Plaża w Boracay

Tagi: , ,

Co tu dużo mówić… to jedna z najlepszych (Top 10 w rankingu Lonely Planet) plaż i jedno z najprężniejszych centrów rozrywki na świecie. Kilka kilometrów białego piasku i niemal tyle samo knajp wzdłuż wybrzeża.. Mojito, Margarita, Pińa-Colada..i oczywiście przyjaciel San Miguel, tym razem w promocji „Happy hours: buy one – take one!” za cenę trzykrotnie wyżśzą niż w sklepie. Zastanawiam się ile butelek można dostać poza promocją? 🙂 Policjanci plażowi na rowerach wyglądali bosko, ale za szybko to oni tymi rowrami nie ujadą… Zgrabne, ciemne filipińskie ciała przeplatające się ze spalonymi na rożne odcienie czerwieni po purpurę najczęściej mało atrakcyjnymi odwłokami przybyszy z innych kontynentów.

Na tyłach plaży biegnie ulica już w zupełności zgodna ze standardami reszty Filipin – wąska, hałaśliwa, nieoświetlona, nieatrakcyjna….

Przyjechałam tu na kilka godzin (bo na nocleg mnie nie stać) – ciężko ominąć tak znane miejsce. Jestem już sama. Rozstałyśmy się z Zochą i każda jedzie w bardziej wygodnym dla siebie kierunku. Mi udało się dostać na prom (którego miało w ogóle nie być, a nagle cudownie był) na wyspę Mindoro, Zocha popłynęła na wyspę Palawan, gdzie przeznaczy kilka dni na przejazd z El Nido do Puerto Princessa skąd będzie się już ewakuować za jakiś tydzień samolotem do domu.

A ja już jestem w środkowych Filipinach w regionie wysp Visayas (podobno najpiękniejsze) i mam duuuużą nadzieję na miłą jazdę.

Dodano 7 myśli na temat “Plaża w Boracay

  1. Ewo!
    Dzisiaj odczytałam trzy twoje opowieści hurtowo, bo tak się pojawiły na stronie. Wiedź,że u nas w Łodzi ciepło i słonecznie więc uważaj, by u Ciebie nie pojawił się śnieg i mróz …. Podziwiam Cię,ze masz odwagę sama jechać przed siebie w nieznane. Opisuj jak najwięcej lokalnych szczegółów. Właśnie, patrząc na zdjęcie postaci w kasku z rowerem na plaży zastanawiałam się czy to Ty czy Zosia i nijak mi nie pasowałyście do obrazu. teraz wiem,ze to policjant. On chyba pchał ten rower tylko? Czy spotykasz na drogach rowerzystów podróżników z sakwami?
    Zrób może parę zdjęć tamtejszym dzieciom- to zawsze wdzięczny temat.

  2. Te zdjęcia obudziły najdziksze wspomnienia. To było too many happy hours, just a day in paradise. Staliśmy na kotwie, mokre lądowanie na plazy Boracay. Na wyspę szło OK, powrót gorszy, połowa niedotrwała i powpadała do wody.
    Life is a party. !La vide es una fiesta!
    Szerokiej drogi Ewa.

  3. Piotr – ciesże się, ze obudzilam najdziksze wspomnienia:) – no ja takich nie mam, ale fakt, że Boracay to doskonałe partyplace i jakbym tam nocowała to posiedziałabym dłużej. Do wody powpadali za to podobno dwa dni później turyści, którzy płyneli tutejszym środkiem transportu czyli łodką bangka (za kazdym razem jak doń wchodzę to się zastanawiam czy doplynie..).
    Ewo – dziękuję, jakoś się do tej pory udawało…
    Mira – jeszcze tak nei ma co za bardzo podziwiać.. a Zosia też jechała tydzień sama!
    Rowrzystów nie spotykamy, jestem samotnym okrętem, kosmitką oczywiscie. Muszę wymyślić co mówić ludizom dlaczego tak jadę, bo pytają się, czy z Korpusu Pokoju jestem, misjonarką etc., taka jazda dla jazdy jest wysoce niepojmowalna.
    Dzieciom poniewaz to takie oczywiste zdjęc za bardzo nie robiólam, ale powoli nadrabiam 🙂

    Gorzej, że tu cyklon nadchodzi, jakieś deszcze co tydzien mają trwać…. :(((

  4. Na kanapie leżę, co za przyjemność! Warto dla niej tłuc się po bezdrożach, kości obijać, zimne prysznice na rozgrzane plecy wylewać. Z tej perspektywy serdecznie Ci współczuję 🙂
    Ale już mnie zaczyna nosić, w internecie siedzę, może choć na tydzień gdzieś na snorkling? Długo na tej kanapie nie dam rady…
    Palawan jest cudny, cichy,czysty, zielony, każdemu polecam. Trzymaj się, dasz radę.

    1. „Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca. Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.” – R. Kapuściński

Dodaj komentarz