Lekcja polskiego w kolorach jesieni

Tagi: , , , ,

Ci pani pomóć prosię pani?” – młody chłopak o czarnych włosach i polskim imieniu Tomasz zrywa się z ławki. Choć wymowa naszego rodzimego języka z pewnością sprawia jeszcze kłopoty to jestem zaskoczona, gdy słyszę język polski w ustach Azjaty.

Tak tak, polski! Jestem na lekcji języka polskiego na uniwersytecie Hankuk University of Foreign Studies w niewielkiej wiosce Mongyeon-myon oddalonej jakies 1,5 godziny od Seulu. Mieści się tu najstarsza w Azji katedra języka polskiego, a naucza tu profesor Tamara, prywatnie koleżanka mojej koleżanki, u której mam okazję zatrzymać się na kilka dni w drodze powrotnej do stolicy. Ja jako gość na lekcji robię za małpkę Matyldę a młodzi studenci wypytują mnie po polsku o mój pobyt w Korei. A w hotelu profesorskim czuję się jak VIP – nosi nazwę ORBIS. Spałam proszę ja was w Orbisie!

Zastanawiam się po ki czort Koreańczycy chcą uczyć się języka polskiego? Tamara twierdzi, że ma to związek z obecnością w naszym kraju koreańskich firm-gigantów – faktycznie, jak pamiętam koreańska nie istniejąca już firma Daewoo była jedną z pierwszych, które założyły oddział i fabrykę w Polsce jeszcze w latach 90-tych. Teraz największą potęgą są w Korei firmy Samsung, LG, samochody Kia i Hyundai. Nauka polskiego zwiększa szanse młodego człowieka na rynku pracy.

Niezwykle konkurencyjnym rynku pracy. Korea to kraj nieduży (około 100 000 km2 czyli mniej niż 1/3 powierzchni Polski), niezbyt zasobny w surowce naturalne, zatem jego główną siłą są ludzie. Żeby odnieść sukces trzeba być bardzo dobrym, trzeba się wyróżnić. Kraj jeszcze 50 lat temu poziomem dochodu na mieszkańca równał się Burkina Faso jest obecnie w czołówce krajów rozwiniętych świata – zawdzięcza to niczemu innemu, jak inwestycji naukę i ciężkiej pracy. Nauką i pracą ludzie się bogacą! Koreańczycy uczą się niemal bez przerwy. Przeciętny uczeń spędza dzień w szkole państwowej a popołudniami uczy się w prywatnej. Az trzy czwarte uczniów chodzi popołudniami na zajęcia dodatkowe do szkol prywatnych, których jest ponad 100 tysięcy i przebywa tam do późnych godzin. Jak późnych? Kilka lat temu ministerstwo edukacji wprowadziło nakaz zamykania szkół o godzinie 22-giej.. Niestety Korea jest także w innej czołówce – krajów w których dochodzi do największej liczby samobójstw. Ciągła presja wyróżniania się sprawia, że samobójstwo jest najczęstsza formą śmierci Koreańczykow w przedziale wiekowym 20-40 lat.

Ostatnio zwaliła mnie z nóg informacja, że w Korei na czas egzaminu z języka angielskiego, będącego częścią tutejszego egzaminu maturalnego a konkretnie na czas słuchania tekstu (listening) na 30 minut WSTRZYMANO RUCH LOTNICZY NAD KRAJEM. Żeby 640 tysiącom przystępującym do egzaminu uczniom nic nie przeszkadzało w skupieniu się na zadaniu. Był to najważniejszy w życiu młodego Koreańczyka egzamin, odpowiednik polskiej matury, który odbywa się tu w połowie listopada (rok szkolny rozpoczyna się tutaj w marcu). To „być albo nie być” młodych ludzi chcących kształcić się dalej, bo punkty z egzaminu decydują o przyjęciu na studia, ale żeby od razu wstrzymywać samoloty?! A po ogłoszeniu wyników egzaminu statystyki samobójstw szaleją…

Po powrocie z wyspy mandarynek ze zdziwieniem, choć dziwić to nie powinno bo to w końcu listopad i schyłek jesieni) dostrzegłam, że z pól nagle zniknęły żółtozłociste łany ryżu a pola przybrały barwę rdzawą. Rolnicy uwijają się ze zbiorem plonów a na polach i przed sklepami zalegają tony warzyw – głownie kapusty i rzodkwi bo to czas by gospodynie zajęły się produkcją kiszonek czyli kimchi na nadchodzący rok.

A drzewa.. ta feeria kolorów liści sprawiła, że jeszcze bardziej zwolniłam tempo by podziwiać niemal każdy napotkany egzemplarz. Choć kocham złotą polską złotą jesień to może mało patriotycznie przyznam, że nie widziałam jeszcze czegoś takiego! Tu jesień jest w kolorach żółto-rdzawo-pomarańczowo-czerwono-bordowych. Sprawia to z pewnością rodzaj drzew, szczególnie klon drobnolistny – dla mnie od teraz symbol jesiennej Korei. Nie dziwię się już zatem, ze w Korei tak jak i Japonii sezon kolorowych liści tzw. „foliage” jest niezwykłą atrakcją turystyczną dla m.in. mieszkanców Azji okołorównikowej, gdzie jesieni zwyczajnie nie ma a rośliny są jednakowo zielone przez rok cały.

Jesienna aura w Korei to kolejny fenomen. Choć postraszyła zimnym wiatrem i dość nagłym spadkiem temperatur (jest teraz około zera w nocy i około 10 w dzień, spadł tez pierwszy śnieg) jest z reguły sprzymierzeńcem każdego, nie tylko cyklisty. Króluje słonce, niebo jest błękitne, powietrze suche i przejrzyste a deszcze padaja rzadko i po jednym czy dwóch dniach znikają z horyzontu. „Mieszkam tu już ponad 4 lata i nie wybieram się do domu” stwierdził Irlandczyk Patryk, u którego zatrzymałam się kilka dni właśnie na okoliczność opadów. Gdy wyglądam przez okno świeci słonce, a jeśli pada deszcz to wiem ze za dzien – dwa przestanie. W Irlandii deszcz pada ciągle.

Dwa i pól miesiąca w Korei południowej. Taki szmat czasu i ponad 3 tysiące przejechanych kilometrów a zobaczyłam jedynie środkową i zachodnią część kraju! Sama nie mogę uwierzyć w moje „zawrotne” tempo. Dziesiątki spotkanych ludzi i rozmów, kilogramy zjedzonego kimchi. Najwięcej w mojej podróżniczo-rowerowej historii noclegów u osób prywatnych. Choć uwielbiam namiot to gdy noce zrobiły się zimne częściej pukałam do drzwi kościołow.. prezbiterianie, protestanci, metodyści, katolicy.. prawie nigdzie nie odmówiono mi miejsca, wszędzie nakarmiono i obdarowano wałówką na drogę. To tez pierwszy kraj, w którym nie zapłaciłam ani razu za nocleg i nie mam przy tym poczucia uprawiania jakiegoś strasznego sępienia czy wykorzystywania – po prostu nie było takiej potrzeby.

Podobało Ci się w Korei? Pomocni i uprzejmi ludzie? Wierzyć mi się nie chce – ze zdziwieniem podsumowała moją entuzjastyczne streszczenie podróży goszcząca mnie Kim z Coachsurfingu w Seulu. I tak to właśnie podróżnik i „lokals” mają z reguły odmienny punkt widzenia, ale to temat na oddzielną dyskusję.

Jestem od dwóch dni w Bangkoku, gdzie trwa podobno najchłodniejsza pora roku w związku z tym do południa wzięłam jedynie 3 zimne prysznice a nocą temperatura ma jedynie 26 stopni. Z zadowoleniem patrzę na gromadzące się chmury zwiastujące szybką i krótką popołudniową ulewę, która przynosi kilka chwil wytchnienia od tego „chłodu”. Odkładam na bok znoszone w ostatnich tygodniach ocieplane spodnie, polarową bluzę, czapkę i rękawiczki oraz kryte buty. Na samą myśl o ich założeniu parzy mnie skóra! Nie mogę znaleźć ogólnodostepnego wifi co po koreanskim nadurodzaju w tej kwestii jest dość szokujące (terapia od uzależnienia od smartfou to tez koreanska specjalność), ale za to w ulicznej knajpie trudno mi powstrzymać się żeby nie wylizywać talerza po tajskim curry i sałatce z papai a ceny… ufff! Nareszcie w dolnych stanach średnich. Czas się przestawić na wczesne wstawanie.. – witamy ponownie w Azji Południowo-Wschodniej!

Dodano 9 myśli na temat “Lekcja polskiego w kolorach jesieni

  1. Ewa- zdjęcia są przepiękne ! 🙂 u nas zima się rozkręca,dziś miałam pierwszy zimowy przejazd do pracy przy temp. -5 😉 powodzenia w dalszej podróż i do następnego 🙂

    1. Tak, ja wiem że się rozkręca, mam ustawione kilka lokalizacji pogodowych to jestem na bieżąco.
      Jeździsz do pracy rowerem? Tak trzymać!
      Ja dziś miałam ambicję dojechac w jedo miejsce w Bangkoku rowerem i w połowie drogi tj. po 10 km zawróciłam, a ja tak łatwo nie rezygnuję.
      Dżissssss!!!
      Oby nad morze.

      1. Tak,to będzie moja trzecia zima na rowerze 🙂 generalnie nie daję się pogodzie,choć pamiętam jak w tamtym roku przy -13 stopniach zastanawiałam się podczas porannej jazdy,czy to ma sens,ale nie poddałam się 😉
        Jakie plany geograficzne na święta i Nowy Rok? znalazłaś jakiś cichy i nieturystyczny zakątek dla siebie na ten czas?
        pozdrawiam serdecznie

  2. Ewo, żałuję,ze nie uczyłam sie sumiennie geografii. Zawrót głowy – dwa dni temu ciepłe majtki w Korei a teraz 26 stopni w Bangoku. Oczywiście przeleciałaś samolotem? I jaki plan na najbliższy miesiąc?

    1. Mira, ja się akurat geografii uczyłam, ale nie do tego stopnia, żeby znać Azję na wylot. Uczę się teraz, w praniu.
      Tak, przyleciałam rzecz jasna, z Korei nie za bardzo miałam wyjscie, bo to jakby wyspa – na pólnoc jest Korea Pólnocna, promy plywaja do Chin i Japonii. Okazało się, ze wizy chińskiej w Kori nie wyrobię a w Japonii teraz cokolwiek za zimno.. no i w zwiazku z tym zów jestem w tropikach.
      Temperatura 26 stopni, tak – ale w nocy.
      W dzień trzeba sobie trochę dodać, ale fakt, że jest odrobinę mniej gorąco (bo nie uzyję słowa „chłodniej”) niż w marcu.

      1. A co do planów – posiedzialam tydizeń w Bangkoku bo miałam fajny kąt, a tearz powoli toczę się wzdłuz morza w stronę Kambodży. To w sumie niedaleko, kilkaset kilometrów więc chętnie bym gdzieś jeszcze zboczyła z drogi, na wyspę jakąś czy gdzie indziej bo droga zatłoczona. Sezon się zaczyna, więc może być turystycznie i drogo.. nie wiem gdzie spędzę święta i Nowy Rok.

Leave a Reply