Para buch, koła w ruch!

Tagi: , ,

Pierwszy tydzień dziewiczego jakby nie było pedałowania w pojedynkę po filipińskiej ziemi upłynął raczej spokojnie, choć nie bez pewnych zawirowań. Największe dotyczyły oczywiście noclegów – w środku dnia mijałałam często wiele przyjemnych resortów, a pod koniec dnia, kiedy były potrzebne – ani dudu. Dwukrotnie zatem zostałam przygarnięta przez litościwe osoby do swoich domów i jestem im za to niezwykle wdzięczna – na zdjęciach przedstawiam galerię moich dobroczyńców – panią Fidelę z wnuczką oraz panią Anę z mężem.

Wczoraj na swojej drodze spotkałam kościół pod wezwaniem błogosławionej siostry Faustyny Kowalskiej. Z tą świętą i Filipińczykami mam pewne wpomnienia.

Było to kilka lat temu, kiedy jeszcze parałam się trochę przewodnictwem po Warszawie. Tuz przed świętami przydzielono mi grupę z Filipin. Nic mi to szczerze mówiąc nie mówiło – gdzie te Filipiny, co to za kraj i z czym się go je, nie mówiąc już o tym, że nie zdawałam sobie sprawy z ogromnej wiary, jaką reprezentują mieszkańcy tego kraju. Zostałam co prawda uprzedzona, że grupa ma charakter poniekąd pielgrzymkowy i nawet mi przez głowe przemknęła osoba świetej Faustyny.. ale tylko przez chwilę. Do autokaru wsiadła grupa przemiłych uśmiechniętych ludzi orz pilotka. „Na początek pani Ewo to jedziemy do siostry Faustyny” powiedziala. I tu mnie zmroziło. Niby wiem kto zacz i po glowie plączą się kadry z filmu z Dorotą Segdą, ale żebym to ja coś więcej mogła w tej kestii powiedzieć to raczej nie za bardzo.. Na szczęście pilotka była tez miłosierna i odrzekła „nie szkodzi pani Ewo – ja im wszystko powiem” i pojechaliśmy obok domu na warszawskiej Woli, gdzie mieszkała błogosławiona. Następny punkt programu obejmował standardowo wizytę w warszawskich Łazienkach. Pod pomnikiem Fryderyka Chopina uczestnicy wycieczki ustawili w koło, wzięli się za ręce a jeden z nich powiedizał „pomódlmy się za duszę wielkiego kompozytora..” No, troszkę mi się wydało powiedzmy nietypowe, ale gdy to samo powtórzyło się kilkakrotnie, między innymi przed pomnikiem kardynała Wyszyńskiego to trochę zgłupiałam.. W zasadzie to już byłam pewna, ze to samo zadzieje się przed pomnikiem warszawskiej syrenki..

Pomyślałam sobie, co ja niby wiem o Filipinach i ichniejszych ludziach? Nic. A oni przyjeżdżają z drugiego końca świata i wiedzą kto to był kardynał Wyszyński a życiorys siostry Faustyny mają w jednym palcu..

Zatem przejeżdżając przez jedną z wiosek na wyspie Panay zobaczywszy znany obraz Jezusa Miłosiernego przystanęłam, aby zrobić zdjęcie.. dość szybko wyhaczyli mnie tamtejsi parafianie i oczywiście z ogromnym przejeciem opowiadali, że mają tu jedyne chyba na Filipinach relikwie świętej i jakie cuda się zdarzają. A przy okazji poczęstowali obiadem.

Generalnie przejazd przez pierwszą wyspę archipelagu Visayas nie może sie równać z tym, czego doświadzyłyśmy wcześniej – jest o niebo spokojniej, zdarzają sie nawet miejsca gdzie nie ma ludzi :)!

Dotarłam do Iloilo – stolicy wyspy i jednocześnie dużego portu, skąd będę się przeprawiać na wyspę Negros. Niestety humor mój burzy bardzo prognoza pogody… Wieje bardzo mocno od kilku dni, ale właśnie w ten weekend tuż zaraz pogoda ma się załamać i to na dobre kilka dni…

Nie bardzo wiem co w tym względzie począć, ale coś wymyślę.

Dodano 16 myśli na temat “Para buch, koła w ruch!

  1. faktycznie w/g weatheronline.pl wygląda, że do środy deszcz, wiatr do 4, ale chociaż ciepło. Jeśli czas Cie nie goni, to może najlepiej znaleść kwaterę w ładnym miejscu przy plaży i kilka dni się pobyczyć? Kindle, www i tego typu rzeczy. Plażować da się nawet w deszczu. Życzę radosnych „ponurych” dni.

  2. „Tak naprawdę nie wiemy, co ciągnie człowieka w świat. Ciekawość? Głód przeżyć? Potrzeba nieustannego dziwienia się? Człowiek, który przestaje się dziwić jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze – uroda życia.” R. Kapuściński – Podróże z Herodotem
    ……

  3. Piotr no taki jest plan, ale za chorobe nie mogę znaleźć nic taniego :(. Może na Negros się uda.

    Stanisław – życie w drodze jest prostsze i ciekawsze niż codzienna rutyna, choć czasem mam ochote na kilka dni bezruchu..

  4. Ewa , świetnie sie czyta…, chyba sobie dzisiaj troche postudiuje mapę Filipin, bo tak jak Ty kilka lat temu..nie za bardzo wiem z czym to sie je….To świetnie, ze masz okazje nocowac u ludzi…., opisz prosze jak to sie dzieje., że trafiasz do prywatnego domu .., na jednym ze zdjec widac talerz chyba z zupą….Jedzene wyglada na przepyszne …mniam…

  5. No za każdym razem trafiałam trochę inaczej. W jednej miejscowości jak rozpytywqałam o lokum to sama do mnie podeszła pani Fidela i powiedizała, że mogę u niej spac. Jej mąz wcale się nie zdziwił, okazało się że pracował na statkach i całkiem kilku Polaków w swoim zyciu znał.
    Za drugim razem nie było tak prosto, w parafii od Faustyny zadzwonili do nastepnej parafii że przyjadę, ucieszyłam się, a jak przyjechałam to nikt o niczym nie wiedział, księdza nie było.. przebywający tam ludzie z obsługi odesłali mnie do hoteli.. „głodego nakarmić, nagiego przyodziać..” jakis mnie smutek ogarnął i nerwy puściły.. za rogiem mi łzy pociekły, tak tez miewam. No bo jakbym miała kasę na noclegi za 100-200 zl to bym się po parafiach i innych kątach nie plątała.. przygarnęla mnie wtedy jedna parafianka. Pytam się – księdza nie było, a jakby był to czy miałby prawo wypędzić?
    Od dóch dni pada i tym razem jestem u pierwszego wamrshowera, ale padać zamierza dalej i właśnie mi odpowiedział drugi warmshower, że się moge do niego przenieść. Ja bym naprawde chciała już jechać, ale kurde leje troche za mocno..
    Zatem tak to z noclegami jest. Różnie.
    A jesli chodzi o jedzenie Beata to muszę Cię rozczarować – nic tu przepysznego nie jadam, taka nijaka ta kuchnia dla mnie.. Wszędzie nawet o tym piszą podobnie, że nie zachwyca kuchnia filipińska. Bedę się napawać w innych krajach azjatyckich mam nadzieję, z Tajlandią na czele.
    Pozrawiam ze strug ciepłego deszczu!

  6. A co do lokalizacji gdzie jestem staram się aktualizować mapkę na stronie startowej, ale sama nie umiem jeszcze (to znaczy popsuć umiem), więc zazwyczaj odbywa sie to z opoźnieniem przez Polskę.. ale można tam zaglądać dla rozeznania.
    Teraz jest to miasto Bacolod na wyspie Negros.

  7. 100-200 zł to bardzo dużo…rozumiem,że jak tak pada ciągle to pod namiotem nie bardzo chce się spać…Ewa,jak długo jeszcze Filipiny i jaki jest następny kraj, do którego zmierzasz? A W Tajlandii to sobie pojesz…już Ci zazdroszczę 🙂

  8. Hej,
    Ma ktoś do Ewy kontakt telefoniczny lub FB. Mieszkam właśnie w Bacolod pisała Ewa do mnie o nocleg na CS, ale dopiero dzisiaj odczytałem. Faktycznie pogoda nieciekawa więc jak najbardziej oferuję dach, a może nawet polskie pierogi 🙂 Niech tylko się odezwie. Z góry dzięki 🙂

    1. cześc Mariusz, ja bez netu generalnie, więc nie wiedziałam, ze mnie łapiesz- odpisalam na maila i podałam tel jakby co, moze do zobaczenia?
      Polskie pierogi???? o nie, to zbyt kuszace!

  9. Nie ma mowy pod namiotem, za mocno pada. Ale dzis prrzestało i licze na to, ze wskocze na rower jutro Dzis bardzo sympatyczny host mieszkający w bardzo ladnym domu, jego pomoc domowa zrobila mi pranie i generalnie jestem rozpieszczana…

    29 stycznia lece do Birmy, jeszcze 2 tygodnie tutaj.

  10. Ewo!
    To co napisałaś o religijności Filipińczyków jest niesamowite. Siostra Faustyna urodziła sie gdzieś niedaleko Łodzi, a ja o niej dowiedziałam się całkiem niedawno. Zawstydziłam sie nieco… Ale Kochana- spotkać polskiego Mariusza w Bacolod, co z pierogami czeka na Ciebie- to dopiero dowód,ze siły wyższe czuwają nad tak dzielną podróżniczką.
    A łez nie należy się wstydzić, bo ja to bym płakała ze trzy razy dziennie, będąc sama na krańcach świata.
    Czy miałam przyjemność spotkać Mariusza gdzieś w Polsce? I czy sam zrobi Ci te pierogi? Czekam na relacje…bo fajnie spotkać Serdecznego Swojego na takiej wyprawie.

  11. Mira, nie jest mi tak źle, szczególnie w Bacolod. To całkiem przyjemne miasteczko i fajni ludzie. Co prawda juz mnie kości bolą od tego nicnierobienia, ale nie zmienię prognozy. Nadciągnęły jakies niże, ktore tu oznaczają wiatr i opady. I niestety (mam nadzieję z przerwami) ma padac do końca mojego pobytu, czyli jeszcze ze 2 tygodnie. 🙁
    Mariusza własnie spotkałam, co prawda pierogmow nie było, ale miło jest spotkac swojego na obczyźnie. Mariusz – pozdrawiam!
    I wszystkich również. Trzymajcie kciuki za to, żeby aura pozwoliła mi jechac dalej.

  12. Ale cudnie się czyta te wszystkie relacje! A zdjęcia są boskie! Trzymam kciuki za dalsze przygody, oby było cieplej z każdym dniem i oby ludzie byli przyjaźni i aby z noclegami nie było problemu 🙂 i w ogóle aby same wspaniałości i cudowności pojawiały się na drodze :))) ściskam mocno z zaśnieżonej wawki 🙂

  13. Nie ubili mnie jeszcze.. Uprzejmie donosze, ze jade od srody , tajfun idzie bokiem tj. w innych regionach a tu objawia sie chmurami, wiatrem ale glownie w plecki i temperatura idealna tj. Ok 24st. Dzis 100 km do zrobienia wiec lece, relacja pozniej..

    ,

Leave a Reply