Maxing my relaxing

Tagi: , , , ,

„Ta rzeka płynie w złym kierunku” powiedziała do mnie kiedyś Zocha wpatrując się a to w mapę a to w płynącą nieopodal rzekę w realu. Faktycznie, rzeka płynęła w niewłaściwym kierunku, robiąc sprytnie taki zawijas, który wczesniej ukrył przed nami ten fakt na mapie.

Jak wiemy, a przynajmniej rowerzyści wiedzą to dobrze, jedyny właściwy kierunek, w którym powinna płynąć rzeka to ten, w którym my zmierzamy. Jeśli jest inaczej nie należy zawracać wody kijem tylko:
a) zmienić plany i jechac tam, gdzie chce rzeka
b) podjąć wyzwanie i stawić czoła podjazdom, tym większym, im bliżej jesteśmy jej źródeł

Wtedy po krótkiej naradzie postawiłyśmy na wariant a) i rozkoszowałyśmy się relaksującą jazdą przez następne kilka dni.

No, ale jak wiemy wariant a) nie zawsze jest możliwy. Wtedy pozostaje wariant b).

Dla mnie w Laosie wszystkie rzeki bezlitośnie płyną w niewłaściwym kierunku. Jadna się kończy albo ucieka w bok, zaczyna się następna. Wariant a) odpada, bo musiałabym wjechać do Wietnamu. Ale, ale! wiedziałam na co się piszę, w góry jedziemy mości panie i panowie, tak miało być i jest! Jest dobrze. W końcu Tybet już prawie widać na horyzoncie..:)

Wysiłek wysiłkiem, podjazdy podjazdami, ale jest pięknie. Ogłaszam Laos krajem zieleni! Dodatkowo, po wielu tygodniach jazdy w smogowej mgle po kliku burzach, które ugasiły pożary nareszcie ujrzałam błękit nieba – jaka to była radość.

Kilka dni temu, za poradą kilku osób zmieniłam nieco plany robiąc „skok w bok” w stronę Wietnamu, zataczając petlę i tym samym omijając najbardziej przez kierowców wszelkich pojazdów odcinek drogi do Oudomxay. Pozostanę dozgonnie wdzięczna moim doradcom, bo był to najpiękniejszy odcinek Laosu, jakim dane mi było jechać. Wąskie, spokojne drogi prowadziły wdłuż rzek (które jak wiemy płynęły w niewłaściwym kieruku) doprowadziwczy mnie do idyllycznego miasteczka Nong Khiaw. Chyba niegdy jeszcze nie spotkałam sie z tak harmonijnym współgraniem mieszkańców i turystów – niczego nie ma tu za wiele, to może jest dużo pensjonatów i kilka knajp, ale mieszkańcy żyją swoim życiem, nie naciągają i wciąż szczerze uśmiechają się do plączących sie tu i ówdzie rozleniwionych turystów. Przymknęłam zatem oko na fakt, że nie zasłuzyłam jeszcze ponowny odpoczynek bo pięknego widoku z okna jeszcze nie miałam i leniłam się na maksa w Nong Khiaw 2 dni obserwując zycie nad rzeką Nam Ou.

Podsumowaniem tej idylli był 6-godzinny rejs łódką na północ – nie z lenistwa bynajmniej – drogi nie ma i była to jedyna możliwość dotarcia do tamtejszych miejscowości.
Czy widzieliście kiedyś okrągłą tęczę?? Ze zdziwieniem podziwiałam to zjawisko przez około 2 godziny właśnie w Nong Khiaw. Zamieszczam zdjęcie, choć nie oddaje ono jej urody.

W jednej z mijanych wiosek zobaczyłam kobiety w kolorowych strojach i pięknych czepacach – najprawdopodobniej przedstawicielki jednego z plemion górskich. Starały sie sprzedać swój dość ubogi dobytek skladający się z warzyw i drobnych ozdób. Nie noszę ozdób, ale kupiłam bransoletkę za niebotyczna na te warunki cenę 8 zlotych, bo myślę, że za te pieniądze mogą ugotować obiad rodzinie. Niestety, kobiety te wyglądały tez bardzo, ale to bardzo biednie, podziurawione brudne bluzki i spódnice.. Zastanawiające, bo wszędzie tu są pompy z wodą i rzadko kiedy nikogo przy nich nie ma – jadąc wieczorem często widzę myjących się tam mieszkańcow, czasem sama z nich korzystam. Nie wiem, może w wysokich górach jest inaczej?

No a ja już jedną nogą w Chinach.. to prawda, w Oudomxay, gdzie jestem, jakeiś 120 km od granicy to już wielkie Chińczykowo. Teraz tylko zastanawim się gdzie spędzić nadchodzący.. Nowy Rok 🙂

Tak, tak, w Laosie, Tajlandii, bodajże Kambodży, ale też w położonej tuż przy granicy z Laosem prowincji Chin Nowy Rok zwany Songkran obchodzony jest pomiędzy 13-15 kwietnia. Najsłynniejszym noworocznym zwyczajem jest polewanie wodą i podobno przy tutejszych oblucjach nasz lany poniedziałek wypada bardzo blado. Od wielu dni najlepiej sprzedającym sie jak widzę gadźetem są karabiny – psikawki, od jakiś 2 dni po ulicach krąży młodzież z wiadrami a podobno najbardziej pożądanym celem są obcokrajowcy – co już powoli odczuwam.

A że w tym klimacie wody na głowę nigdy za wiele i tę z godnością, albo i bez – przyjmiemy. Pytanie tylko gdzie wtedy będę.

A zatem – Szczęśliwego Nowego Roku!

ps. Następna relacja pewnie z Chin 🙂 Musze przyznać, że jestem przejęta i zupełnie nie wiem czego się spodziewać. Dodatkowo, z uwagi na „fascynującą” ostatnio politykę Państwa Środka w kwestii wiz najprwdopodobniej tak jak Janek i Marzena z Nagniatamy.pl będe musiala zrobić sobie przymusową wycieczkę za granicę, zapewne do Hongkongu, aby wykorzystać następne przysługujące mi 30 dni. Aha, przyjdzie mi się wyfejsbukować na wiele tygodni, ale taki odwyk to same korzyści.

A co dalej, nie wiem. Niezbyt pozytywne wieści z Polski sprawiają, że mogę być zmuszona do powrotu najakiś czas, a bardzo bym nie chciała. Bardzo. Z Azją (a może i dalej) jeszcze nie skończyłam. Ale jeszcze mam trochę czasu do podjęcia decyzji i mam nadzieję rozwiązać sprawę zdalnie (with a little help of my friends).

Dodano 6 myśli na temat “Maxing my relaxing

  1. Czytam to z zajęciem wielkim i nosi mnie dosłownie, tak bym chciała już wsiąść na rower i gdzieś jechać. Życie jednak swoje wie i stawia ograniczenia, więc tylko przenoszę się w tamte rejony wraz z lekturą. Pozdrawiam i życzę wytrwałości

    1. Znam to uczucie.. wciaz pamietam jak mnie nosilo czytajac twoje relacje z Indochin kilka lat temu podczas, gdy ja siedzialam za biurkiem i walilam w nie glowa..

      Ale, ale.., a kto to mowil, ze konczy z rowerem, z tymi podjazdami, ze teraz to juz tylko motor i juz..? Zofia Ci to byla! 🙂

  2. Happy New Year Ewa!!! Feliz Navidad. To już za chwilę będziesz w 2015? A czemu nie do Wietnamu? Wietnam być kochany, Wietnam być imprezowy. I mieć dobre jedzenie – marynowane kobry, nalewka z grzechotnika, itd., itp. Odnośnie rzeki, to zapomniałaś o opcji C), którą jest kąpiel, a na odludziu to i ubrań suszyć nie trzeba.
    Jakby Cię przycisnęło do Polski, pamiętaj że 1-4 wielka majówka pod znakiem wina truskawkowego i miodzia.
    Takie halo wokół słońca wróży zmiany pogodowe, czy to były te deszcze i błękitne niebo? No i czytając wpis – wydaje się, że podnosi ducha.

    1. Piotrze. Wietnam jest teraz na „nie” z co najmnmiej dwoch powodow. Po pierwsze primo – wiza chinska byla priorytetem, czyli musze sie zmiescic z oboma wjazdami przed 25 maja. Ale po drugie primo, opinie o rowerowaniu w Wietnamie jakie wyczytalam i zaslyszalam sa w 80 procentach niekorzystne i dlatego kraj ten spada na koniec listy tych, ktore chcialabym odwiedzic.
      Why? Jest w nim 10-krotnie wiecej ludzi niz w Laosie, marne 70 milionow w takim malym panstewku. Drogi zatloczone a zwyczaje na drodze z opowiadan przypominaja filipinskie, czyli trabienie wszystkich pojazdow na raz, kakofonia murowana.
      No i niestety co najwazniejsze sa skrajne opinie co do postaw ludzi. Zdarzaja sie bardzo przyjazni, ale czesto sa po prostu zlosliwi na maksa, naciagaja ile wlezie i wysmiewaja sie z rowerzystow. Aha. plus wyciagnieta reka po „money”. Wyglada na to, ze to nie na moje nerwy… A nalewek i robaczkow mam Ci tu w Chianch dostatek, dzis panoszyly sie na talerzach w knajpie, pewna rodzina nie dala rady zjesc wszystkiego i zabrala reszte do domu, widocznie dobre, kiedys sprobuje.

  3. SabaiDee Songran!Ja widzialem Twoja tecze-halo raz w zyciu,z samolotu w dole.Mysle,ze przyniesie Ci to chokdee w NowymRoku
    I w nowym kraju.Kraj wielki jak kontynent,pociagiem jedzie sie tydzien!rowerem? Keep-Going!

    1. Witaj. Dzis tj. 15.04 zostalam slusznie zlana woda i przemoczona do suchej nitki, mysle, ze bedzie mi sie wiodlo w tym nowym roku.. ale ktory to rok to nawet nie wiem… musze sprawdzic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *