, o smaku cukru. Za małe jabłko płaci sie dolara i powyżej, warzywniaków generalnie nie ma.

Aura nas rozpieszczała do tego stopnia, że oprócz dosłownie kilku kropli deszczu 2-3 razy na trasie cały czas świeciło słońce (okres, w którym jechałam to koniec kwietnia-początek czerwca). Po pewnym czasie lejący się żar z nieba trudno było nazwać rozpieszczaniem. Pojawiły się komunikaty, ze była to rekordowo upalna pierwsza polowa roku w USA (nasi długodystansowcy, którzy przejechali całość wyprawy doświadczyli poźniej rekordowo deszczowego lata w Irlandii i Wielkiej Brytanii).

Jak widać są plusy dodatnie i plusy ujemne. Ze zdecydowaną przewagą tych pierwszych..

Leave a Reply