New York, New York

Tagi:

Nocny lot i juz jestem w Nowym Jorku, gdzie spędzam 4 dni. Przylatuję bez żadnej mapy i o dziwo takowej nie dostanę na lotnisku, punkty Informacji Turystycznej oczywiście nie istnieją .. albo ja na nie nie trafiam. Na szczęście w metrze dostaję mapę komunikacji miejskiej i docieram nim do centrum – ku mojemu zadowoleniu z JFK jest taka możliwość. Na rower potrzebny jest osobny bilet za 1 USD.

W Nowym Jorku mieszkam i kręcę się 3 dni jedynie po Manhattanie, który generalnie nie jest duża wyspą. Miasto podoba mi się, ale nie tak, żebym tam chciała zamieszkać czy coś takiego.. pierwsze brudne miasto na trasie w USA no i tłoczno oczywiście. Nie zwiedzam też nic od wewnątrz bo mnie baardzo mój gospodarz z Servasu (u którego się zatrzymałam) nastraszył, ze kradną tu rowery na potęgę krytykując moje świeżo zakupione przed wyjazdem zapięcie. Za to niezwykle podoba mi się Central Park, który jest ogromny, a do tego w sobotę natrafiam tam na Tango Party.. ludzie wszelkich ras i w każdym wieku po prostu tańczą tango. Bardzo klimatyczne.

W drodze powrotnej postanawiam dotrzeć na lotnisko w Newark rowerem. Wymaga to jednak dużo samozaparcia, odwagi i zaradności – pamiętajmy, ze wokół są jedynie autostrady.. miejscowi z trudem nakreślają mi jakiś wariant drogi okrężnej, na końcu której musze już jedynie przerzucić rower przez barierkę lotniska…

Pakując sie niefortunnie jak sie okazało jednak zostawiłam siodełko ze sztycą w bagażu podręcznym. Robiłam tak już wcześniej kilkakrotnie, w USA też nikt nie miał nic do tego, jednakże podczas kontroli na przesiadce w Londynie pan służbista uparł sie, żeby mnie z tym dalej nie puścić, no bo…. w końcu mogę użyć sztycy jako broni. Stwierdziłam, że to nawet dobry pomysł i chętnie tej sztycy użyję, żeby mu dać w głowę, bo musiałam przez to biec przez pół lotniska, aby wyjść i wejść ponownie nadawając jedynie to siodełko… Co oznaczało także konieczność uiszczenia opłaty za dodatkową sztukę bagażu w wysokości przekraczającej wartość mniej więcej 2 takich siodełek.. Na szczęście miałam wystarczająco dużo czasu no i miłe panie na odprawie ulitowały sie nad moim losem i nie policzyły tego siodełka za druga sztukę.. są jeszcze dobrzy ludzie na lotniskach.. i nawet w celu jego opakowania jedna z nich wyjęła spod lady i podarowała mi … małą ruską kraciastą torebkę! W związku z tym podróżowałam już z dwiema, bo wszak w pierwszej olbrzymiej był juz mój rower…

I tak to dotarłam do Warszawy, gdzie złożyłam rower będąc bacznie obserwowana przez kilku kibiców piłki nożnej z Grecji (za 3 dni zaczynał się turniej UEFA Euro 2012) i pojechałam do domu.

Leave a Reply