Historia lubi się powtarzać

..”Słuchaj, no zamurowało mnie! Dlaczego mi nic nie powiedziałaś! Na Filipiny? Fantastycznie! Jadę z Tobą!”..

Zocha jak zwykle jest gotowa do drogi i nic to, ze będą święta i pierogi wypadałoby lepić, ciasta piec, za prezentami biegaći takie tam inne. Byle dalej i bardziej egzotycznie, no i ciepło. Aha, no i oczywiście nie na dłużej niż miesiąc.

Początkowo zaczęłam się nawet tłumaczyć, ze tym razem to jest trochę inaczej, no bo w świat ruszam na dłużej.., ale już po kilku godzinach (i nakreślonej przez co poniektórych wizji poruszania się z bronią palną po Manili) nieśmiało zaesemesowałam „no, jak wciąż chcesz jechać ze mną to zapraszam”. We dwie to w końcu trochę bezpieczniej.

No i teraz Zocha szuka biletu a ja obmyślam trasę przemieszczania się po filipińskich wyspach, no i dalszą też.. nie mówiąc już o załatwianiu setki innych spraw. W końcu nieczęsto przychodzi nam zwinąć tymczasowe życie i przenieść je do namiotu. Szczepienia, wizy, lekarze, porządki w mieszkaniu, które będzie miało nową lokatorkę… no i przede wszystkim – rower! Wygląda na to, że powinnam zostawić w spokoju mojego wysłużonego acz kochanego „czarnego mustanga”, któremu to 11 wiosen mija i zainwestować w nową hiper-maszynę. Jaki, gdzie, za ile? A czasu mało..

Leave a Reply