Monument Valley czyli w krainie westernu

Tagi: , ,

Nie czekamy długo na następne atrakcje. Po 2 dniach dojeżdżamy do Monument Valley tj. Doliny Pomników, zwanej też krainą westernu – tu podobno kręcono niemal wszystkie amerykańskie filmy tego gatunku. Pomimo stosunkowo niedużej odległości tutejszy krajobraz jest niemalże odwrotnością Wielkiego Kanionu. Mówiąc obrazowo z Wyżyny Kolorado niejako wystają ogromne skały zwane monolitami. Mają odcień rdzawej czerwieni, nawet piasek na kempingu jest w tym kolorze. Po kolejnej nocy z niezwykle silnym wiatrem mamy ten piasek praktycznie wszędzie i długo nie udaje się go nam pozbyć z zakamarków bagażu..

Wjeżdżamy na 2 dni do najsuchszego stanu USA tj. Utah, gdzie …zanosi się chmurami i nawet spada na nas kilka kropli deszczu! Ja naliczyłam 6. Ku naszej nieopisanej radości na kempingu jest prawdziwa, zieloniutka i mięciutka trawa! Co prawda na jego wycinku o wymiarach 10×20 m, ale zawsze! Takie wygody, że ho, ho.

Rest-day mamy ponownie w Parku Narodowym – tym razem jest to Mesa Verde, który słynie z pozostałości miast przodków Indian sprzed kilkuset lat. Zwiedzamy, a potem świętujemy „połowinkę” wyprawy .. leje sie tequila, pieką ziemniaczory, kukurydza i mięsiwo, jest ognisko i w ogóle jest fajowo. Mamy tez super atrakcję na trasie – prawie całkowite zaćmienie słońca! Akurat obejmuje także nasza okolice.

Cały następny dzień mamy z górki w skalnych i różnokolorowych okolicznościach przyrody i z wiatrem w plecy, co oznacza jakieś zawrotne prędkości na zjazdach. Mój licznik sie niestety buntuje i psuje, zatem nie wiem jaka to może być prędkość, ale zapewne do 60 km/h. No, ale że nic w przyrodzie nie ginie, juz następnego dnia mamy niemalże sam podjazd. I następnego też.. Tak juz jest stale, bo wjechaliśmy do stanu Kolorado a na horyzoncie mamy Góry Skaliste z pięknymi, choć zatrważającymi nieco czapami śniegu. „Miód” Ci to na moje serce, bo znajomi wiedzą, że do najszybszych zdobywców przełęczy nie należę, a tu fama niesie, ze za 2-3 dni będziemy pokonywać przełęcz Lizard Pass o wysokości ponad 3 tys. metrów n.p.m. A potem jeszcze wyższą Monarch Pass – 3500 m.n.p.m. Hmmm… Ja nigdy na takowej wysokości nie byłam, nie mówiąc już o wciągnięciu tam oprócz siebie także roweru. .. Domniemuję zatem, ze czeka mnie dłuuugi spacer. Co do temperatur strach sie bać, i tak juz większość z nas flika nosem, bo noce na wysokości 2,5 km do najcieplejszych nie należą. Ale – „let’s hit the Rockies” men!

Leave a Reply