Chińskie spacery

Tagi: , , , ,

Ostatnio dużo spaceruję. Z rowerem i zazwyczaj pod górę. Podziwiam otaczający mnie świat, przyrodę – rzeki, góry, lasy, przyglądam się życiu chińskiego człowieka.

Wiele bogactw naturalnych kryje ziemia Yunnanu i Syczuanu. Obserwuję kopalnie węgla – przy co drugim domu jest kopalenka – ciekawam, czy potrzebne są jakieś pozwolenia na taki mały ogródkowy odwiercik? Podziwam wydobycie kamieni w kamieniołomach. Produkcję pustaka. Przewóz żelastwa, węgla, kamieni i generalnie wszystkiego co duże i ciężkie wzbudza mój zachwyt.

Towarzyszy mi cała paleta koj dźwięków. Czas urozmaicają mi różnorakie klaksony mijających mnie pojazdów (ach, są naprawdę tak różnorodne!), dudnienie betoniarek, huk pracujących maszyn. Zasłaniam twarz bo inni też tak robią. Czasem zapadam się po kolana w ciemnym pyle, albo zsuwam się do pobliskiego rowu, ale nic to. Idę sobie dalej no bo nie ma gdzie przysiąść na choć na chwilę, jakaś ławeczka dla rowerowego spacerowicza by się czasem przydała. Żeby uspokoić zachłyśnięte wrażeniami przyspieszone bicie serca, otrzeć spoconą spacerem skroń.

Od jakiegoś czasu zastanawiały mnie mijające mnie białe samochody z czerwonymi naklejkami. Są podobne do siebie, jadą niemal z moją spacerową prędkością co już wzbudza moje zdziwienie a kierowcy ze stałą częstotliwością trzech do pięciu sekund naciskają na klakson. Taksówki to może? – myślałam sobie. Chyba nie.. wszak kierowcy taksówek na całym świecie to niedoścignieni „władcy szos”, ”orły – kurczę – sokoły”. Po jakimś czasie odkryłam (próba obserwacji na kilkudziesięciu jednakowych samochodach, które minęły mnie w czasie ostatnich 2 tygodni – przyp. red.) że jest to chińska NAUKA JAZDY. Domyśliłam się też, że niewątpliwie podstawową, niezbędną na drodze umiejętnością, jaka wynoszą z tej nauki jej niej uczniowie jest trąbienie, mocne, długie i systematyczne, reszta umiejętności przyjdzie w miarę jeżdżenia. Tym samym legła w gruzach moja wcześniejsza teoria, że kierowcy w Azji rodzą się z ręką na klaksonie. Szkoły nauki jazdy odwalają kawał dobrej roboty, wierzcie mi!

Pogodę ostatnich tygodni można określić jednoznacznie. Żarówa. Lampa. Skwar. 40-to stopniowe upały nawiedziły Azję Środkową i większą część Chin, jest to też podstawowy news telewizyjny. Dla mnie oznacza to, ze spacerowanie w godzinach 11-17-tą nieco się spowalnia, czasem muszę przystanąć albo i zalec w pozycji poziomej najczęściej przed brama jakiejś fabryki bo tylko tam jest w miarę pozamiatane.

Czasem tylko sobie myślę – panie premierze, jak żyć?!

Dodano 8 myśli na temat “Chińskie spacery

  1. Bardzo ciekawe te Chiny, a opisujesz je wdzięcznie. Współczuję Twojemu żołądkowi, mam nadzieję, że już się czujesz dobrze. Pozdrawiam ciepło, zadowolona, że Ci się wreszcie udało zamieścić kilka postów gwoli radości zajętych przygotowaniami do ślubu syna (czyli mnie). To prawdziwa przyjemność taka odskocznia od mojej rzeczywistości.

  2. A gdyby tak zaplanować pchanie roweru dookoła świata? Można by np. w linii prostej, np dokładnie wzdłuż któregoś z równoleżnikóow? Prościutko jak granica USA/Canada? Ale byłby track!

  3. Wybrałaś strasznie industrialny kawałek ziemi do zwiedzania. Te wszystkie hałasy, tumany kurzu itd. Nie wiem czy chciałbym akurat tam gnać z moim rowerem:) Mam nadzieję, że kiedyś i ja odwiedzę Chiny, może te bardziej spokojne i mniej przemysłowe, jeśli takowe gdzieś się uchowały.

    1. Nie, nie wybrałam industrialnego kawałka. Właśnie Yunnan i Syczuan uchodzą za najpiękniejsze regiony Chin, ale jak widać i tam trudno wytrzymać. Podobno najgorzej jest na wybrzeżu. Najwspanialej było w Tybecie. No, ale jakbyś znalazł gdzieś te spokojne Chiny to dawaj znać!

Leave a Reply