Luang Prabang

Tagi: , , ,

Luang Prabang jest piękne. Była stolica królestwa Laosu, obecnie na liście dziedzictwa kultury UNESCO jest wręcz stworzona do relaksu. Nieduży cypel nad Mekongiem pełen jest świątyń, postkolonialnych odrestauranowanych budynków i .. knajp, biur turystycznych, hoteli oraz guestousów.
Mam wrażenie, że to miasto składa sie właśnie z przybytków służacych zaspokojeniu potrzeb turystów, ale przybytki te są przynajmniej są estetyczne, pięknie oświetlone wieczorem, dobrze utrzymane.
Luang Prabang to nagroda po 5 dniach przebijania się przez góry (licznik naliczył 9,5 km podjazdu w pionie i o 1 km mniej zdjazdów). Zalegam w klimatyzowanym pokoju, żywię się czymś innym niż tylko ryż kluski, poddaję ciało laotańskiemu masażowi, który przypomina bardziej akupresurę (świetne!) robię zakupy na dalszą drogę płacąc kilkakrotnie więcej niż w Tajlandii, spotykam i rozmawiam z fajnymi ludźmi.
Niestety, miasto leży w niecce a niebo przykryte jest tymi okropnmi grubymi chmurami smogu. Ponownie słyszę, że listopad po porze deszczowej to najlepszy miesiac na wizyte.
Po 3 dniach czuję, że jestem gotowa do dalszej drogi. Deszcz wisi w powietrzu, ale przynajmniej jest chłodniej a okolica przez którą zdecydowałam się jechac podobno niezwykle malownicza. Oby tylko dymy odpuściły.

Dodano 5 myśli na temat “Luang Prabang

  1. hej Ewa 🙂
    dobrze,że mogłaś sobie trochę odpocząć i nabrać sił – zdjęcia płonących lasów były bardzo smutne,więc dobrze,że już się stamtąd wydostałaś…
    czyli mówisz,że masz dosyć ryżu już ? 😉
    dziś we Wrocławiu spadł pierwszy wiosenny deszcz – jak u Ciebie z pogodą i temperaturami?

  2. Napisz Ewo czy w Tajlandii spotkałaś jakiś rodaków. Polacy lubią Tajlandję. Czy tutaj porzuciłaś namiot na rzecz cywilizowanego pokoju?

  3. Dziewczyny, tak jak dodałam w poście – dymy niestety kochają Luang Prabang, po pierwszych kilku dniach znowu mnie tu dopadły i zastanawiam się jak będzie dalej.
    Ryz mi już wychodzi uszami, to prawda, ale co zrobić. Ziemniaczka by się zjadło… (tu nie ma). Wczoraj pożarłam na poczekaniu bagietkę z całkiem dobrym paszteten produkcji wietnamskiej. Niebo w gębie! pojechałam kupic na zapas.

    W Tajlandii nei sotkalam żadnych rodaków, ale ja nie trafiłam w żadne turystyczne rejony ani nawet morza stopą nie dotknęłam. Unikałam także miejsc turystycznych w górach, takie zboczenie, więc w ogóle o turystę było trudno.
    Do tej nadmorskiej Tajandii musze tez kiedyś zawitać, bo jak na razie to porzadnie mnie ten kraj wymęczył, choć raczej niechcący, z uwagi na porę roku.

    Za to w Laosie po raz peirwszy od wielu dni spotkałam kilkakrotnie sakwiarzy – droga, którą jechałam jest główną drogą z południa na pólnoc. Główna krajowa nie oznacza autostrady bynajmniej – czasem mijał mnie jakiś pojazd raz na 15-20 minut, zatem nawet zdecydowałam się na nocleg w przydrożnych straganach zasłaniając matami z trawy – jest widoczen na zdjęciu. Niestety wtedy dopiero się przekonałam, że ciężarówki raczyły jechać po tych górskich serpentynach głównie w nocy, a obok mojego schowka kierowcy robili sobie przystanek na siusiu. Ale w sumie njawet się przespałam.
    Temperatury okolo 40 st.

  4. Nie spotkalas rodaka? ale byla na to szansa – minelismy sie juz dwa razy!Drugi raz na trasie miedzy LP i VT,to musial byc close-miss
    bo droga jest waska.Moze w Chinach sie powtorzy?

Leave a Reply