Matsumoto, Alpy Japońskie

Na reset po kilku dniach podjazdu wybrałam Matsumoto, niezwykle przyjemne miasto w Alpach Japońskich ok. 80 km od Nagano, słynące z .. najstarszego oryginalnego zamku w Japonii.. pochodzi on z XVI wieku. Czyli zwiedzamy trzeci zamek w Japonii, do 3 razy sztuka. Trzeba sobie wyrobić opinię o panach i władcach.
Pod zamkiem zaczepił mnie człowiek, który okazał się być tzw. volunteer guide i zaproponował zwiedzanie za free. Bardzo to fajna sprawa i szkoda, że nie jest bardziej rozpowszechniona.
Mitsuto był bardzo zainteresowany i przejęty moją wyprawą i nawet nie patrzył na mnie jak na kosmitkę tak jak inni. Po zakończeniu zwiedzania i pożegnaniu poszedł jednak za mną i zaprosił na lunch. Jeśli tylko nie będę miała nic przeciwko temu…
Bardzo to było miłe i chętni spróbowalam lokalnego dania jakim są ciemne kluski soba, które się jada maczając w sosie sojowym.
Na zakończenie Mitsuto kilkakrotnie podziękował mi za towarzystwo i że dzięki mnie mógł poćwiczyć swój angielski..
O matko. Jak się nauczę tego dziękowania to dopiero w Polsce będa na mnie patrazyć jak na kosmitkę.
A w Matsumoto znalazłam cudowny wprost tani pensjonat gdzie się zadekowałam na 2 noce bo raz na jakiś czas się należy a poza tym jutro ma padać.. szkoda, bo tyle tu dookoła miejsc do zwiedzania..

Dodano 0 myśli na temat “Matsumoto, Alpy Japońskie

  1. Ewo! Długo, długo nic i nagle dzisiaj odkryłam kilka nowych wpisów, które pojawiły się razem. Dobrze,że jest piątek i mam czas je uważnie przeczytać. Zaintrygował mnie pan Toshio, który – jak zrozumiałam- gościł Cie u siebie w domu. Juz nie tyle sie nie dziwię,ze nie opisujesz jego domu i swojego zdziwienia,ze obcy facet wpuszcza Cie za próg swojego domostwa, co zastanawiam sie nad takim oto zagadnieniem. Czy ja spotykając w Łodzi egzotycznego rowerzystę z innego kontynentu, o innym kolorze skóry odważyłabym sie zaprosić go do siebie do domu- ot tak sobie lekko? Co innego do knajpki na lunch.
    Oczywiście po twoich opisach to wręcz jutro wybiegam w miasto i biorę z łapanki jakiegoś obcokontynentalnego rowerzystę
    i …. Po pierwsze- oprowadzam go po łódzkich pałacach jako przewodnik wolontariusz ( jak pan Mitsuto) a po drugie sprowadzam do domu na kolacje, prysznic i nocleg, czy chce czy nie.. A to wszystko po to, by przełamać w sobie europejską i wielkomiejską nieufność i nadmierną ostrożność w kontaktach z bliźnimi.
    Podróże jednak kształcą….. Wiem, wiem,ze szczególnie tych wykształconych.
    Jesteś Ewo Wielka i Dzielna.
    Mira

  2. Mira, no faktycznie to niecodzienna sprawa, ale powiem Ci że w przypadku Toshio to trochę czułam pismo nosem przez te 20 kilometrow jak jechaliśmy razem. Więc się za szczególnie nie zdziwiłam a już na pewno niczego nei obawiałam. Zrobiłam zdjęcia jego mieszkania na 10 piętrze jedynego w tej miejscowości wieżowca, ale nie będę tu wrzucac bo jestem z nim w kontakcie i wiem, że tu zajrzy. A mieszkanie ma duże, ładne i bardziej europejskie niż japońskie (oprocz spania na matach tatami), w jednym pokoju trzyma swoją kolekcję rowerów (oraz sprzet do golfa) – ma ich kilkanascie, trzy stoją przed blokiem, kilka w pokoju i kilka gdzieś jeszcze. Takie hobby:)

    A czy bym wpuścila.. ? pewnie jednak tak, bo wiem co to podróżować na rowerze. W innym przypadku pewnie bym się zastanowiła.

  3. aha, natomiast reakcja wolontariusza zdecydowanie mnie zaskoczyła. Wszedł za mną do sklepu, czyli musial bardzo przełamać japońską niesmialość. I potem równiez mnie prosił o przesłanie mu informacji jak mi idzie.

  4. Ewo, bo nieśmiałość idzie w kąt gdy spotykają się dwie nietuzinkowe osobowości. Swój swojego rozpozna i chce pogadać.
    Przecież musisz im imponować. Niby słaba płeć……. Co w tej Europie się dzieje- myślą zapewne Japończycy, których mijasz w drodze.
    Mira

    1. no tak, coś w tym jest:)
      dziś też mnie jakiś lokals namierzył i chce potowarzyszyć przez pare godzin.. tylko porownać jego na kolarzówce do mojego rowerowego wielbłąda..

Leave a Reply