Patchworkowe pola w Furano i Biei

Tagi: , , ,

Przewodniki rozpływają się nad pięknem krajobrazu centralnego Hokkaido, w szczególności zaś nad regionem miast Furano i Biei. Wzgórza otaczające te miejscowości należą do szczególnie malowniczych i są widokiem dość nietypowym w Japonii, dlatego należy tu przyjechać i zrobić zdjęcia.
Postanowiłam przez jeden dzień zabawić się w japońska turystkę i podążać opisywanym na ulotkach szlakiem. Pani w informacji turystycznej ułatwiła mi sprawę dokładnie mazakiem nakreślając gdzie i w którą stronę należy skręcić, aby uzyskać najlepszy widok.
Widok na: … samotne drzewo.. dwa samotne drzewa.. trzy drzewa, które wyglądają jak rodzina.. szereg drzew które wystąpiły w reklamie papierosów Mild Tobacco.. drzewo, które przypomina choinkę…
O marketingu turystycznym w Japonii już kilkakrotnie pisałam, ale to już mnie przerosło. czy ktoś u nas by wpadł na to, żeby opisać na mapie dojazd do drzew, zakładając, ze nie jest to dąb Bartek?!
Dałam sobie spokój z szukaniem drzew, choć nie było to trudne bo są wszędzie w terenie strzałki. Jazda po wzgórza była naprawdę przyjemna i to wystarczy. A że widoki jak w Beskidach połączonych z widokiem na Tatry to już inna sprawa.
Jednakże, aby być już turystką pełną gębą wybrałam się do zoo w miejscowości Asahikawa, które to uchodzi za jedno z najlepszych w Japonii. Nie znam się na tego typu atrakcjach i w sumie nie lubię zwierząt w klatkach… no, ale to nie było takie złe.
Zakończywszy zwiedzanie znalazłam sobie miejsce na nocleg na nadrzecznych bulwarach zastanawiając się co się dzieje w środku tygodnia w dużym parku po przeciwnej stronie rzeki. Było tam mnóstwo straganów i jak można się domyśleć jeszcze więcej ludzi. Dziś dowiedziałam się, że w ten sposób czczono jakieś smutne wydarzenie z okresu drugiej wojny światowej, jakąś bitwę, która miała miejsce w okolicach Asahikawy. Można i tak.
No a ja wyruszam na podbój ostatniego odcinka, jaki dzieli mnie od pólnocnego przylądka Japonii i pomachania Rosji – tym razem z drugiej strony.

Dodano 0 myśli na temat “Patchworkowe pola w Furano i Biei

  1. Ewo!
    Teraz przeczytałam „hurtem” Twoje wrażenia z podróży ( z przerwy w czytaniu wytłumaczę sie w mailu) i oczywiście zwróciłam szczególną uwagę na opowieści Kou z 25 maja. Boże! Jak dobrze być nauczycielką w Polsce. 8 dni urlopu- biedacy! Czy tam nie ma związków zawodowych, czy co( na przykład ZNP)???????
    Od razu poprawił mi sie humor i jutro będę maszerowała w podskokach do szkoły z cudownym przeświadczeniu, ze mam jak w raju.
    Najbardziej czekam na te opowieści, w których występuje żywy japoński człowiek i nawiązujecie nić społecznego porozumienia.
    Kou i jego rodzina byli super.
    Pozdrawiam serdecznie
    Mira

  2. Mira! Jakze ja bym chciala nawiazywac wiecej kontaktow z lokalsami, ale coz, .. bez znajomosci jezyka nie da sie. Oni czesto sa bardzo przyjazni, zagaduja, ale ja oprocz kilku podstawowych zwrotow i slow nic nie rozumiem a oni co juz zaczyna byc irytujace i smutne naprawde nie znaja slowa po angielsku. Niewazne czy stary czy mlody, czy wies czy miasto.
    Kou robi wiele, by utryzmywac kontakt z jezykiem, spotyka sie z obcokrajowcami, ktorzy mieszkaja w jego miescie. Jego marzeniem jest mieszkac poza Japonia. Jego rodzina i on wciaz mnie zapraszaja ic choc mi tam nie po drodze to zobaczymy.

    1. Z tego co wiem angielskii obowiązkowo przez wiele lat…chyba nic innego ale moze uda mi sie podpytać Kou. Ja sama nie iwem, na tyle nauki te dzieciaki nic nie umieja. a widzę dzieci w mundurkach szkolnych w weekendy – soboty, niedizele.. cały czas. Nawet o to pytałam. Zdaje się, ze mają obowiązkowe szkolne zajęcia np. fizyczne. Zresztą cały czas widzę młodziez na placach i boiskach do poznych godzin wieczornych. Nie raz bym juz rozbiła namiot a oni biegają i biagają…:)

Leave a Reply