Na dalekiej północy


W drodze na północ Hokkaido krajobraz stawał się coraz surowszy, miejscowości czasem istniały tylko na mapie, pustka dookoła i wiatr. Wiało jednakże głównie miło w plecy więc kilometry ino śmigały. Czasem płasko i nudno, czasem niezły wycisk na wzgórzach. Zrobiło się też wręcz upalnie.
Od Asahikawy dużo mnie mijało cały czas wozów opancerzonych i generalnie wojska, nawet pomyślałam czy w tej Korei się nie zaczęło od nowa.. raz nocowałam przy dużym parkingu i calutką noc podjeżdżały te wojaki. Wszystko widziałam!
Któregoś dnia po drodze natrafiłam na uroczo położony kemping i choć zamierzałam jeszcze trochę popedałować to po usłyszeniu ceny stwierdziłam, ze nic mi się nie stanie jak zostanę. Całe 200 jenów czyli jakieś 7 PLN. W cenie ciepła woda w kranie (to w ogóle nie spotykany w Japonii rarytas) i wifi.
Po kempingu kręciło się kilka osób, a dwóch panów na rowerach podjechało do mnie. Skąd jestem? Sama? Jak to ze z Kiusiu jadę.. niemożliwe.
Pryszniców co prawda nie było, bo to w ogóle reglamentowana przyjemność na tutejszych kempingach, ale naprzeciwko kempingu znajdował się onsen. Jak tak siedziałam i zastanawiałam się czy jestem na tyle brudna, żeby wydać te 400 jenow na onsen (nie byłam) podjechał jeden z tych panów i wręczył mi „prezento”- mały bilecik który okazał się biletem wstępu do tegoż właśnie onsenu. Czytał w moich myślach czy tez jednak wygladałam na zabiedzoną i zapuszczoną kurcze..? Tak czy inaczej nie musiałam już dłużej dumać tylko zebrałam klamoty i do onsenu.
W tak zwanym mięczyczasie podeszła też zaprzyjaźniać się jeszcze pani z jamnikiem. Zdążyłam już nawet trochę znielubić tego jamnika bo szczekacz był z niego (ale jak szczekał to go zamykali w przyczepie, i tym się różni podejście do tematu hałasu w Japonii i u nas..), ale pani była przemiła. Od słowa do słowa – o sorry – od gestu do gestu bo pani ni w ząb angielskiego – i okazało się że tez idzie do onsenu, wiec poszłyśmy razem. Po powrocie przyniosła mi coś na ząb.. zupkę chińską (powinny się nazywać zupkami japońskimi bo to własnie w Japonii je wynaleziono) i wodę w termosie, żebym sobie mogła od razu ową zupkę zalać. I jajka na twardo. Nie to zamierzałam jeść na kolacje ale darowanemu..
Chyba jednak wyglądałam dość marnie jak mnie tak na tym kempingu w Bifuka czyścili i dokarmiali..
Pan starszy spytał się jeszcze czy nie chcę podładować baterii .. jakby zgadł, bo na kempingu nie było żadnego gniazdka elektrycznego. A pan miał swoje baterie słoneczne. Pan Manako powiedział mi, ze mieszka na tym kempingu 4 miesiące w roku i kosztuje go to 100 jenów dziennie, i ze to świetna baza wypadowa na cale Hokkaido. Podpytałam go zatem o moją dalszą trasę i powiedział mi, jak wieją wiatry na Hokkaido.. wynikało z tego, że zgodnie z kierunkiem mojej jazdy. Trele morele pomyślałam, takie gadanie. Ale czas pokazał, ze miał rację! I’m lucky, co tu dużo gadać.

Leave a Reply